Koniec Fausta dowodzi mi, że Goethe był naprawdę wielkim wieszczem, większym od samego Byrona, gdyż, rozpatrzywszy Manfreda, Kaina, Marina Faliera etc. etc, zobaczysz, że wszędzie potępienie wieńczy dzieło. W tem Byron jest tylko przybliżeniem do poezji wszechświata — nie objął go w całości; Goethe zrozumiał wszechświat, walkę złego z dobrem, i dał zatryumfować dobru. A jednak pod względem formy Goethe jest jeszcze ze szkoły osiemnastego wieku. Bywają chwile, w których Goethe bierze sobie za wzór Diderota. To bardzo dziwne, że ten człowiek zwyciężył w końcu świat i pychę szatana. Potężny również jest pomysł, że Faust w końcu staje się ślepy. Ale tak być musiało. Wyczerpał wszystko na ziemi, wyczerpał wszystko w piekle. Wszystko się dla niego skończyło i teoria, i praktyka: zaprawdę, musiał oślepnąć. W muzyce Wolny Strzelec Webera jest tem samem, co Faust Goethego.
Opis Twój śmierci poety Żyda przypomina opowieści fantastyczne Juliusza Janina i Balzaca. W gruncie rzeczy jest trochę suchy. Byłeś artystą tam, gdzie Ci należało być chrześcijaninem. Piękny to opis śmiertelnego łoża, ale brak mu czegoś, czegoś, co nie jest sztuką, lecz prawdą. Gdyż sztuka, to jedynie prawda prawdy i uczucie uczucia, a nie uczucie samo. Artysta doznaje niewypowiedzianych rozkoszy, ale przeznaczone mu są również większe cierpienia, niż komukolwiek innemu na świecie. Wprawdzie egoizm jego jest podniosły, ale bądź co bądź jest egoizmem. A co zrobi, gdy znajdzie się w położeniu, w którem należy przestać być sobą, jeśli się chce szczęścia? Tu piekło jego się zaczyna. Nie będzie nigdy wiedział, co to w rzeczywistości miłość kobiety, gdyż dla niego wszystko jest nim samym. Wszystko sam stwarza: świat, posąg, wiersz, kochankę. Kocha swoje arcydzieła, lecz nic innego nie kocha. Dlatego rzeczywistość jest dla niego trucizną. Oto dlaczego nie może nigdzie znaleźć spełnienia swych życzeń, ani końca swych marzeń. Wszystko, co nie jest nim, wstręt w nim wzbudza i do rozpaczy przyprowadza. Żyje wśród ludzi, jak Kain, nosząc przekleństwo na czole swojem. A jednak kocha aż do szaleństwa, pragnie dobra, życzy szczęścia światu, choć świat go na każdym kroku odpycha. Ale skoro sam jest, czuje się szczęśliwym, silnym, jak półbóg. Dlatego też wielki artysta nie jest nigdy ani dobrym małżonkiem, ani dobrym ojcem. To straszne! Oto, co wywołało nienawiść Byrona do świata, oto co wstręt w nas wzbudza tam, gdzie wielu ludzi znajduje przyjemność i mądrość. Drogo trzeba opłacać zetknięcie z tajemnicami bogów! Jedna kropla, która spadła ze sfer nadziemskich na nasze czoło, niezdolnymi nas czyni do ziemskiego życia; a jednak nie staliśmy się aniołami, pozostaliśmy ludźmi, ale nie mamy już braci. A później, jeśli mamy słabe ciało, napadnie nas może powolna gorączka lub obłąkanie nawet. Piszę Ci to wszystko w stanie najwyższego rozstroju nerwów, w sali gotyckiej naszego pałacu, pełnej herbowych zbroic, dzid i mieczy.
Żegnaj! Napiszę Ci jutro lub pojutrze.
Zyg. Krasiński
77. Do Henryka Reeve’a
7 kwietnia 1833 r., Warszawa
Drogi Henryku!
