SCENA PIERWSZA

Brygita i Benedykt stoją w pobliżu głównej bramy, rozmawiając półgłosem. Brygita zbliża się do wejścia, ma chustkę na głowie i krzyż na ramieniu.

Benedykt

Nie, oni kłamią, kłamią bardzo dużo,

któż tam odgadnie, ile na tym prawdy!

Brygita

Trzeba nam wierzyć, Benedykcie... Stary

sługa, co nigdy nie kłamie... co rzadko

mówi w ogóle, widział go na własne —

powiada — oczy i gotów jest na to

położyć rękę na krucyfiks...

Benedykt

Dziwy —

niezwykłe dziwy — w rowie — mówisz — pełzał?

Brygita

Nie! Stary sługa widział go, jak leżał

w trawie, tuż obok ogrodu, i niby

czyhał na kogoś. Pełznącego w rowie

widział go koźlarz Ignacy.

Benedykt

Więc stary

mówi, że z rowu wyskoczył?

Brygita

A jakże —

skoro na niego zawołał, wyskoczył

i uciekł w pole.

Benedykt

Nie mogę uwierzyć —

nic pojąć tego nie mogę — a zresztą,

czegóż on może od was chcieć? Toć przecie

nigdyście przed nim domu nie zamknęli —

po cóż więc dzisiaj okrąża zagrodę

niby wilk jaki?

Brygita

Nie wiem. I zapewne

nikt tego nie wie. Zdziczał — powiadają —

zeszedł nieomal na zwierzę, a przy tym

jest zrozpaczony i całkiem zniweczon238.

Benedykt

Niepodobieństwo!... Mógłby tak podupaść

człowiek — — mężczyzna, przyjaciel cesarza,

jego towarzysz broni, com go jeszcze

spotkał niedawno, prawda, że w łachmanach,

lecz wspaniałego, jak dawniej? — Ci ludzie

wietrzą biedaka wszędzie — tak, we wszystkim

radzi by widzieć bliskość dotkniętego

klątwą.

Brygita

Żywo.

Toć znacie, ojcze Benedykcie,

to nasze wielkie podwórzowe psisko —

kiedy się wczoraj udali parobcy

z nim na zasadzkę, krztynę239 po północy,

przyszedł ów człowiek i walił do bramy.

Wtedy to oni puścili nań dogę240,

ta jednak, zamiast żeby go opadła,

podbiegła k’niemu, skowycząc z radości,

i położyła się u nóg przybysza.

Benedykt

Niech i tak będzie... Dziewczyna jest u mnie —

jest w mojej celi — pod opieką Boga.

I tak na razie jest wolna... Co prawda,

dotychczas jeszcze nie wierzę, co mówisz...

a choćby z sprawą biednego Henryka

źle było w świecie...

Brygita

Powiadają nawet,

że go już w mieście Konstancji złożono

śród wielkiej pompy w grobach jego przodków.

Benedykt

Choćby niedobrze było z jego sprawą,

choćby nazwisko jego wykreślono

z szeregu żywych... dusza tego człeka

ma, niby plecy potężnych demonów,

dwie pary skrzydeł albo jeszcze więcej:

gdy mu opadną białe, co go niosły

w górę, tak241 spocznie na ciemnych! Jać mówię242,

że go widziałem na krawędzi świata —

takiego świata, gdzie z głębin przepastnych

dozna zawrotu każdy, kto tam stanął,

wiedzion odwagą li — męską.

Grób kopał

i raczej gotów lec w tym swoim grobie,

niżby miał skradać się naokół chałup

złodziejskim trybem. Lecz bać się należy

iż dziecko, tymi zarażone wieśćmi

i o tych dziwnych słysząc odwiedzinach,

niepokojących dom wasz, może łatwo

dostać się w sidła jakiego łotrzyka.

Brygita

Pójdę... Niech będzie pochwalony Jezus

Chrystus. Już ciemno, a droga daleka.

Gotfryd mnie czeka — i tak już za długo

bawiłam tutaj... Więc mogę mu rzeknąć243,

że tutaj u was wzdyć244 się czuje lepiej.

Benedykt

Sza, sza! Mów ciszej, by nas nie słyszała...

Widziałaś sama: ogółem jest dobrze — —

a tylko wierzy wciąż, że on powróci,

i, niby jedna z owych mądrych panien,

czeka na niego, z pełną lampką w ręku,

niby na przyszłość Zbawiciela Pana!

Złuda ją trzyma — muszę ją podsycać

i podtrzymywać kłamstwami, jak wówczas,

gdym po raz pierwszy tym pobożnym kłamstwem

zażegnał u niej owy245 kurcz febryczny.

Zaradzim246 jeszcze temu — tylko czasu,

czasu potrzeba — dużo trzeba czasu,

a to wzruszenie ucichnie w jej łonie:

choć może potem, wybranica247 niebios,

przywdzieje welon zakonny.

Brygita

Niech wszystko

stanie się według woli Pana Boga.

płacze

Cud! Żeby pan nasz już nie żył!

całuje rękę Benedykta

Biedny Henryk.

Benedykt

...idź, pociesz

tę twoją duszę... Cóż na pocieszenie

mam ci powiedzieć? Chyba że w mym wnętrzu

kryje się jeszcze coś z pradawnych czasów

owych najgłębszych tajemnic, gdy Pan nasz

zjawiał się w krzaku ognistym... lub może

jakowaś wiedza, albo też przynajmniej

silna jakowaś wiara — tak... widzenie,

w którym to dziecko równa się krzakowi

na górze Horeb248 — krzakowi, co płonie,

lecz się nie spala...

Poza małymi drzwiami słychać klaskanie.

Brygita

Cóż to?

Benedykt

Nic, nic! Odejdź!...

Brygita odchodzi.