SCENA DRUGA

Ojciec Benedykt sam, nadsłuchuje, dopóki nie przebrzmią kroki Brygity... Potem przysłuchuje się owym dziwnym hałasom dobywającym się z celi, potrząsa niechętnie głową; podchodzi ku drzwiczkom i puka.

Benedykt

Dziecko! Ottegebo!

Ottegeba

Z wewnętrz.

A idę, ojcze!...

Wchodzi z płonącą lampą w ręku. Tymczasem ściemniło się zupełnie.

Benedykt

Odbierając jej lampę.

Cóż to znowu?

A gdzie mój zakaz!?

Ottegeba

Z wyrazem zadziwienia na woskowym, uduchowionym obliczu.

Jezus! Maryja! Józef!

Duszę i serce wam oddaję... Jezus,

Maryja, Józef! Bądźcie mi podporą

w tej mojej walce ostatecznej! Jezus!

Maryja! Józef!

Benedykt

Słuchaj, moje dziecko:

bądź mi posłuszną, proszę, boś ty mojej

oddana pieczy, jać 249muszę za ciebie

zdawać rachunek przed Bogiem i twymi

rodzicielami... Czemu się biczujesz

dziś po raz wtóry?

Ottegeba

Całuje drżąca kraj jego rękawa.

Nie wiem, ojcze.

Benedykt

Jak to?

Nie wiesz? I znowu bezmyślnie okrywasz

ciało świeżymi sińcami?

Ottegeba

Bo, ojcze,

tak mi przyjemnie!

Benedykt

Co?

Ottegeba

Bo pod razami

mogę oddychać.

Benedykt

Jak to? Czyż bez tego,

dziewico, znaleźć oddechu nie możesz?

Ottegeba

Z westchnieniem.

Z trudem!

Benedykt

Zapalmy teraz te gromnice,

które w koszyku przyniosła nam matka,

a potem razem zmówiwszy modlitwy,

spożyjem, Bogu dziękując, wieczerzę,

którą nam zesłał w tym samym koszyczku

za pośrednictwem rąk twej matki. Chodźmy.

Ottegeba

Stoi spokojnie, wielkie, wilgotne oczy utkwiwszy w krucyfiks.

Ojcze...

Benedykt

Co?

Ottegeba

Jestem zupełnie gotowa!

Benedykt

K’czemu250 gotowa?

Ottegeba

By cierpieć i umrzeć.

Benedykt

Daj teraz spokój... Skieruj teraz duszę

ku innym sprawom, chociażby i ziemskim,

trzeba ci tego... Żyć musisz — nieprawda? —

Chcąc służyć Bogu. Tak, musisz zachować

życie, jeżeli chcesz, gdy przyjdzie pora,

oddać je Bogu.

Ottegeba

Tak ojcze!

Benedykt

A zatem

bierz — jedz — tu trochę masz wina od ojca.

Ottegeba

Usiadła na stopniach ołtarza, patrzy na sufit.

Nie sądzisz, ojcze, że przyjdzie za chwilę?

Benedykt

Tak! — Ale nie ma go już w dawnym miejscu.

Ottegeba

Tam, gdzieś go spotkał i gdzie grób swój kopał?

Benedykt

Tam go już nie ma... Ludzie powiadają,

że chciał raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć

świat i roiska251 wszelkich grzechów ludzkich.

Ottegeba

Lecz wam powiedział... przyrzekł, że tu przyjdzie

przyrzekł na pewno?! —

Benedykt

Owszem — tak, to znaczy:

tak, jako szlachcic taki przyrzec może.

Ty moje biedne, trwożne i przeczujne252,

drogie stworzenie! Bądź cierpliwa! Dosyć

umartwiłaś się postem i modlitwą

i tym czuwaniem — wątłe ciało twoje

niemal prześwieca w ciemności. Proś nieba,

by ci zesłały cierpliwość i spokój,

który łagodność umie wlać w czekanie.

Ottegeba

On dzisiaj przyjdzie.

Benedykt

Myślisz?

Ottegeba

Tak!

Benedykt

A po czym

sądzisz, że przyjdzie?

Ottegeba

Bo czuwając dzisiaj

w nocy i za dnia, po dwakroć słyszałam

jakby kołatkę dotkniętego trądem...

O — słuchaj — znowu!...

Benedykt

Co? Ja nic nie słyszę.

Nie, moje dziecko, jeżeli pewniejszych

nie masz dowodów i widomszych253 znaków

niż uderzanie wichru o tarcice,

tak nie wierz254...

Ottegeba

Przyjdzie! Przyjdzie dziś na pewno!

Wiem to... wiem... Patrzaj, wczoraj o północy

jakieś mnie głośne zbudziło wołanie,

które wołało, które mi mówiło:

«Czuwajcie! Pan się wasz zbliża!». I kwiatem

przyozdobiłam swą lampkę, oliwy

nalałam do niej i wyszłam — tak, ojcze! —

Ażeby czekać na progu — przed drzwiami.

A gdy tak siedząc, cała zatopiona

w swej własnej duszy, nie zważałam, ojcze,

na szalejącą wokół nawałnicę —

naraz... tak straszna zerwała się groza,

jakiej dotychczas nigdy nie zaznałam.

