SCENA TRZECIA
Brygita
Chciała tym uczcić jego miłość... Teraz
wstydzi się tego.
Gotfryd
Uważaj na dziecko,
takie natręctwo może mu się sprzykrzyć.
To już nie chłopiec, jak wówczas — przed laty,
kiedy się lubił bawić z nią — z dziewczynką...
Brygita
Niewesołego, zda mi się, umysłu
nasz miłościwy...
Gotfryd
Nie wiem. Kto go wczoraj
widział o świcie, jak jeźdźcom, zebranym
na łów, wskazywał rękojeścią szabli,
z uśmiechem w oczach, na naszą sadybę
i jak ich potem żegnał przewesoło,
mógł był pomyśleć10 sobie, że wspaniały,
szlachetny młodzian wzdyć11 nie wie, co znaczy
choćby cień troski. Za tom dziś zobaczył12
męża, któregom nie znał13...
Brygita
Mnieć14 to dziwno,
że o tym czasie przybył w ten zapadły
kąt nasz — mówiono przecie, że się żeni...
Gotfryd
Wielcy tej ziemi mają swe humory.
Co nam do tego.
Brygita
Juści15... Tylko, widzisz,
wczorajszej nocy przebrał nieco miarę
jego pachołek i między czeladzią
tajemnym słowem dziwne stroił żarty
i o Mojżesza rozprawiał zakonie16,
według którego myją chore domy,
by je uzdrowić od jadu i trądu.
Gotfryd
Któż to ci mówił?
Brygita
Nasza Ottegeba.
Gotfryd
Słuchaj, Brygito, zamknij uszy swoje
dla wstrętnych plotek. Pan nasz miłościwy
w wielkich dotychczas łaskach i honorach,
sługa cesarza17, a zatem nie bardzo
przez Piotrowego lubian18 namiestnika19 —:
klechy zakonne roznoszą po ludziach
przeróżne kłamstwa, a nie ma tak płaskich,
by u motłochu nie znalazły wiary.
Brygita
Zda mi się, idzie aleją olchową.
Gotfryd
On...
Brygita
Pochylony idzie, nie jak zwykle.
Gotfryd
Nie wpatruj się tak — możeć to wziąć20 za złe.
Brygita
O! Spójrz! — Jak wryty, w zorzę wlepił oczy.
Gotfryd
On... Ja się teraz oddalę; a ty go
poproś do stołu, wielce obyczajnie,
lecz krótko, potem zwolnij się i odejdź.
Brygita
Nie troszcz się, stary.