315.
W porównaniu z niezmiernością i różnorodnością pracy sił współdziałających i przeciwdziałających sobie, jaką przedstawia całość życia każdego organizmu, świadomy świat jego uczuć, zamiarów, ocen wartości jest małym wycinkiem. Ten urywek świadomości ustanawiać jako cel, jako „dlaczego?” całości zjawisk życiowych, nie mamy żadnego prawa: widocznie, iż uświadamianie się jest tylko jednym więcej środkiem w rozwijaniu się i rozszerzaniu życia. Oto dlaczego naiwnością jest ustanawiać jako najwyższą wartość przyjemność lub duchowość, lub moralność, lub jakikolwiek szczegół sfery świadomości: i chcieć nawet, być może, usprawiedliwiać „świat” na ich zasadzie. Jest to mój zarzut zasadniczy przeciw wszelkim filozoficzno-etycznym, kosmo- i teodyceom, przeciw wszelkim „dlaczego” i wartościom najwyższym, i dotychczasowej filozofii, i filozofii religii. Pewien rodzaj środków wzięto za cel: życie i potęgowanie się jego mocy, przeciwnie, obniżono do znaczenia środka.
Jeśli oznaczymy cel życia dostatecznie oddalony, tedy nie może on być identyczny z żadną kategorią życia świadomego; powinien raczej objaśniać każdą taką kategorię jako środek ku sobie...
„Zaprzeczanie życia” celem życia, celem rozwoju życia, wielkim głupstwem! Podobnie wariacka interpretacja jest rezultatem mierzenia życia czynnikami świadomości (przyjemność i nieprzyjemność, dobro i zło). Tutaj środki wystawiono przeciw celowi — „nieświęte”, niedorzeczne, a przede wszystkim środki nieprzyjemne — jakże może być wart coś cel używający takich środków! Lecz błąd tkwi w tym, że — miast szukać celu objaśniającego konieczność takich środków — z góry przypuszczamy cel wyłączający takie właśnie środki: tzn., że środki, jakich sobie życzymy (mianowicie środki przyjemne, racjonalne, cnotliwe) bierzemy za normę, podług czego dopiero ustanawiamy, jaki cel ogólny jest pożądany...
Błąd zasadniczy kryje się w tym, że świadomość — zamiast pojmować jako narzędzie i szczegół w całości życia — ustanawiamy jako miernik, jako najwyższy stan życiowy: jest to błędna perspektywa a parte ad totum — oto dlaczego wszyscy filozofowie instynktownie wysilają się, żeby wyimaginować świadomość powszechną, świadome współżycie i współchcenie tego wszystkiego, co się dzieje, żeby wyimaginować „ducha”, „Boga!” Lecz trzeba im rzec, że właśnie przez to istnienie staje się monstrualnym; że „Bóg” i czucie powszechne byłoby właśnie czymś, wskutek czego należałoby istnienie potępić... Właśnie to, żeśmy wyeliminowali świadomość powszechną, ustanawiającą cel i środki — jest nam wielką ulgą — tym samym przestajemy być pesymistami z konieczności... Naszym największym zarzutem przeciw istnieniu była egzystencja Boga...