SCENA CZWARTA
Hartmann
A teraz powiedz: jakże mu się wiedzie?
Gotfryd
Patrzy na Hartmanna, wzdycha i mówi.
Jak mu się wiedzie? Zbyt duże pytanie,
a i odpowiedź, panie wzdyć113 trudniejsza,
niźli114 sądzicie... Zresztą nie wiadomo:
nieraz wygląda rześko i ochoczo,
jak w owych czasach, gdy jeszcze był zdrowy,
a potem znowu wydaje się chory,
o, bardziej chory, niżby kto przypuścił.
Niejednokrotnie myślę, że go skryty
ból jakiś szarpie, o którym wy może
macie wiadomość; innym znowu razem,
kiedy przypadkiem wzrok mnie jego spotka,
rozpłomieniony chorobliwym żarem,
tak mi się serce ściska i głos jakiś
mówi mi w wnętrzu, że Pan Bóg pokarał
tego człowieka najstraszliwszą karą.
Hartmann
Wiecie, że pan mnie tu przyzwał?
Gotfryd
Nie, panie.
Hartmann
Więc przyzwał mnie tu — a wam, mój Gotfrydzie,
nic nie wyjawił zresztą115?...
Gotfryd
Nic, nic, panie.
Wiedzcie, że pan nasz żyje jak pustelnik —
a i samotny, pod wielką klauzurą:
gdy Ottegeba przyniesie mu obiad,
to czasem powie do niej dwa słóweczka —
i to jest wszystko przez dzień cały... zresztą
szpera po księgach, mało sypia w nocy,
a tylko za dnia; a jeśli go kiedy
spotkam na miedzy albo gdzie śród jego
niemych przechadzek i zdejmę kapelusz,
za pozdrowienie dziękuje mi z dala
i baczy na to, bym się nie przybliżył.
Tak schodzą całe tygodnie — i nikt z nas,
ani Brygita, ani ja, nie mamy
sposobu mówić z nim, prócz Ottegeby.
Lecz i ja nieraz usłyszę od niego
jakoweś szorstkie słowo.
Hartmann
Mnie się widzi —
a mówię o tym do was w zaufaniu...
tak ja przynajmniej sądzę z jego listów:
że policzone są już dni, Gotfrydzie,
które pod waszym ma przepędzić dachem.
Gotfryd
Spostrzegłem ja to, że tu coś się święci —
myśmy to czuli... toć wczoraj dopiero
tu na tym krześle siedział pan nasz miły
i tak ponuro mówił i tak dziwnie,
a potem znowu naraz tak przyjaźnie,
iże byliśmy bliżsi łez — prawdziwie,
niby w godzinie pożegnania... tak więc
ma się to spełnić, cośmy przeczuwali.
W którym z swych zamków myśli pan zamieszkać?
Hartmann
Dokąd się udać zamierza, ja nie wiem —
ale powinien pokazać się ludziom,
do swego zamku w Aue wrócić winien,
bo snać116 uchodzi już za straconego.
Ludzie naokół głużą117, przebąkują,
a krewniak jego, Konrad, nazbyt głośno,
rozprawia o tym, kark do góry pręży,
pod bramą Aue dzwoni ostrogami
i tak się sprawia118, jakby już od dawna
imię Henryka stało obok grobu
Wilhelma Grave w zamkowym krużganku.
Gotfryd
My, panie, wielce stracim119, gdy on pójdzie —
a wierzyć trzeba, że pójdzie... Patrzajcie:
byt nasz to wieczna jednostajność w ciasnym,
ograniczonym kole; precz120 od świata,
w tę gorżką121, leśną wtłoczeni dolinę,
której nam dzięki dobroci Henryka
nikt nie zaprzecza, żyjemy jednako
dzisiaj i jutro, te same słyszymy
dźwięki i głosy, a jeśli w zieleni
zamknięta dusza zawoła na człeka,
echo li122 z ciemnych odpowiada borów.
Dziwnym, co mówisz, a przecież to prawda:
ten chory człowiek i gość, tak ponury
niejednokrotnie, uroczystym blaskiem
napełnia dom mój, pokąd u nas bawi.
A teraz znowu czeka na nas z dala
ziejące widmo powszedniości w szarej,
powłócznej123 szacie. Przy troskach i trudach,
przy wszystkich naszych gorzkich udręczeniach
był to jednakże szczytny czas i górny,
który się teraz kończy.
Hartmann
Mnie to mówić?
Mnie, co mu byłem towarzyszem w polu
i przyjacielem? Com przebył z nim morza,
nie odstępował go przez całe lata?
Wyście go w świetnym nie widzieli blasku —
tego słodkiego, wspaniałego męża,
jaśniejącego cesarza Frydryka
łaską promienną. Kiedy się cisnęły
wyniosłe damy w śmiejących piorunach
jego błękitnych źrenic, niemal zmysły
tracąc z miłości — księżne i grafinie —
naokół jego poręk: rękawice,
borty124 i chustki — tak się rozsierdziły
pomiędzy sobą, że trzy krewne125 dwory
nie mogły znowu pojednać zwaśnionych.
Był jako gwiazda, opromieniająca
boską światłością głowę Fryderyka,
a myśmy wszyscy używali darów,
które płynęły na nas z jej obrzasków126...
Ba — rzec by można: w cesarskim obozie
mówiono nieraz więcej o Henryku,
o Henrykowym słowie, jego pieśni,
o Henrykowym strzelcu i lekarzu,
o jego koniu, charcie i sokole,
niż o cesarza świętym majestacie,
który przenigdy nie zasiadł do stołu,
gdy Henryk z Aue nie był mu u boku.
Gotfryd
Zaniepokojony znowu.
Idzie...