4 kwietnia

Co za czas okropny dzisiaj! Nieba nie widać zupełnie, nawet chmur, poprzez te drobiny wody, powoli opadające w powietrzu. Nawet wiatr nie zawyje. Monotonny plusk wody, tłukącej się o dachy, wdziera się w uszy i siebie tylko słyszeć każe. Przestrzenie wypełnia szara wilgoć — ponura, bo bezbarwna — straszna, bo nieubłagana, przeciskająca się wszędzie, nawet w duszę. Drga mi nerw każdy. Czuję to tak wyraźnie, że aż drżę. Po raz pierwszy doznaję cierpienia całego ciała. Ból wcisnął się nawet we włosy, paznokcie, kości — i czuję, że je mam.

A ten plusk monotonny, jak dzwon pogrzebowy, jęczy, zawodzi i łka...