SCENA XII

DionizyAgnieszka

DIONIZY

Pragnąłbym z panią dobrodziejką otwarcie i bez ogródek pomówić, zauważyłem bowiem, że pani masz tu stanowczy głos.

AGNIESZKA

Jak w czym; na przykład co do córek mąż mój zupełnie na mnie polega.

DIONIZY

Otóż o jednej z nich chciałem właśnie mówić. Pani dobrodziejko, jakkolwiek nie jestem wujem amerykańskim, mam jednak pod pewnym względem węch amerykański. Bez przesady, instynktowo czuję, że dom państwa jest pełen zasad i taktu, toteż niech mi będzie wolno prosić o rękę panny Eufrozyny dla mego siostrzeńca.

AGNIESZKA

skonfundowana

Hortensji...

DIONIZY

Wszak wyraźnie powiedziałem: Eufrozyny, bo gdyby mój siostrzeniec ważył się zuchwale sięgnąć po rękę której z młodszych córek i tym sposobem naruszył zasady domowe, nigdy, przenigdy nie podjąłbym się podobnej misji.

AGNIESZKA

coraz więcej pomieszana, ogląda się wokoło

DIONIZY

Czy pani kogo szuka?

AGNIESZKA

Mąż mój gdzieś się zapodział. do siebie Ten awansowany diurnista wszystko pogmatwał, a w chwilach krytycznych mną się wyręcza!

DIONIZY

A czy mąż pani koniecznie potrzebny? Sądziłem, że na ten związek od dawna się zgadza, bo gdyby nie był zdecydowany, to ja gotów jestem cofnąć się.

AGNIESZKA

Ależ uchowaj Boże! Mój mąż od dawna sprzyja panu Anzelmowi ogląda się, mówiąc do siebie Gdzie on się zapodział?

DIONIZY

Więc to jest po prostu wahanie się macierzyńskie. Pojmuję je, a nawet wysoko cenię i poważam. Chwila to tak ważna dla matki, która kocha swą córkę... ale mimo tego zechce pani dać odpowiedź; sprawy takie zwykłem załatwiać krótko i stanowczo: tak lub nie.

AGNIESZKA

do siebie

Co tu począć? Gotów zerwać. głośno Może byśmy zaczekali na siostrzeńca, do odbycia finalnej ceremonii obecność jego jest konieczną, niezbędną...

DIONIZY

Wierzaj mi, pani, iż obecność Anzelma w tej chwili jest już zbyteczną. chrząka Jako wuj i opiekun wypełniam ściśle jego życzenie i jestem li13 tłumaczem jego uczuć, dając tym samym przyzwolenie z mej strony. Odbycie ceremonii i zamiana pierścionków, łzy itp., na co wszyscy członkowie rodziny, nie wątpię, zaproszeni będą, nastąpi i tak później.

AGNIESZKA

A, zapewne, zapewne!

DIONIZY

A więc dla skrócenia dyskusji podaj mi pani rękę, a rzecz będzie skończoną. Agnieszka skonfundowana podaje rękę — ogląda się, mówiąc Gdzież ten mąż się zapodział?

DIONIZY

Widzisz pani, jak od zasady raz przyjętej nie należy odstępować; któż może zaręczyć, czy Anzelm byłby nie prosił o rękę Hortensji lub Rozaliny, lecz to byłoby z krzywdą dla Eufrozyny, która stosownie do wieku powinna pierwsza iść za mąż.

AGNIESZKA

Byłam nawet przekonaną, że pan Anzelm o Hortensji myśli...

DIONIZY

Na cóż byłoby mu się to przydało wobec moich i państwa zasad? po chwili Teraz wypada nam przejść do drugiej, niemniej ważnej kwestii, tj. do posagu... w dzisiejszych praktycznych czasach nie wolno tego pomijać.

AGNIESZKA

Może by właściwiej było z moim mężem o tej sprawie pomówić?

DIONIZY

Nie ma potrzeby, gdyż posagu nie żądam; nie mam zresztą do tego prawa, bo i ja ze swej strony memu siostrzeńcowi chociaż bym mógł, nie dam nic, ani szeląga; nie zgadzało by się to z moimi zasadami, na wstępie zresztą ostrzegłem państwa, iż wuja w rodzinie najmniej cenię, i prosiłem jedyne tytułować mnie opiekunem.