SCENA VIII
Ciż — Wincenty
Wchodzi Wincenty z miną radosną i robi gest największego uszanowania.
WINCENTY
Przepraszam najmocniej, iż tak natarczywie i obcesowo wchodzę, lecz państwo w porę byliście powiadomieni o moim przybyciu. podaje rękę Filcowi, po czym kilkakrotnie się całują Zapewne ściskam drogiego gospodarza?
FILC
W jego własnej osobie.
AGNIESZKA
Z nieutajoną radością oczekiwaliśmy pana, tak zacny wuj i prawdziwy opiekun zaszczyt tylko przynosi naszemu domowi.
WINCENTY
Przeczucie, które często zawodzi, tym razem nie omyliło mnie, ono mi mówiło: w tym domu znajdziesz szczerość, staropolską gościnność i serca otwarte.
AGNIESZKA
Gościnność u nas jest zasadą domową.
WINCENTY
Łaskawa pani, gościnność nie może być zasadą, cnota ta nie w głowie, lecz w sercu ma swoje siedlisko. Przestąpiwszy raz ten próg, należę de facto już do rodziny państwa, i to dla mnie najwyższe szczęście. zwraca się do Agnieszki Wszakże z zacną gospodynią tego domu rozmawiam, a moją od tej chwili ukochaną kuzynką?... Pozwól przeto, niech w dowód wielkiego szacunku uściskam twą śliczną rączkę.
całuje Agnieszkę w rękę
AGNIESZKA
na stronie
Bardzo przyjemny! Niepotrzebnie tak się lękałam.
WINCENTY
Nie mogę utaić radości, którą serce me jest przepełnione na widok tej ciszy domowej, tego ogniska rodzinnego, tego przybytku wiecznej miłości i zgody...
AGNIESZKA
O tak, panie, gdzie są zasady i takt domowy, tam wszystko regularnie jak w zegarku idzie.
FILC
Nawet bez nakręcenia.
WINCENTY
rozgląda się po pokoju
Co to za wzorowy porządek u państwa, ani jednej muchy... ach! to kraj błogosławiony. Ja bo wracam z kraju gdzie muchy, pszczoły, owady i przeróżne gady wiecznie trapią człowieka, tego zaś, co życie uprzyjemnia, te dzikie plemiona, wśród których żyłem, nie znają, na przykład: ani ozora z podlewą, ani szczupaka po żydowsku lub indyka z kasztanami... nawet tak pojedynczych potraw nie mogą sobie przyswoić jak barszcz, zrazy lub barania głowa z pieprzem i imbirem.
AGNIESZKA
Dziś jeszcze każę to wszystko na obiad sporządzić, wszakże łaskawy pan nie odmówisz nam?
WINCENTY
Droga pani! Lepiej to może rozdzielić na kilka obiadów... przyjmuję zaproszenie na wszystkie... Wyobraźcie sobie państwo, że tam... w tym barbarzyńskim kraju jedynym moim pożywieniem była kawa.
FILC
To mój najulubieńszy napój.
WINCENTY
A jednak mogę z własnego doświadczenia upewnić, że kawa jest napojem najszkodliwszym; rozstraja nerwy, odbiera sen i sprawia nieustającą gnuśność i ospałość.
AGNIESZKA
do Filca
Z czym się odezwiesz, to nie ma sensu.
WINCENTY
Pozwolicie państwo, że się ośmielę zapytać, gdzie jest szanowna rodzina? Wszakże Pan Bóg w swej najwyższej dobroci licznie was obdarzył?
AGNIESZKA
Moje córki w tej chwili zajęte gospodarstwem domowym, dla zasady; mogę się pochwalić, że są bardzo gospodarne, przy tym lube jak trzy turkaweczki.
WINCENTY
A syna państwo nie macie?
AGNIESZKA
Niestety!...
WINCENTY
Może umarł?
FILC
Wcale się nie urodził...
AGNIESZKA
do męża
Nie masz się czym chwalić.
WINCENTY
na stronie
Umhu, rozumiem!
AGNIESZKA
To nie moja wina. Nadysputowałam i nairytowałam się dość, lecz mój mąż widocznie nie dbał o to, aby mieć syna.
FILC
Cóż ja na to mogę poradzić?
WINCENTY
Żal pani dobrodziejki zupełnie jest usprawiedliwiony; znany mi jest wypadek, że brak syna stał się powodem do rozwodu.
AGNIESZKA
Widzisz, jak nawet władze ustawodawcze piętnują takich jak ty małżonków...
WINCENTY
Ale mój Boże! Ja państwa nudzę... a to ranna godzina... pewnie pani dobrodziejce zabieram czas drogocenny?
AGNIESZKA
Jeśli pan dobrodziej pozwoli, pójdę zajrzeć do obory... czynię to zawsze dla zasady. Mężu, może oprowadzisz tymczasem pana po twoim gospodarstwie; lecz uprzedzam, że dział ten pozostawia nieco do życzenia.
WINCENTY
Z przyjemnością służę państwu; może razem oglądniemy? podaje rękę Agnieszce Zaczniemy jednak od obory... jak pani dobrodziejka powiada, dla zasady. Bardzo to dobra zasada, samemu wszystkiego doglądać.
AGNIESZKA
Służę, bardzo chętnie! na stronie Podobały się moje zasady. Mądrej głowie dość na słowie... a tak się lękałam...
FILC
Do obory na czczo? Chryste Panie! Co ona ze mną wyprawia!...
wychodzą