3.

Kiedyś, opowiadałeś, poszedłeś

odwiedzić dziecko sąsiadki, które

nie jest w porządku z głową. Matka

dziewczynki

czekała na ciebie, czytając w kuchni książkę. Mała

była w brzydkich granatowych spodniach

i szarym sweterku. Przyniosłeś jej

książkę z obrazkami, wzięła ją

i schowała do łóżka, pod kołdrę. Bawiliście się

budując wieżę z klocków. Wspaniale;

jest dzika i bezbronna

jak goły nerw wypuszczony w świat. Pije ciebie,

tonie — ale nie przepada. Żyje w nieukojonym

i bezkarnym strachu, zapada we wszystko

ale zostaje w sobie. Jest doskonała, skończona

na zewnątrz niej

jest dalej ona, a w niej

dalej świat.

— Może pan

zostanie jeszcze? — pyta jej matka, kiedy mała

leży już w łóżku. Stoi w drzwiach kuchni, za nią

odrzucająca, zmartwiała

przestrzeń mieszkania. I tak co wieczór

ciągle,

bez zmiany.