SCENA IV

Dzieńdzierzyński, potem Pola.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Jeżeli on ma złe przeczucie, cóż dopiero ja!... co zrobić!... chodzi prędkiemi kroki gdyby moje usposobienie na to pozwalało, sambym tam pojechał i rozbroił tych szaleńców... przymusił, żeby sobie dali pokój.. Nawet gotowem to zrobić... ale nuż nie zechcą mnie słuchać, dostałbym się pomiędzy pistolety, musiałbym być poniewolnym świadkiem spotkania... dziękuję za to. chodzi j. w., po chwili Gdyby tak było bliżej do miasta, poleciałbym do powiatu, i wziął ztamtąd strażnika ziemskiego, na takich półgłówków nie ma innej rady. Ale gdzież! nim tam zajadę, to już będzie po wszystkiem patrzy machinalnie na zegarek: nagle Ale! mam, bon! wszakże tu jest gmina, wójt... lecę do niego o pomoc... niech będzie co chce, powiązać ich jak baranów... szuka kapelusza.

POLA

wchodząc prędko z lewej strony, spłakana

Papko?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Czego chcesz? nie mam czasu... dla czego odchodzisz od szambelanównej?

POLA

z płaczem

On się ma strzelać!

DZIEŃDZIERZYŃSKI

A! wiesz już o tem? nie bój się, właśnie idę po wójta.

POLA

Po wójta? a to po co?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Savez vous quoi, c’est bon! po co? mam pozwolić żeby się działy takie bezprawia? puść mnie, bo będzie za późno, mogę go nie zastać.

POLA

Papka chyba żartuje.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Dajże mi pokój, wiem co robię.

POLA

Ależ to niepodobna! papka się nie zastanowił.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ona chce, żebym ja się teraz zastanawiał! ty wiesz, że ja nie jestem masło maślane, co pomyślę, to robię w powietrzu.. tu tylko energja może wszystko uratować.

POLA

I ja tak samo sądzę, ale niech papka jedzie sam.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Sam? a cóż ja tam sam poradzę?

POLA

Jak papka z energją zaprotestuje przeciwko tak nieludzkiemu załatwieniu zajścia; wszakże pojedynek jest przesądem, pozostałością barbarzyńskich czasów.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Bardzo to pięknie, ale prawdopodobnie nie będą sobie nic robić z mojego gadania. Ludzie stający do pojedynku, to są tygrysy, wściekłe zwierzęta.

POLA

O! papa dobędziesz z zgłębi twojego serca siłę przekonywającą.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Na co się to zda... ja wolę jechać z wójtem.

POLA

Na to nigdy nie pozwolę.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Sam nie pojadę.

POLA

Jeżeli papka nie pojedzie, ja to przechoruję; dostałam takiego bicia serca na tę wiadomość.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

płaczliwie

Polu!

POLA

Ah! niech papka się spieszy! prędzej!... na samą myśl, że tam może on już stoi pod wymierzoną ku sobie lufą pistoletu...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

n. s.

I ja mam na to patrzeć! głośno Ale nie imaginuj sobie...

POLA

Jakże nie imaginować, alboż to żarty?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

do siebie, zafrasowany

Co ja pocznę!

POLA

Ja wiem, że papka na to poradzi; nie tłómaczę sobie w tej chwili, jak? ale wierzę, że będzie dobrze... sama ta myśl mnie uspokaja, zdaje mi się, że przy papce nic mu się złego nie stanie.