SCENA III

Poprzedzający, Szambelanic wchodzi głębią.

SZAMBELANIC

Nie macie tam co drobnych dla dorożkarza?

ŁECHCIŃSKA

n. s.

Oho!

SZAMBELANIC

Łechcińska z wyciągniętą ręką chociaż z rubla, będzie miał dosyć.

ŁECHCIŃSKA

I grosza pan przy mnie nie znajdzie... n. s. Byłoby na wieczne nie oddanie.

Wychodzi na lewo z Zuzią, zabierając suknię.

SZAMBELANIC

do Kotwicza

A ty nie masz?

KOTWICZ

A ja zkąd!

SZAMBELANIC

Robiłeś jakieś zakupy.

KOTWICZ

Jako znawca i biegły, ale nie płatnik.

SZAMBELANIC

do Michałka

To idźże mu powiedz, niech czeka, biorę go na cały dzień. Michałek wychodzi No, nie śmieszna to rzecz, żebym ja, przyjechawszy do Warszawy na ślub córki, którą notabene wydaję za miljonera, nie miał rubla w kieszeni.

KOTWICZ

A gdzież to, co dał Goldfisz?

SZAMBELANIC

No, nie ma, poszło!... mówisz jak dziecko... Głupie kilka set rubli... rzecz niesłychana jak w tej Warszawie lecą pieniądze... nie mieć czem zapłacić dryndy.

KOTWICZ

Wszakże jest przez cały dzień kareta.

SZAMBELANIC

Dla kobiet, które jej nie odstąpią na pół godziny... musiałbym chyba jeździć z niemi jak patrjarcha i asystować po sklepach... ja potrzebuję oddzielnie. Zawsze co parwenjusz to parwenjusz, trzebaby mu łopatą kłaść w głowę, że człowiek szanujący się powinien wszystko robić wedle wymagań sfery, do której ma pretensję należeć... Kareta! bardzo ładnie... ale jeżeli się zdobył na tyle galanterji dla narzeczonej, to mógł był też i ojcu się przysłużyć chociaż porządną dorożką... To tak jak z teatrem... kupi lożę i każe nam się wszystkim mieścić jak w arce Noego, bo to jest... nie cierpię loży, chyba gdy w niej jestem sam, albo we dwoje... Nie, nie, nie ma tego, co to w nas jest już wrodzonem.. uczyć mu się dopiero. po chwili A z tym drugim żydem widziałeś się?...

KOTWICZ

Widziałem. Da, ale chce żeby Strasz poręczył.

SZAMBELANIC

No to niech ręczy, to teraz wspólny interes.

KOTWICZ

Trzeba go poprosić.

SZAMBELANIC

Co? ja go mam prosić! nie bredź też, mój hrabio... to jego obowiązek. Ale i żyd szelma, żeby stawiać takie żądanie. Czy myśli, że ja teraz jestem pod kuratelą, czy co? mogłeś go był zbesztać.

KOTWICZ

Zrobiłem coś nakształt tego... dla zwyczaju.

SZAMBELANIC

Ale bo głupi z swoją obawą. On chyba nie wie, co to jest Czarnoskała.

KOTWICZ

Zna ją jak własną kieszeń.. oglądał hypotekę.

SZAMBELANIC

Długów już tak jakby nie było.

KOTWICZ

Bo wszystkie Strasz ponabywał.

SZAMBELANIC

Więc powykreślane...

KOTWICZ

Gdzie tam! wszystko jak było tak jest, tylko na jego imię.

SZAMBELANIC

nieco zmięszany

Nie może być! p. c. przecież tego nie zrobił w celu ograniczenia mi kredytu, nie przypuszczam nawet nic podobnego.. To tylko jakieś zapomnienie, nieuwaga... p. c. W każdym razie, trzeba się z nim rozmówić; mnie samemu nie wypada, ale rachuję na ciebie..

KOTWICZ

Że.

SZAMBELANIC

Że otworzysz mu oczy... bo to tylko jest nieświadomość sytuacji. chodzi; p. c. Jeżeli wydając za niego córkę, robię pewne ustępstwo z zasad, mogę się tłómaczyć że poszedłem za prądem czasu, bo dziś panuje wiatr demokratyczny... mamy już liczne tego przykłady w naszym obozie... jest to konieczność dziejowa. Potrzeba nam odświeżyć krew, a co ważniejsza odzyskać środki materjalne, których nas okoliczności pozbawiły. Plutokracja powinna w nas wsiąknąć.

KOTWICZ

Jakiż cel mówić mu o tem? on nawet tego nie zrozumie.

SZAMBELANIC

To też naszym obowiązkiem jest oświecić go. Ludzie nowi nie mają pojęcia o doniosłości ofiary jaką się robi przypuszczając ich do prerogatyw zdobytych wiekowemi zasługami rodu. Taki Strasz może być nie zły człowiek, ale pod tym względem z pewnością hebes... trzeba mu dać o tem jakieś wyobrażenie.

KOTWICZ

Dobrze, ale..

SZAMBELANIC

Wiem, że to zrobisz, bo mnie pojmujesz... biorąc jego rękę Spuszczam się zupełnie na ciebie. Jesteś kawał lamparta, to prawda...

KOTWICZ

Ja!

SZAMBELANIC

No, o tem nie ma gadania... ale w pewnych razach można na ciebie liczyć, bo bądź co bądź, w tobie jest krew.

KOTWICZ

Spodziewam się. Ale właściwie o cóż kuzynowi chodzi? bo teorje...

SZAMBELANIC

O kredyt, no nie rozumiesz? o kredyt bez tych wszystkich szykan, które mi krew psują. Jeszczeż tego nie mam zyskać w zamian za ofiarę którą robię? Ładniebym wyszedł Ja nie mogę być bez pieniędzy! powiedz mu to. Byłem delikatnym, ale wszystko ma swoje granice.

KOTWICZ

Ależ dziś ślub.

SZAMBELANIC

Tem bardziej. Zresztą i od ołtarza się rozchodzą.. to mój warunek, od którego nie odstąpię. Po ślubie, gdy oni sobie pojadą, ja chcę tu zostać, odetchnąć trochę w Warszawie bez tych głupich interesów na głowie... i żona tego potrzebuje.

KOTWICZ

A jeżeli będzie twardy? on ma kuzyna w ręku, ponabywawszy długi.

SZAMBELANIC

Nie wierzę aby chciał z tego korzystać. Opinjaby go ukarała drzwi w głębi otwierają się A! kobiety, pogadamy jeszcze o tem.. pójdziesz do mnie.