V
Odstąpiwszy od państwa kobiet, Aleksander udał się do króla panującego w kraju Kacja.
Ten, chcąc się pochwalić, pokazał Aleksandrowi Macedońskiemu swoje skarby.
— Nie po to — powiedział mu Aleksander — przybyłem do twego kraju, żeby oglądać twoje złoto i srebro. Mnie interesują wasze obyczaje i prawa.
Podczas tej rozmowy pojawili się dwaj mężowie, którzy poprosili króla Kacji o rozstrzygnięcie sporu, jaki między nimi powstał:
— Królu mój — oświadczył jeden z mężów — oto kupiłem u tego człowieka walący się dom, prawdziwą ruinę, i kiedy zabrałem się do uprzątnięcia terenu, znalazłem ukryty w ziemi skarb. Uznałem, że skarb należy się jemu, bo ja kupiłem od niego tylko zrujnowany dom.
Były właściciel ruiny ze swojej strony tak twierdził:
— Ja też nie chcę tego skarbu. Tak jak on, nie chcę zgrzeszyć zagarnięciem cudzego mienia. Sprzedałem mu ruinę wraz ze wszystkim co się w niej znajduje. Całą posesję, od podziemi aż po dach.
Wysłuchawszy ich, król zwrócił się do jednego z nich z pytaniem:
— Masz syna?
— Tak.
— A ty — zwrócił się do drugiego — masz córkę?
— Tak.
— Niech więc oboje się pobiorą i skarb będzie ich posagiem.
Usłyszawszy decyzję miejscowego króla Aleksander wykazał ogromne zdumienie.
— Co? Czy zły wyrok wydałem? — zapytał król.
— Oczywiście — odpowiedział Aleksander.
— A ty u siebie w państwie wydałbyś inny wyrok?
— Tak. Ja skazałbym obu na śmierć. Jednemu i drugiemu nakazałbym ściąć głowę. Skarb zaś skonfiskowałbym na rzecz korony.
— A więc, skoro tak, to powiedz mi, czy w twoim państwie świeci słońce?
— Jasna rzecz!
— A są w twoim państwie świnie?
— Oczywiście.
— Jeśli są, to chyba tylko dzięki nim świeci dla was słońce i deszcze na waszą ziemię padają.