SCENA TRZECIA

Dzierżawca Gotfryd wprowadza Hartmanna von der Aue. Prosty to rycerz, o kilka lat starszy od Henryka, z posiwiałą już brodą. Ubrany w lekki pancerz, miecz, ostrogi, z zawieszonym przez ramię długim płaszczem futrzanym.

Gotfryd

Wejdźcie, rycerzu! Rozgrzejcie się, panie!

Wesoły tutaj płonie ogieniaszek —

a wam potrzeba ciepła...

do Brygity

Gdzie już pan nasz?

Matko, to, widzisz, jest pan Hartmann z Aue,

pana Henryka sługa i powiernik...

Spora to jazda dotąd z zamku z Aue

o takiej porze... Siadajcie.

Hartmann

Dziękuję.

Powietrze ostre i wiatr od północy

miałem wprost siebie, tylko że mój gniadosz

dzielnie się trzymał w górach; w mgłach staliśmy

niejednokrotnie, śród tumanów śniegu

nie widać było ani śladu drogi,

myśmy się jednak przedzierali naprzód —

ot, krok za krokiem. Rozkosz to jedyna

tak się na wiernym przedzierać koniku

i zamyślony pchać się naprzód w góry

wśród białych świerków, obsypanych śniegiem,

kiedy żadnego nie usłyszysz głosu

prócz zimnych, ostrych poświstów i skrzypień

zlodowaciałych gałęzi.

do Ottegeby, przyjaźnie

A chociaż

umilkły małe, wesołe ptaszęta,

śnieg pod kopytem dźwięczy trzaskający,

tak że człek słucha i duma, i słucha,

i prawie do cna gubi się w zamysłach

jak Piotr Badawiec, kiedy mu nuciła

rajska ptaszyna, a zasię lat tysiąc

tak ci110 mu przemknął niby jedna chwilka.

Brygita

Siądźcie, rycerzu!

Hartmann

To młodziutkie dziewczę

to wasza córka?...

Brygita

Jedna i jedyna.

Hartmann

I (wszak mam słuszność?) pana Henrykowa

mała małżonka?...

Brygita

Tak, za dawnych czasów,

gdy większym była dzieckiem, niż jest dzisiaj,

a jego miłość, pan nasz, był chłopięciem,

do krotochwili i żartów jedynym,

nieraz tym mianem raczył ją nazywać.

Gotfryd

I dzisiaj robi to samo... Toć wczoraj,

tu, przy kominku, gdy mu Ottegeba,

dała stołeczek pod nogi, powiedział —

wszak słyszeliście: — «dzięki, Ottegebo,

moja ty mała małżonko!»... Nieprawda?

Brygita

Prawda.

Hartmann

Tak, prawda! A ty, moje dziecko,

nie pozwól sobie zabierać tej nazwy —

onać przystoi111. Nie z urągwiska,

nie z żadnej pychy, jak wy znać mniemacie112,

dobra kobieto, zwie ją pan nasz swoją

małą małżonką; lecz ważko i szczerze,

w tych oto listach, wielbiących to dziewczę

i jej troskliwość, i opiekę nad nim.

Ottegeba

Chwyta rękę matki i tak ją ściska z zakłopotania i zdumienia, że Brygita omal nie krzyczy.

Brygita

Co ci się stało, dziecko? Tak ściskałaś

rękę, że aż mi ścierpła.

Ottegeba

Śmieje się, zasłania sobie oczy łokciem i ucieka.

Gotfryd

Tak, przyznaję,

że warta skromnej pochwały — ot dawniej

były już w głowie same krotochwile...

Brygita

Dolejże wody do wina, Gotfrydzie —

wiesz, jak ten trunek idzie jej do głowy.

Brygita odchodzi.