Genewa, 27 marca 1832

Drogi Konstanty! List Twój z 24 marca w tej chwili odbieram. Męczę się, złożony niemocą oczów i gorączką, do której niejedna się przyczyna przyłożyła. Życie mi jest festynem, do którego zasiadłem z cierniową koroną miasto92 kwiecia na głowie, z pucharem goryczy przed sobą miasto czary nektaru. O, kochaj mnie zawdy93, kochaj, bo wielu mnie nie cierpi, bo ci, którzy mnie kochali przestali mnie kochać! Miałem kochankę, a dusza jej była z ognia; dziś mną ona pogardza, bom nie bił się za Polskę. Nie wie, jakie zawady mi ramiona do piersi przykuły.

Konstanty, nie jestem Twego zdania w tem, co mówisz o szlachetności. Szlachetność jest perłą, której nie można rzucić ni w puchar miłości, jak Kleopatra, ni w czarę zemsty. Ale można milczeć i czekać, można przybrać postać głupca lub rozpustnika, uczonego lub gospodarza, i czekać; a kiedy godzina wybije, pójdzie się na śmierć. Myśleć o śmierci za Polskę jest ostatnią moją pociechą i rozkoszą; wszystkie inne odpadły ode mnie, gdyby zwiędłe liście; ale drzewo, choć obnażone, jeszcze potrafi wyzywać do boju wichry i nie ugiąć karku przed burzą.

Chciałem Ci uwagę uczynić co do Twoich wierszy, co do pierwszych, któreś mi przysłał. Nie przypominaj Francuzom, że Polacy za nich walczyli! Naprzód, Polacy za Polskę walczyli; Szwajcary tylko za insze narody, to jest za pieniądze, się biją. Jeśli Francuzi zapomną o Polakach, to Bóg o nich nie zapomni. Ja teraz nie cierpię Francuzów.

Poszlę Ci zaraz jutro 150 franków. Reeve Ci się kłania, jako mój przyjaciel mojemu przyjacielowi.

Czytaj Szekspira, to największy poeta! Byron jest dzieckiem w porównaniu z nim. Nie daj się uwieść nową literaturą tych przeklętych Francuzów, którzy o kochankach piszą, a nigdy nie kochali, którzy świat malować chcą, a w Boga nie wierzą i świata nie znają. Prawda jest najwyższą poezją, szumność jest pianą, z której kilka farb się dobywa, ale za pierwszym powiewem nikną — i po nich na wieki. Religia jest skrzydłem, którego cień na poezję wiecznie zlewać się winien. Patrz, od religii, od krzyża chrystusowego odstępuje ziemia; ale powiedzcie mi wszyscy, kędyż nowy ołtarz się zjawił, kędyż klęknąć mam przed nowem bóstwem? Teraz nam, Polakom, trzymać się krzyża przystoi, bo tyran wygania katolicyzm z kraju naszego. Krzyż i szabla! Pod temi znamiony wybawimy Polskę, lub zginiemy. Jeśli ziemia nam nie dopisze, mamy wieczność przed sobą. Ściskam Cię, pisuj wciąż i wierzaj mojemu kochaniu!

Przez bankiera mego poszlę jeszcze dziś wieczorem pieniądze do bankiera paryskiego. Ten Ci je poszle i odda wraz z biletem ode mnie, w którym będzie Twój adres.

59. Do Konstantego Gaszyńskiego

Genewa, 24 kwietnia 1832

Drogi Konstanty! Wciąż słaby jestem, oczy mnie bolą i mam gorączkę moralną i fizyczną, bo wiem, co mnie czeka. Posłałem Ci Mickiewicza, „Pamiętnik dla płci pięknej” i Hermana94, do Paryża; doszły-li Cię te książki lub nie? Przejeżdżało tędy dziesięciu oficerów polskich z pułkownikiem Gawrońskim na czele; przypomnieli mi Polskę i żem za Polskę się nie bił. Źle, źle mi jest, niedługo pożyję, mam duszę za ognistą na moje nędzne ciało. Jeśli nie masz już czasu pisać z Valenciennes do mnie, bo wyjeżdżam czwartego maja stąd, to przyszlij w połowie czerwca Twe listy do Wiednia, poste-restante, a tak w końcu maja pisz do mnie do Wenecji. Rozstajem się, Konstanty mój! Ja idę popracować około wspólnego dzieła, nie na otworzystych polach, gdzie chwała czeka, ale pośród ciemności, gdzie kajdany czekają. Bądź co bądź, świętej dokonam powinności; bądź co bądź, czy się uda lub nie, umierając, tę będę miał otuchę, że Bóg mi nagrodzi za męki tej ziemi, że Ty i ci kilku, co mnie znali prawdziwie, wyleją łzę jedną po moim zgonie i pamięć o mnie zachowają, jako się zachowywa pamięć snu, mianego w dzieciństwie. Żyjemy w wieku, w którym śmierć jest igraszką dnia każdego. Konstanty, mnie coś wróży, że już nigdy Cię nie przycisnę do serca mego. Ja przepadnę bez chwały, bez znaczenia, ale Ty pamiętaj, żem był dobrym Polakiem, pamiętaj, żem nade wszystko Polskę miłował, że proszę co dzień Boga, by mi dozwolił za nią zginąć, czy w boju, czy na rusztowaniu, byleby za nią, to będzie dniem najpiękniejszym mego życia, a mało dni czego wartych w niem było. Żegnam Cię i ściskam! Oby moje uściśnienia, oby serca mego bicie mogło przez ten martwy papier w pierś Twą uderzyć. Pisuj i bądź mi zdrowym; płaczę jak dziecko, bo dzieckiem Cię kochałem i dotąd kocham.