SCENA ÓSMA
PROFESOR
Spóźniliśmy się?
LEKARZ
Obiad jedzą. Właśnie dziś otrzymują po kieliszku wódki. Wydatek drobny, a urozmaicenie w bezbarwnym, koszarowym życiu.
PROFESOR
Wszyscy piją?
LEKARZ
Niektórzy nie chcą — mają prawo zrzec się na korzyść innych. To też reguluje senat. Drobne zdarzenia urastają tu do wysokości zagadnień.
POSŁUGACZ DRUGI
Tam pana doktora proszą do kancelarii. Przyszła ta Barbara Szulc, do której nasz redaktor strzelał.
LEKARZ
Czego chce?
POSŁUGACZ DRUGI
Nie wiem.
PROFESOR
Idźcie, kolego, ja zaczekam.
Stolarz i Janek niosą płytę.
POSŁUGACZ
Dawaj, to dla ciebie za ciężkie.
STOLARZ
Nic mu nie będzie. Niech wie, że życie twarde. — Jak chcą, niech mają (do Profesora). — Ja to znam. — Siedziałem tu z nimi, jak mi żona nieboszczka umarła w połogu. Taki na mnie tuman naszedł, że grzech chciałem popełnić. — Żeby nie doktór159, byliby nie upilnowali.
PROFESOR
A teraz dobrze?
STOLARZ
Dobrze zupełnie nie jest, ale jakoś sobie radzimy. Prawda, Janek? W niedzielę gorzej, więc tu przyjeżdżamy.
PROFESOR
No, a chłopiec?
STOLARZ
Jego to bawi. Chce. Prawda, Janek? — A wieczorem idziemy do kina. — Jutro on znów do szkoły, a ja do warsztatu. Pić nie piję, palić nie palę. — Doktór160 nie pozwolił; nie zabronił, ale nie radził. — Godny człowiek.