SCENA II
Łechcińska p. c. Kotwicz.
ŁECHCIŃSKA
sama
Hrabia! ah, jakażem ciekawa.. może się jeszcze wszystko naprawi, bo to przecie sensu nie ma, jak matkę kocham... żeby też mieć tak mało oleju w głowie i samochcąc zniechęcać takiego miljonera, to nie do uwierzenia! Staremu to już klepki w głowie się porujnowały, słowo daję... czego to dąć, kiedy nie ma w co.. nie wiem gdzie znajdą lepszą partję... do Kotwicza, który wchodzi No? no? no?
KOTWICZ
Co? co? co?... no, nic... przyjechałem.
ŁECHCIŃSKA
Od Strasza? z Zagrajewic?
KOTWICZ
Nie, z księżyca.
ŁECHCIŃSKA
No i cóż? będzie z tego co?
KOTWICZ
E!
ŁECHCIŃSKA
No?
KOTWICZ
Pojedynek!
ŁECHCIŃSKA
Jezus!
KOTWICZ
Dwa pojedynki.
ŁECHCIŃSKA
Rany boskie!
KOTWICZ
Czy tu jest Maurycy?
ŁECHCIŃSKA
Zkądże? wszak został w Warszawie z Dzieńdzierzyńskiemi.
KOTWICZ
Przecie wiem o tem... ale spodziewałem się, że już tu jest.
ŁECHCIŃSKA
Czy to on ma się strzelać?
KOTWICZ
A Władysława tu nie było?
ŁECHCIŃSKA
I on?
KOTWICZ
Obadwaj, a ja jestem sekundantem ze strony Strasza.
ŁECHCIŃSKA
Jakże to było? bójcie się Boga!
KOTWICZ
Jak? głupio, bez sensu, i trzeba było mu się dać wyspać... kwita..
ŁECHCIŃSKA
Ja też to zaraz powiedziałam.
KOTWICZ
siada na kanapie. Łechcińska przy nim poufale, on się zrywa
Wystaw pani sobie, jak mu stary zrobił tę scenę, chłopcu naturalnie było przykro.
ŁECHCIŃSKA
Co mu się dziwić.
KOTWICZ
I powiedział tam coś... jak to w żalu.
ŁECHCIŃSKA
Komu?
KOTWICZ
Swoim... no!... jużci trochę zanadto, że go łapali, to owo, że sobie z nich nic nie robi, że tej łaski dostanie wszędzie za swoje pieniądze... etcetera... dosyć że się to rozeszło.
ŁECHCIŃSKA
Aha!
KOTWICZ
Maurycy jak to posłyszał, posłał mu zaraz sekundanta.
ŁECHCIŃSKA
z wybuchem
Warjat!
KOTWICZ
Przepraszam, to znowu co innego... przyznaję, że nie trzeba było doprowadzać do tej ostateczności, ale jak się już stało, Maurycy nie mógł postąpić inaczej.
ŁECHCIŃSKA
Więc cóż będzie?
KOTWICZ
Ano pukanina, i to niemała, bo i Władysław ze swojej strony, tak, że jeden o drugim nie wiedział, podobnież go wyzwał.
ŁECHCIŃSKA
oburzona
A ten znowu czego się wtrąca?... no, patrzcież państwo, to już teraz z tem wszystkiem kaput! a stara tak jest pewną, że się to jeszcze da naprawić... Jezus! co się to z niemi teraz zrobi... ja już tego wszystkiego mam póty! dosyć się nawysługiwałam i głodu namarłam... trzeba o sobie pomyśleć!... Ale że to hrabia się w to wplątał... sekundować! w imię ojca i syna...
KOTWICZ
Widzi pani Łechcińska to była dyplomacja, umyślnie to zrobiłem... byłem pewny że zdołam doprowadzić do porozumienia.. tymczasem nadspodziewanie napotkałem u Strasza taki upor barani, tyle determinacji, że wszystkie moje projekta w łeb wzięły.
ŁECHCIŃSKA
To tak, rozdrażniać kogo... Niewiadomo jaki djabeł w kim siedzi.
KOTWICZ
Przynajmniej tyle zrobiłem, że pojedynek ma się odbyć tu w pobliżu, w lesie, na granicy Zagrajewic.
ŁECHCIŃSKA
I cóż z tego?
KOTWICZ
Możnaby spróbować jeszcze jednego środka... Gdyby pani Łechcińska szepnęła o tem tak coś od siebie kobietom.. wy czasem miewacie pomysły... możeby się dało urządzić jakąś dywersję, sprowadzić scenę rozczulającą, któraby naprawiła dobre stosunki.
ŁECHCIŃSKA
Jak matkę kocham, dobry koncept... a hrabia sam nie pójdzie do pani?
KOTWICZ
Nie wypada mi.
ŁECHCIŃSKA
I kiedyż się to ma odbyć?
KOTWICZ
Zaraz... patrząc na zegarek za godzinkę.
ŁECHCIŃSKA
Jezus! i nie było to wcześniej powiedzieć.
KOTWICZ
Niedawnośmy przyjechali, ledwo się mogłem wymknąć cichaczem... znowu patrzy na zegarek muszę jeszcze wrócić po niego... umyślnie będę zwlekał.
ŁECHCIŃSKA
Lecę, biegnę... oglądając zegarek Ale do jakiego hrabia zegarka przyszedł, fiu, fiu!
KOTWICZ
Spieszże się pani.
ŁECHCIŃSKA
Ktoś zajechał idzie do okna A! to Dzieńdzierzyński z córką... także już wrócili z Warszawy... to dobrze, będzie sukurs... Jezus! jak się panna Paulina dowie!
Wychodzi na lewo.