Marzenia naszej wyobraźni, złudzenia, będące w młodości formą naszego bytu, są przy rozważaniu analizy praktycznej tego świata kłamstwem; lecz, widziane z pewnej wysokości, stają się prawdą wyższego świata, gdzie wszystko jest syntezą i gdzie nie znajdujemy wieczystej analizy krwi i potu. W naszych marzeniach, w tych podniosłych tworach, które jednak tłumowi muszą się często wydawać śmiesznemi, nie odczuwamy nigdy najpospolitszych trudności, gotowiśmy stawić czoło piorunowi niebieskiemu; ale, jeśli wypadnie nam zrobić dwa kroki, powiedzieć słów kilka, jednem słowem zbliżyć się do życia ziemskiego z jego codziennemi wypadkami, upadamy ze znużenia. A jednak, przysięgam, miałbym dość siły, by przebyć z kochanką swoją pustynię Sahary, gdyby kochanka moja była tem, czem są sny moje. Co to wszystko znaczy? Znaczy to, że niegdyś, w czasach poprzedzających upadek człowieka, światem rządziły prawa odpowiadające tym prawom, które dziś budzą się niekiedy w naszej duszy, i że po spełnieniu się naszych przeznaczeń, świat na nowo do tych samych praw powróci. A więc w marzeniu przebywamy w innym świecie, ale nie jesteśmy przez to ani nieukami, ani szaleńcami. Szaleństwem byłoby jedynie, gdybyśmy sądzili, że możemy zastosować prawa naszych marzeń lub naszej syntezy do analizy tego padołu; ale każdy z konieczności początkowo w błąd ten popada. Jedni w nim trwają: są to istoty słabe, niedoskonałe, ale pełne słodkiej poezji i nieszczęścia. Inni, oceniwszy należycie swoją młodość i nie zrozumiawszy wzniosłego ostrzeżenia niebios, wyobrażają sobie, że wszystko skończone i że świat rzeczywisty, to nędza i analiza. Ci również są istotami słabemi i niedoskonałemi, które kończą na zepsuciu materializmu. Mało jest ludzi, dość sił mających, by znosić trudności i przeszkody, by zdecydować się na wejście wprost do życia rzeczywistego, jedynego, które doprowadza do jakichkolwiek wyników, i by zachować przy tem niewzruszoną wiarę w obietnice, dane im w dniach ich szału, gdy spostrzegali chwilami sfery promieniste, do których nigdy później nie udało im się dotrzeć. Oni jedni czegoś dokonają. Złudzenia są więc symbolem. Trzeba umieć łączyć je z faktami. Zrazu odrzucamy stronę materialną życia, żyjemy wyłącznie życiem duchowem; to długo trwać nie może. Trzeba, by człowiek się przetworzył, by dusza przeniknęła ciało, a jeśli przeobrażenie to dokonało się w nim, dokona się ono również w jego poezji. Obrazy nabiorą więcej kolorów, wszystko stanie się u niego charakterystycznem; zagłębi się on w tradycję, nie będzie spędzał dni swoich przysłuchując się aniołom, wywołując szatanów, ale będzie w wysokim stopniu człowiekiem. Zrozumie swoich braci i zwracać się będzie do wyższego świata, jakby się zwracał do wspomnienia kochanki lub do przeczucia błogiego szczęścia. Wtedy ludzie go zrozumieją i powiedzą mu: „Bądź pozdrowiony!”. Nie czuję się zdolnym do tej roli. Społeczeństwo wzbudza we mnie wstręt przeraźliwy. Każde zetknięcie się z istotą ludzką sprawia, że staję się zimnym i natchnienie moje znika. Tylko w samotności jestem silny. Biada mi! Nie mogę przyzwyczaić się do tego, że moi bliźni zużywają niegodnie wszystko, co piękne i wielkie, na pokrywanie wszystkiego, co brzydkie i podłe. Miłość, sława, przywiązanie oznaczają jedynie — interes. Oto zdanie, określające najlepiej organizm społeczeństwa: „To więcej, niż zbrodnia, to błąd”. Ja przynajmniej mogę się schronić do świętego przybytku przyjaźni. Moja wiara w nią nigdy się nie zachwieje.
Za trzy dni jadę do Wiednia i spodziewam się tam listów od Ciebie. Drogi Henryku, zmieniliśmy się diabelnie od czasu, gdy nasze życie bohaterskie, nasza epoka kosmogoniczna skończyła się. Wątpię, czy dostaniesz Karolinę. Ale jestem pewien, że przez prośbę o jej rękę narazisz sobie matkę, a lepiej mieć za wrogów wszystkich mężczyzn, niż jedną kobietę. Mówię z doświadczenia.
Zyg. Krasiński