Za cztery dni jadę do Petersburga. Jesteśmy przyjaciółmi na śmierć i życie, Henryku! Bóg by Cię pokarał, gdybyś przestał być mi przyjacielem. Piszę Ci do Monachium, gdyż nie wiem dokąd list ten zaadresować. Zostajesz tylko trzy dni w Dreźnie. Napisałem tam do Ciebie. Żegnaj. Napisz mi do Petersburga poste restante. Przyjaźń nasza nie jest tego rodzaju, by przypadek mógł ją przerwać; jakiegoś określonego faktu trzeba, by ją zniszczyć, lecz bez tego zerwanie jej byłoby zbrodnią.

Ja zawsze Twoim przyjacielem zostanę.

Zyg. Kras.

5 września 1832 r., Opinogóra

Wszystkim moim przyjaciołom w Europie pożegnanie.

67. Do Henryka Reeve’a

Knyszyn, 22 września 1832 r.

Drogi Henryku!

Odebrałem list Twój z Drezna tu, w jednej z naszych posiadłości, leżącej na drodze do Petersburga. Udaję się tam z moim ojcem. Napisałem Ci już o tem do Monachium, nie wiedząc, gdzie Cię szukać, gdyż nie powiedziałeś mi dokąd się udajesz po opuszczeniu Drezna, a tam dwa dni tylko miałeś pozostać. A więc, drogi, odnajdę Cię we Frankfurcie. Obliczyłem czas i pewien jestem, że list ten nadejdzie w porę. Jadę do Petersburga; będę tam za dwa tygodnie. Tam więc mi napisz. A teraz, jeśli mię zapytasz: „Jak długo tam zostaniesz? Co tam będziesz robił?” Odpowiem Ci: „Nie wiem”. Zresztą znasz mię i wiesz, że lubię pić, jeść itp., i że nic na świecie nie może wpłynąć na zmianę moich poglądów w tym względzie, nic, nic... Toteż, ponieważ obaj jesteśmy birbantami, będziemy przyjaciółmi i niech jeden może zawsze liczyć na drugiego. Nigdy nie zdołasz sobie wyobrazić, Henryku, przez jakie zdarzenia fantastyczne przeszedłem teraz, ani jakiem życiem żyłem przez miesiąc od czasu mego przybycia do Polski. Cały mój pobyt w Opinogórze był w najwyższym stopniu dziwny.

A więc nie znałem tej kobiety, o której tyle mówiłem. Zobaczyłem ją znowu i pokochałem. Przyszła do mnie z przebaczeniem na ustach. Wtedy opowiedziałem jej o swojej miłości lat dziecinnych, o późniejszej udręce, zazdrości, nienawiści, cztery lata trwającej, wreszcie o miłości swojej. Bo takie już moje przeznaczenie, że nigdy nie mogę ujrzeć tej kobiety, by jej nie kochać. Wreszcie odeszła, nazywając mnie ciągle bratem, a ja odpowiadałem jej ciągle: „Kocham Cię”. Nic nie wymogła na mnie, ani ja na niej. Pozostaliśmy na miejscach, które los nam przeznaczył.