SCENA DZIEWIĄTA
Uczestnicy obrad senatu powracają z obiadu. Przyozdabiają mogiłę kwiatami. Posługacz pomaga.
RESTAURATOR
Panie Profesorze, czyby pan nie był tak dobry obejrzeć mi zęby?
PROFESOR
Bardzo chętnie. Czy bolą?
RESTAURATOR
Sam pan zobaczy.
PROFESOR
Owszem, starannie utrzymane, plombowane.
RESTAURATOR
Cóż z tego, kiedy mam w zębach szpiegów. W każdym korzeniu jeden. Pan rozumie, jakie to dokuczliwe.
PROFESOR
A cóż doktór161 na to?
RESTAURATOR
Nie zna się — nie jego specjalność. Nie wiem nawet, do kogo należy. — Doktór posłał mnie do dentysty. Ogląda lusterkiem, dłubie; a oni się wtedy głębiej chowają. I zupełnie zrozumiałe. — Każdy kęs chleba, każdy wyraz — wszystko pod kontrolą tej czeredy. Stosunek doktora do tej sprawy bardzo mnie boli. Uczepił się jak pijany płotu, że ja sam w to nie wierzę. — Żona moja miała solitera, dał doktór lekarstwo i wypędził. Nie mówiłem jej, że udaje, że od niej zależy, żeby była zdrowa.
HOMOEROTYK
Papierosika, doktorze. Albo dziesięć złotych. Pożyczka, Profesorze. Słowo honoru daję, że nie zwrócę.
RESTAURATOR
Odejdź, pieczeniarzu162. — Każe mi doktór brać arszenik. Przepraszam: ja nie chcę ich truć. Taki sam urzędnik państwowy jak każdy inny. — Mówi doktór: fosfor. Tego jeszcze brakowało, żeby mi się szpieg w gębie świecił. — W każdym zębie szpieg.
JANEK
Tatusiu, on mówi, że ma w zębach szpiegów.
STOLARZ
A ty się nie śmiej i nie wtrącaj. To nie twoja rzecz. Chodź.
RESTAURATOR
Taka mitręga. Żeby inny sklep, a czy z restauracją może sobie kobieta poradzić? Chciałem studnię artezyjską wywiercić, żeby nie być zależnym od wodociągów. Wydatek duży, ale inwestycja jednorazowa. — W piwnicy. Firmie dałem pięćset złotych i pięćset pośrednikowi. Już mieli zacząć kopać w piwnicy — no i masz tysiąc złotych.