189.

Żeby wartość postępku miała być zawisłą od tego, co go poprzedziło w świadomości — jakżeż to fałszywe! A wedle tego mierzono moralność, nawet kryminalność...

Miarą wartości postępku winny być jego następstwa — powiadają utylitaryści — brać jako miarę postępku jego pochodzenie wikła to w sobie niemożebność, mianowicie niemożliwa jest znać to pochodzenie.

Ale czyż znane są następstwa? Na odległość pięciu kroków może. Któż może powiedzieć, do czego jakiś postępek pobudza, co wzbudza, co przeciw sobie budzi? Jako stimulans? Jako krzesiwo, może dla wybuchowej materii?... Utylitaryści są naiwni... A ostatecznie musielibyśmy wpierw wiedzieć, co jest pożyteczne: tutaj wzrok ich także nie sięga dalej niż na pięć kroków... Nie mają oni żadnego pojęcia o tej wielkiej ekonomii, która nie umie obyć się bez zła.

Nieznane jest pochodzenie, nieznane są następstwa: czyż postępek ma zatem w ogóle jaką wartość?

Zostaje sam postępek: towarzyszące mu objawy w świadomości; „tak” i „nie”, idące w ślad za jego wykonaniem: czyż wartość postępku leży w subiektywnych objawach towarzyszących (znaczyłoby to wartość muzyki mierzyć wedle przyjemności lub nieprzyjemności, jaką nam sprawia... jaką swemu kompozytorowi sprawia...). Postępkowi widocznie towarzyszą uczucia wartości, uczucia mocy, przymusu, niemocy, np. swoboda, lekkość — inaczej mówiąc: czy wartość postępku można by sprowadzić do wartości fizjologicznych, badając, czy jest on wyrazem zupełnego czy też zahamowanego życia? Być może, iż wyraża się w tym jego wartość biologiczna...

A więc jeśli postępek nie da się ocenić ani wedle swego pochodzenia, ani wedle swych następstw, ani wedle towarzyszących mu objawów, to wartość jego jest x, nieznana.