Post scriptum

Winienem uzupełnienie do dnia wczorajszego. Wieczorem ukazały się dodatki nadzwyczajne pism z komunikatem Głównodowodzącego (Zwierzchniego Wodza Naczelnego), opiewającym, iż pod naporem wojsk rosyjskich wojska niemiecko-austriackie przeszły na całym froncie do obrony. Oznacza to nie tylko, że spokojnie możemy w dalszym ciągu przysłuchiwać się kanonadzie, lecz że armia rosyjska rozpoczęła ofensywę i wypiera nieprzyjaciela.

Toż istotnie symfonia nieskończona trwa już okrągło cały tydzień i jakoś dotąd Warszawa stoi na swoim miejscu.

Pod wpływem owego biuletynu, dzisiejsze „europlany” lud śledzi z czysto platonicznym zainteresowaniem. Zupełnie przestał się bać ich — zresztą płyną tak wysoko — co najmniej 2500 metrów — że nam szkody nie wyrządzą. Prawdopodobnie jeden z wczorajszych przestał szlachetnie funkcjonować. Strącić go miano pod Ożarowem, i ludzie widzieli, jak wieziono dzisiaj między godziną dziesiątą a jedenastą opalony szkielet.

Jeszcze więcej rozchmurzył Warszawę telegram PAT ułożony już oczywiście jakby dla ulicy; o tym, jak na prowincji, a głównie w Zagłębiu ludność, doprowadzona do rozpaczy gospodarką Niemców, chwyciła się partyzantki, niszczy tory kolejowe i trzebi wojska.

Oczywiście jest to doniesienie pomyślane mądrze i politycznie. Po pierwsze, znakomicie ono osłabia grozę Niemców i nastrój sianego przez nich terroru, a jednocześnie zadaje kłam pogłoskom, krążącym w kołach wyczekujących, że Niemcy w Piotrkowie, Łodzi itd. udają ludzi całkiem ucywilizowanych.

Na razie wszelkie wiadomości pro i contra207 są bezcelowe: chwiejności ustały. Cywilizację swą, a kto wie, może i swą czającą się na dnie pychy nędzę rabusiów Prusacy zdemaskowali dostatecznie.