V. Miłosna otrzymuje samorząd

Dzika grusza na górce, jak wiadomo, jest okrętem, nazywa się „Burza”, nieco na prawo od „Burzy” mamy statek Ligaszewskiego: „Błyskawicę”. Sama górka liczy już około pięćdziesięciu mieszkańców. Zarząd nad ludną osadą coraz jest trudniejszy. Wiemy już, jakie błędy popełniała władza centralna, wydając na przykład łopatę Kopce, a nie dając jej Jelińskiemu; toż samo dziać się mogło z warcabami, książkami, młynkami. Władza centralna, dając samorząd Morzu Pompowemu, pozbyła się kłopotu z kieratem; postanowiono teraz i osadzie dać zupełny samorząd. Szczęśliwa to była myśl.

Od tej chwili zaczął się wiarygodny, historyczny okres życia osady, która otrzymała stałą już nazwę: „Miłosna”, gdy do tej pory zwała się to „Górką”, to „Braterstwem”, to „Burzową Górą”, od imienia okrętu.

— Proszę pana, chłopcy się biją o łopatę.

— Gdzie?

— Na górce.

— Na jakiej górce?

Teraz mówi się: w Miłośnie — i już wszystko wiadomo. Teraz już nikt się bić nie ośmieli, bo na miejscu stale jest burmistrz.

1. Burmistrz oznacza miejsce pod budowę nowych szałasów, baczy, aby korzeni nie podkopywano i aby nowe szałasy nie zagradzały wejścia do już istniejących.

2. Burmistrz pilnuje, aby nie używano do budowy świeżych gałęzi, które drogą kontrabandy przedostać się mogą do osady.

3. Burmistrz przestrzega, aby po trąbce cała osada natychmiast się wyludniała.

4. Burmistrz codziennie zdaje sprawę władzy z życia osady.

5. Burmistrz wszystkie drobne sprawy rozstrzyga własną władzą, dla rozstrzygnięcia ważniejszych zwołuje zebrania gminne, które decydują większością głosów. Prawo skargi na burmistrza przysługuje każdemu z obywateli.

6. Burmistrz otrzymuje łopaty, domina, loteryjki, warcaby, fortece i młynki dla całej osady i ma pieczę nad powierzonym mu inwentarzem.

Piękna była uroczystość wyborów. Jednogłośnie wybrano Chabińskiego, bo ma już lat dwanaście, jest spokojny, ale rozumny, stanowczy i sprawiedliwy.

Wybrany drżącym głosem odczytał następującą rotę przysięgi:

„Dziękuję za zaufanie, postaram się być godnym jego. Daję wam słowo honoru, że łopaty i gry wydawać będę sprawiedliwie, nie powodując się ani przyjaźnią, ani nieprzyjaźnią, zarówno131 wszystkie sprawy decydować będę zgodnie z poczuciem sumienia. Proszę i żądam zarazem, abyście stali się godni nadanego nam samorządu: nie wolno bić się, kłócić, gubić gałek od warcab, fortec i loteryjek”.

Zapewne kiedyś w obszernej pracy historycznej ukażą się wszystkie sprawozdania burmistrza, tu jednak dla braku132 miejsca poprzestać muszę na jednym tylko.

„Wczoraj wziąłem do pomocy Iwanickiego, żeby po trąbce odbierać łopaty. Lokajski jest pisarzem, zapisuje, komu wydaje się gry, żeby nie pogubili. Potrzebne nam: sześć łopat, dwa domina, cztery warcaby133 i dwie fortece. W młynek chłopcy nie chcą bardzo grać. Szałas numer dziewiąty134 zawalił się w nocy, bo piasek pod nim jest suchy. Dziś zaczniemy kopać plac pod zebrania gminne i całą osadę chcemy otoczyć wałem. Młodszemu Bednarskiemu wyznaczyłem plac pod budowę. Marszałkowski skończył już swój szałas.

Skazaliśmy na banicję małego Frankowskiego i Zabuckiego, a Moskwikowi daliśmy ostrzeżenie. Szałas Bartyzka na Łysej Górze ma chorągiewkę, więc ja proszę także o chorągiewkę, gminiacy się na to zgadzają”.

Tu dodać muszę, że równocześnie z Miłosną otrzymała samorząd i druga osada Łysa Góra, gdzie na burmistrza wybrano Prażmowskiego.

VI. Szpital w szałasie nr 4

Szałas nr 5 był bardzo ludny, ale spokojny, nie wadził nikomu. Spotykamy tam Kowalskiego i Tokarskiego, cichego Dobilisa, leniwego, ale również spokojnego Kuczyńskiego, Silczyńskiego, Świderskiego i najmłodszego z obywateli Miłosny, bo liczącego ośm lat niespełna, czarnego Michnowskiego.

Michnowski jest tak szczupły i drobny, że na ośm lat nawet nie wygląda, najwyżej na sześć albo siedem. A przy tym za uchem ma wysypkę, która nie chce się goić i pewnie jeszcze długo będzie trwała.

Dobrze się działo w szałasie nr 5, dopóki nie przyjęto za lokatora Moskwika. Od chwili przyjęcia Moskwika posypały się skargi na szałas, cieszący się do tej pory jak najlepszą opinią. To łopaty nie chcą oddać, to wał sąsiadowi uszkodzili, to po trąbce nie chcą opuścić Miłosny; a potem burmistrz będzie odpowiadał przed władzą.

Wzywa burmistrz gospodarza szałasu nr 5.

— Co u was się dzieje?

— Ano Moskwik...

Wezwano Moskwika, a ten powiada, że wszystkiemu winien mały Michnowski, bo jest parszywy, ma za uchem zaraźliwą wysypkę i Moskwik nie może z nim mieszkać w jednym szałasie.

Jawna niedorzeczność: Moskwik nie chce oddać po trąbce łopaty i sypie piasek w oczy, bo mały Michnowski ma wysypkę za uchem. Gdzież tu sens jaki135?

— Łopata łopatą, a piasek sypie, bo robi dezynfekcję, bo piasek to tak samo jak karbol136.

Ponieważ Moskwikowi, jak wiemy ze sprawozdania burmistrza, już dano raz ostrzeżenie, więc wydalono go teraz raz na zawsze z Miłosny; ale mały Michnowski rozpłakał się i nie chciał już wrócić do szałasu. Boć137 każdy ma swoją ambicję.

Był akurat plac wolny po zburzonym szałasie nr 4 — zebrali się więc gminiacy co bogatsi, każdy dał po parę zbywających gałęzi, a burmistrz, który zawsze starał się służyć wszystkim przykładem, sam zbudował mały szałasik dla najmłodszego obywatela Miłosny. A nie chcąc urazić ambitnego młodzieńca, że niby to z łaski dali mu przytułek, nazwano szałas nr 4 szpitalem. Bo szpital to instytucja społeczna, a nie dobroczynna, gałęzie dane na szpital to podatek, a nie ofiara.

Nadmienię dla ścisłości, że — prócz Michnowskiego — tu znalazł opiekę Fredek Waligóra, gdy najadłszy się surowych grzybów, zaniemógł i dostał łyżkę rycyny.