Twój i to na zawsze.
Zyg. Kras.
Ach, mój drogi! Leży mi na sercu kamień, który nie chce we łzach się rozpłynąć.
65. Do Henryka Reeve’a
18 sierpnia 1832 r. (Opinogóra)
Drogi Henryku!
Gdym otrzymał list Twój przed godziną, siedziałem w pokoju, który mam zamiar Ci opisać. Mury białe, bez obicia, w oknach firanki białe i zielone, wzdłuż ściany wspaniały fortepian, obok na stole, gotowalnia z litego srebra: czarki, zwierciadła i wszystkie drobiazgi, służące do czyszczenia paznokci, zębów, włosów itd., itd.; flakony pełne najwytworniejszych wonności; dalej stoi kominek z dwoma małemi globusami, a obok błyszczą zawieszone na murze trzy dubeltówki, dwa rogi myśliwskie, w złoto i kość słoniową oprawne, pistolety wykładane srebrem, torby myśliwskie, różki do prochu itd. Dalej drzwi, dalej piec, dalej łóżko moje, stojące pod kątem do pieca, przykryte denkiem, płótnem i szlafrokiem kaszmirowym. Tuż obok łóżka olbrzymia szkatułka, napełniona podręcznemi drobiazgami, w której po przybyciu znalazłem cztery tysiące złotych i gdzie złożyłem listy H. Dalej stoi biurko, gdzie wznosi się wazon ze starożytnego brązu z bukietem kwiatów w otoczeniu moich książek angielskich, mojej pozytywki i krzyża z Kolizeum, mego sztyletu i znanych Ci rzeczy. To mój pokój. W chwili gdym list Twój otrzymał, siedziałem koło kobiety, która grała i śpiewała dla mnie. Znasz ją — to pani Z.95. Mój drogi, co powiesz na to wszystko? Oto zostałem wielkim panem, ja, Bousingaud. To ojciec przygotował mi to wszystko na mój przyjazd. Z okien moich widzę na wzgórku zamek gotycki budowany dla mnie, z wieżą w rozety i z kolumnami maurytańskiemi, pod nim, w dole trzy stawy i pełno zieloności.
Widziałem się ze swoim ojcem. Byłbyś zobaczył łzy, spływające po jego bliznach i wąsach, gdy mię przyciskał do łona. Później poszliśmy razem do grobowca mojej matki i tam wobec trumny, którą Ci opisałem w Adamie, dał mi swoje błogosławieństwo. Słodkie i święte jest błogosławieństwo ojca.
Pomyślisz może, czytając te słowa: „Jest spokojny”. A więc nie! Mam gorączkę, spać nie mogę. Lecz niekiedy wspomnienia dzieciństwa gromadzą się wkoło mnie i wtedy rzucam na chwilę spokojne spojrzenie na te równiny, na te zboża polskie, które drżą wkoło. Z oczyma mojemi nieco lepiej. Uściskaj Załuskiego, gdy do niego pisać będziesz. Mój przyjacielu, mój dobry, mój drogi przyjacielu, myśl często o mnie! Nic jeszcze nie wiem o przyszłości, używam po trochu teraźniejszości. Zabiłem parę bekasów. Żegnaj! Wierzchowiec arabski czeka na mnie; puszczę się cwałem na chwilę.
Twój na zawsze.