Sonet IX. Strzelec

Widziałem, jak dzień cały, pośród letniej spieki,

Błąkał się strzelec młody; stanął nad strumieniem,

Długo poglądał wkoło i rzecze z westchnieniem:

«Chcę ją widzieć, nim kraj ten opuszczę na wieki,

Chcę widzieć niewidziany». Wtem leci zza rzeki,

Konna łowczyni, strojna Dyjany14 odzieniem,

Wstrzymuje konia, staje, zwraca się wejrzeniem;

Zapewne jechał za nią towarzysz daleki.

Strzelec cofnął się, zadrżał, i oczy Kaima15

Zataczając po drodze, gorzko się uśmiechał,

Drżącą ręką broń nabił, dąsa się i zżyma16,

Odszedł nieco, jakoby swej myśli zaniechał,

Wtem dojrzał mgłę kurzawy, wzniesioną broń trzyma,

Bierze na cel, mgła bliżej — lecz nikt nie nadjechał.

Sonet X. Rezygnacja17

Nieszczęśliwy, kto próżno o wzajemność woła,

Nieszczęśliwszy jest, kogo próżne serce nudzi,

Lecz ten u mnie ze wszystkich nieszczęśliwszy ludzi,

Kto nie kochał, że kochał, zapomnieć nie zdoła.

Widząc jaskrawe oczy i bezwstydne czoła,

Pamiątkami zatruwa rozkosz, co go łudzi;

A jeśli wdzięk i cnota czucie w nim obudzi,

Nie śmie z przekwitłem sercem iść do stóp anioła.

Albo drugimi gardzi, albo siebie wini,

Minie ziemiankę, z drogi ustąpi bogini,

A na obiedwie patrząc, żegna się z nadzieją;

I serce ma podobne do dawnej świątyni,

Spustoszałej niepogód i czasów koleją,

Gdzie bóstwo nie chce mieszkać, a ludzie nie śmieją.