Pokusa — myślę. Ale z przerażenia

prawie odbiegły mnie zmysły... Powietrze

napełniło się krzykiem, charkiem255, wyciem;

Oddech wichury był niby gorący,

obmierzły oddech z paszczy wilków... Chciałam

precz stąd uciekać, chciałam się ratować,

przycisnąć głowę do twej piersi, ojcze,

chwycić się tego ołtarza... a potem

oczy przywarłam obiema rękoma.

A jednak wszystko widziałam wyraźnie,

jak widzę postać twoją. — Samą siebie

widziałam, ojcze... patrzyłam, jak w dzikim,

strasznym tryumfie niosły moje ciało —

me nagie ciało — okropne demony

z psimi głowami: długi nóż utopion

był w mojej piersi... Ojcze! Podaj rękę

Zawrót mam w głowie... Mnie — o tak! Mnie samą

poczęło chwytać piekło! Grzech się zaczął

kłębić w mym łonie, jakbym skoczyć miała

w ten wir odmętny, bezwstydna, jak piekło!

Potem... skończyła się groza... W tej walce —

w tej burzy strasznej trzymała się mężnie

ma czysta wola; i Stwórca ją poznał

i wnet ją spędził jednym tchnieniem łaski:

rozproszył z ziemi te majaki nocy.

I cicho w onej jaskini północnej

jęła się cisnąć z wschodu i zachodu —

jak gdyby z studni, jęła tryskać ku mnie

czysta, potężna światłość, a z światłości

wzniosły się w górę dwa milczące, obce

dla siebie słońca, które coraz bliżej

schodząc się k’sobie, stopiły się w jedno,

o tam! Na szczycie niebiosów. I w okrąg

stała się czystość: we mnie i wokoło

mnie, na niebiesiech i na ziemi — wszędzie!

I z jednej z gwiazd tych dwóch nad moją głową

wraz się narodził jedyny, przesłodki,

święty Zbawiciel! I szum się rozpoczął

spośród tysięcznych chórów usłyszałam

wyraz jak Sursum corda256 albo słowo

jak Gloria in excelsis deo257, a głos wielki

odrzekł donośnie: «Amen: O co prosisz,

wszystko się spełni! Sędziowskich wyroków

już przełamana surowość».

Benedykt

Hm. Prawda!...

Jam nieświadomy i wielce przykuty

do rzeczy ziemskich; z mojego więzienia

żadne nie patrzy okno w wieczne światło. —

Ginę w ciemnościach... Ty mię ucz! — On swoją

wygłasza chwałę przez usta nieletnich.

Ottegeba

Śmiejąc się, jakby z wielkiego wewnętrznego szczęścia.

Kiedy mnie nieraz nazywał swą świętą,

mniemasz, że myślał o tym?...

Benedykt

Wątpię, dziecko!

Lecz bądźmy cicho!... Nie godzi się igrać

z wyniosłą myślą i owej korony,

która nas czeka może tam w niebiesiech,

nie mogę sobie kłaść na głowę — własną,

niegodną ręką... Przypuśćmy, że Stwórca

powołał ciebie, żeś na dobrej drodze,

lecz wówczas, pomna grzesznego sposobu,

który od chwili upadku Adama

stał się własnością człowieka, powinnaś

strzec się tym bardziej i w tym większej jeszcze

chodzić pokorze... Przed dawnymi laty

opowiadałem twej matce o pewnym

nieskromnym jeźdźcu, którego tak strasznie

oszołomiła, widzisz, miłość ludzka....

to znaczy: który swoją biedną duszę,

zamiast do Boga, przywiązał do człeka,

do białogłowy, co żywiła w sobie

pychę mężczyzny — i patrz, co się stało.

Gdy się w swej dumie odwróciła odeń

owa niewiasta, padł zgnębion i złaman

i od tej chwili obmierzły był światu.

Taka przekora jest, dziecko, i w tobie —

i oto boję się wielce, że możesz

tak się odwrócić od Boga, jak ongi

jam się odwrócił od świata, jeżeli

zechce odmówić ci tego, ku czemu

z takim uporem kierujesz swe oczy —

ku czemu zmierza wysiłek twej żądzy...

Ottegeba

O nie, mój ojcze, nie! Wiem to na pewno.

Benedykt

Maszli258 odwagę wnikać w plany Boga?

Któż może wiedzieć, że człeka, którego

od swego tronu odtrącił, uważa

godnym swej łaski?... Patrzaj! Niby żubra

albo niedźwiedzia, tak go osaczyli

knechty Konrada Grave, a wszak Pan Bóg

zezwolił na to! Zaś lekarz z Salerny

jest może w ścisłym przymierzu z Szatanem,

łowcą dusz biednych, piekielnego morza

chytrym piratą259, a krwawe lekarstwo

jest może tylko czartowską zasadzką...

A może Pan już odbiegł go daleko...

Ottegeba mdleje.

Benedykt

Może... być może!... To niepewne... Boże!

Cóż ci się stało? Zimno ci?... To wszystko

ponad twe siły!... Zlana krwią!... O Święta,

gdy będziesz w niebie, racz pamiętać o mnie!

Idzie z Ottegebą do celi, więcej ją niosąc, niż prowadząc.