Czasy Drugiej Świątyni Pańskiej

Bejt ha-mikdasz w pełnym blasku

Kto nie widział Jerozolimy w jej pełnym blasku, ten niczego wspaniałego w całym swoim życiu nie widział. Kto nie widział bet ha-midraszu, ten nie ma pojęcia, jak może wyglądać taki przecudowny budynek.

Z tyłu wąski, z przodu szeroki — wyglądał, jeśli patrzyło się na niego z oddali, na majestatycznie rozłożonego na placu lwa. W złocie jego drzwi i bram odbijały się promienie słońca, a święty ich blask oblewał światłem całe miasto.

Wszystkie bramy bet ha-midraszu, które najpierw zostały zrobione z miedzi, potem zastąpiono bramami wykutymi ze szczerego złota. Wyjątek stanowiły bramy Nikanora. Z nimi bowiem zdarzył się cud.

Nikanor zamówił bramy w Aleksandrii w Egipcie. Podczas przewożenia ich statkiem, na morzu zerwała się straszliwa burza. Statkowi groziło zatonięcie. Wyrzucono wtedy jedną bramę za burtę, ale nic nie pomogło. Burza dalej miotała statkiem. Marynarze postanowili wrzucić do morza następną bramę, ale Nikanor uczepił się jej i oświadczył:

— Wrzućcie mnie razem z bramą do morza!

I wtedy stał się cud. Morze natychmiast się uspokoiło. I pożałował Nikanor pierwszej bramy, która przepadła w odmętach morza.

Kiedy dobili do portu w Akko, zauważyli, że spod statku wynurzyła się nagle zatopiona brama.

Obie bramy odlane były z jednej bryły miedzi. Obie były starannie wyszlifowane. W świetle słońca błyszczały jak złoto. Przy drzwiach prowadzących do głównej sali bet ha-midraszu stał odlany ze złota krzew winny. Kto chciał, ten zawieszał na krzewie jako dar dla Świątyni złoty liść, kiść winogron ze złota albo złoty wisiorek.

Pewnego razu zaszła potrzeba uprzątnięcia i uporządkowania placu świątynnego. Zwołano w tym celu trzystu kapłanów, żeby ruszyć z miejsca ciężki złoty krzew winny.

Długość parochetu wynosiła czterdzieści łokci, szerokość dwadzieścia łokci, a grubość cztery palce. Utkano go na krośnie o siedemdziesięciu dwóch obręczach. Każda nić skręcona; była z dwudziestu czterech sztuk cienkich nitek. Takie parochety robiono co dwa lata. Ze względu na ich ciężar trzeba było trzystu kapłanów, żeby je zanurzyć w wodzie.

Flet w bet ha-midraszu pochodził jeszcze z czasów Mojżesza. Był gładki, cienki, wystrugany z drewna.

Pewnego razu król polecił pokryć go złotem, wskutek czego flet utracił swoje słodkie brzmienie. Po zdjęciu złota, flet odzyskał swoje dawne brzmienie.

Były w Świątyni także organy o dziesięciu otworach. Z każdego otworu wydobywało się dziesięć melodii. Razem sto melodii.

Spod Świątyni, spod jej Przenajświętszego Miejsca, wypływał strumyk. Z początku wyglądał jak cienki rożek szarańczy, przy drzwiach środkowej sali Świątyni miał już wygląd grubszej nici tkaniny, dalej zaś, przy drzwiach przedpokoju, stawał się coraz grubszy, a przy drzwiach świętego dziedzińca był szerszy i potężniejszy, aż dotarłszy do Domu Dawida zamienił się już w bystrą rzekę, w której nieczyści zwykle zanurzali się, żeby stać się czystymi.