SCENA DZIESIĄTA

PUŁKOWNIK

Nie ma redaktora, a tu tak wszystko łapu-capu. — Kto stanie na warcie?

ROBOTNIK

Ja.

PUŁKOWNIK

Potem ja.

ŻUBR

I ja mogę.

STENOGRAF

Ciekawy świat. Ale pan Profesor to zna. Z nudów prowadzę protokoły posiedzeń, a co ciekawsze, notuję. Osobno prowadzę zeszyt wniosków-projektów. — O, ten w sukni zaproponował, żeby założyć bank erotyczny. Od chwili urodzenia dziecka rodzice wpłacają pewną kwotę; a gdy dorośnie i zakocha się, bank wypłaca sumę potrzebną na założenie domu, rodziny.

PROFESOR

Już są podobne asekuracje163.

STENOGRAF

Nie, sąd erotyczny ma orzec, czy jest miłość prawdziwa.

PROFESOR

Pan tu dawno?

STENOGRAF

Od czterech miesięcy. Doktór164 mówi, że na próbę może mnie wypisać, ale nie ufam sobie. Posady nie mam, a jak znów pić zacznę? Nasz doktór stara się dla mnie o posadę. — A z bankiem nie jest tak, jak pan sądzi. Gdybym był w swoim czasie taką sumę otrzymał, nie byłbym tu. — Ich myśli są „gzygzakowate”, ale właśnie dlatego ciekawe, że niezależne.

PROFESOR

A co będzie z senatem, jak pan się wypisze?

STENOGRAF

Będę tu przyjeżdżał; umówiłem się już ze Stolarzem. Widział go pan Profesor w warsztacie. Wiele mu zawdzięczam. — Jesteśmy kolegami. Obaj utraciliśmy drogie nam istoty. — Nie uważam czasu, który tu spędziłem, za stracony — dużo czytałem i myślałem. Życie w wypukłym zwierciadle, myślenie pod ciśnieniem. — Nie razi mnie ani ten globus, ani zegar. — I tyle słusznych zdań. — O, Pułkownik powiada, że zbyt wiele mamy pomników. Nie nieśmiertelność więc, a dobra pamięć na pięćdziesiąt lat. — Walić i nowe wznosić. — Ten w czerwonym płaszczu: chce zbudować miasto dla wybranych — grodzisko arystokracji ducha. Tam zwozić z honorami ludzi bogobojnych do kościoła, kochających muzykę na jeden tylko koncert. — Te otwarte dla wszystkich biblioteki, galerie, muzea — nie podnoszą ludzi duchowo, a rozzuchwalają. Wiele mi dyktował — i przekonał.

PROFESOR

A kto będzie stanowił — z kogo składać się będzie areopag165 sędziów? Nie projekt, panie Stenografie, a technika wykonania.

ROBOTNIK

Czyby pan Profesor? — Nowość — wynalazek — tanio ustąpię.

Profesor

Co takiego?

ROBOTNIK

Trumna marmurowa z centralnym ogrzewaniem. Podoba się panu?

PROFESOR

Można sprobować166. — I cóż, motor pan także wstawi?

ROBOTNIK

Motor nie. Muszą ludziom odrosnąć ogony. Pies sobie fajta ogonem, energię wytwarza i odpędza muchy. A my co? Zbierają się w głowie sadze, od myślenia dymi, a nie ma komina. Prawda, panie Kupiec? Elektryczny wentylator pędzony siłą ogona.

KUPIEC

Bądź pan spokojny. Już ja jej zbuduję pałac z pereł i brylantów; tysiąc pałaców ze złota, pereł i brylantów.