SCENA IX
DIONIZY
wchodzi i przegląda się po pokoju
DIONIZY
sam
Cóż to? W całym domu jak po dżumie, nikogo nie ma; czy się może co do miejscowości pomyliłem? wyciąga list i czyta Na tym przedmieściu są trzy dworki: „dom pomalowany na żółto, dach na czerwono, tam są aniołki” do siebie z rożkami — „mój wybór padł na starszą” Niewątpliwie tu, ale szałaput siostrzeniec pewnie nie uprzedził o moim przybyciu. Ileż tu jest tych aniołków? Zapewne dwa; wybrał starszą. Nie lubię, jak kto afektuje10... aniołki? Ślamazarnik czułostkowy.
Wchodzi Jan
JAN
Co wielmożny pan sobie życzy?
DIONIZY
Gdzież państwo? Czy nie oczekiwano tu nikogo?
JAN
Owszem, zapowiedziany był przyjazd wuja pana Anzelma.
DIONIZY
do siebie
Przecież uwiadomił ich ten roztrzepaniec.
JAN
Lecz tenże przed kwadransem właśnie co przyjechał. Państwo wyszli razem do gospodarstwa.
DIONIZY
do siebie
A to szczególne zdarzenie; cóż to za wuj Anzelma? Przecież drugiego nie ma. do służącego Oświadcz natychmiast państwu, iż pragnąłbym widzieć się z nimi; wiedzą już o moim przybyciu... tymczasem podaj cygaro; sam się tu rozgoszczę.
Jan podaje cygaro, po czym spiesznie odchodzi
DIONIZY
sam
Zabawne zdarzenie! Drugi wuj Anzelma! To niepodobna; musiało się niedołędze przesłyszeć. Ale gdzież Anzelm? Powinien był mnie tu, na miejscu, oczekiwać. Sprzeciwiać się jego woli nie będę; nic nie mam przeciw temu małżeństwu, byle były zasady i takt w tym domu. ogląda się po pokoju Cóż to za bohomazy? o ile z pomieszkania sądzić mogę... biurko stare, cygaro liche... O mój panie siostrzeńcze, zdaje mi się, że prócz błogosławieństwa i nędznej zapewne wyprawy z tego domu nic nie wyniesiesz.