Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona88,

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tym czasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce89 obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec;

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi,

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię zaraz pobrać90 dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Panna IX91

Ja śpiewam, a żal zakryty

Mnoży92 we mnie płacz obfity.

Śpiewa więzień okowany,

Tając na czas93 wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz, w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi śpiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

Śpiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może.

Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło94,

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze95,

Zbójca własny, nie posłańcze;

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie96,

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

«Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmię cię, czegoś godzien»;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina97.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy98.

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet99 przyniesiono;

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

«Coć sie zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

Zdrajca mój, synowski grobie!»

Porwie sie mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama sie w jaskółkę wdała100,

Oknem, łając101, poleciała.

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto sie kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy102

Zjawiły sie takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli103;

A by dziś nie ludziom k woli,

Co śpiewam, płakać bych miała104,

Acz me pieśni płacz bez mała.