SCENA IV
Maurycy. Władysław.
MAURYCY
Mój drogi, przestań też raz tej zabawki niegodnej ciebie. Nie rozumiem co za przyjemność brać na fundusz człowieka, który nawet nie potrafi się bronić.
WŁADYSŁAW
śmiejąc się
To tak tylko w kółku familijnem... za to po za oczy zawsze trzymam jego stronę, szanując w nim bądź co bądź zacny charakter.
MAURYCY
Twój humor drażni mnie.
WŁADYSŁAW
Dla czego?
MAURYCY
Dla tego, że ja go mieć nie mogę.
WŁADYSŁAW
A to egoizm.
MAURYCY
Tyś kontent ze wszystkiego począwszy od siebie, gdy ja nieraz miałbym doprawdy ochotę w łeb sobie palnąć.
WŁADYSŁAW
Tak kiedy wolnym czasem, w braku innej rozrywki.
MAURYCY
Zaręczam ci, że nie żartuję, bywają chwile, żeby mnie to nic a nic nie kosztowało. Te kajdany, bez których kroku zrobić nie mogę, za nadto mi już ciężą.
WŁADYSŁAW
Jakie kajdany? chyba ukute w twojej wyobraźni.
MAURYCY
Zazdroszczę ci, żeś się od nich wyzwolił... jedna krew w nas płynie, a jakżeśmy daleko od siebie! te wszystkie względy, które mnie krępują, dla ciebie nie istnieją. Najswobodniejszy w świecie w swoim dworku pod słomianą strzechą, dorabia się, orze, sieje, ujada się z parobkami... i szczęśliwy! ah! gdybym ja tak mógł!
WŁADYSŁAW
Przypominasz mi tego właściciela pensjonatu, który zajadając przy uczniach kapłona, zazdrościł im kaszki na wodzie i kartofli w mundurach, mówiąc: ah! jakbym ja to jadł! To tylko obłuda mój bracie, bo gdybyś chciał, tobyś i mógł.
MAURYCY
ironicznie
Za twoim przykładem zakasawszy rękawy chwycić za pług, nie prawdaż?
WŁADYSŁAW
Czyżbyś nie miał do tego siły?
MAURYCY
Miałbym, gdybym był sam jeden jak ty... zapominasz, że mam rodziców.
WŁADYSŁAW
Tem silniejsza pobudka.
MAURYCY
Zatem podług ciebie, mam ich skłonić, aby sprzedali majątek, pospłacali długi i za te resztki któreby nam pozostały, kupili parę włók gruntu z chałupką pod lasem, w romantycznem położeniu, w którejbyśmy osiedli wszyscy razem i rozpoczęli sielankowy żywot dorabiając się na nowo?... ha, ha, ha, czyżby oni w tych warunkach wyżyli?
WŁADYSŁAW
A! mój drogi, już na to nie mam co powiedzieć.
MAURYCY
Dla nich całą nadzieją jestem ja! wychowali mnie na filar upadającego domu
WŁADYSŁAW
n. s.
Piękny filar.
MAURYCY
Przejęci wiarą, że świetna przyszłość należy nam się z prawa urodzenia, wpajali ją we mnie, kołysali bajeczką o księżniczce z djamentami, która spłynie z obłoków i odda mi swoją rękę...
WŁADYSŁAW
ironicznie
Aha! tymczasem zamiast księżniczki...
MAURYCY
To mnie dobija!
WŁADYSŁAW
Więc kupcówna ci nie wsmak?
MAURYCY
unosząc się
Że też ty z najświętszych rzeczy musisz drwić!
WŁADYSŁAW
Nie wiedziałem, że przesądy kastowe są taką świętością... biję się w piersi.
MAURYCY
j. w.
Człowieku! czy ty nie widzisz co mnie nęka?... oto rola moja upokarzająca w tym całym stosunku. Wstydzę się jej, a nie mam na to rady. Jeżeli mi odda rękę, to w brew swojej woli, bo wpływają na nią... już nie mówię kto inny, ale własny ojciec zachwycony widokiem koligacji z nami.
WŁADYSŁAW
A ty?
MAURYCY
po chwili
Czyż tu o mnie chodzi?
WŁADYSŁAW
Ale powiedz że mi tak otwarcie... jesteś gotów do tej ofiary?
MAURYCY
Ofiary! wiem, że nie jeden tak to nazwie.
WŁADYSŁAW
Więc tak nie jest? Maurycy milczy masz dobrą i nieprzymuszoną wolę? nie zrażają cię te malutkie względy i względziki, na które nasz światek tak lubi kręcić nosem?
MAURYCY
z zapałem
To jest anioł!
WŁADYSŁAW
zdziwiony
Ba! także mi gadaj!.. po chwili Jak się to można omylić! ja byłem pewny, że ty się przymuszasz dogadzając woli rodziców... co większa ciszej byłbym przysiągł, że ta mała Zuzia na prawdę cię przywiązała do siebie.
MAURYCY
rozdrażniony
Czy i ty zaczynasz się już bawić w babskie plotki?
WŁADYSŁAW
Jeżeli doszło coś do mnie, ręczę ci że mimo chęci.
MAURYCY
gwałtownie
I wierzyłeś temu? śmiejąc się z przymusem dziewczyna prosta, ograniczona... co za myśl, żeby zabawkę bez konsekwencji.
WŁADYSŁAW
Jakto bez konsekwencji? pozwól że to już wyrafinowany egoizm.
MAURYCY
niecierpliwie
Ale niemasz najmniejszej racji do moralizowania, bo to wszystko co możesz powiedzieć, ja sobie już dawno powiedziałem! Jeżeli kiedyś były z mojej strony jakie zamiary niekoniecznie godziwe, to ich żałuję.
WŁADYSŁAW
Ba!
MAURYCY
Nieposunąłem się tak daleko, żeby mi nie wolno było się cofnąć.
WŁADYSŁAW
No, chyba...
MAURYCY
I daję ci słowo, że dziś już z tego wszystkiego niema nic.
WŁADYSŁAW
Słowo honoru?
MAURYCY
Słowo honoru... nic a nic. Czyż możesz przypuszczać, żebym ja teraz jeszcze dawał powody do plotek?
WŁADYSŁAW
po chwili
Skoro tak, gdy kochasz Polę, więc o cóż ci chodzi?
MAURYCY
z ogniem
O nią! o nią!.. o jej wzajemność, szacunek, o pewność, że mną nie pogardza.
WŁADYSŁAW
Pierwsze jest wszystkiem. Największą pewność będziesz miał, gdy ją rozkochasz.
MAURYCY
Z tobą nie można mówić poważnie.
WŁADYSŁAW
To jedyny środek... Zresztą, czyż to tak trudno? mój drogi, żeby cię przekonać, gotów jestem zrobić ci wyznanie... o którem dawno już myślałem, ale... jakoś... nie przyszło do tego. Cóż powiesz na to, że ja którego zasady znasz, nie wiedząc jak i kiedy, doprowadzony zostałem do tej ostateczności, że się zakochałem po uszy, i robię krok, który zimny rozum może potępić.
MAURYCY
Ej!
WŁADYSŁAW
Nie wierzysz? więc posłuchaj. Postanowiłem sobie był za prawidło ignorować kobietę o ile nie przedstawiała widoków odpowiednich moim celom. I udawało mi się to przez czas jakiś. Najokrzyczańsza piękność, skoro nie znajdowała się w warunkach dostępnych, robiła na mnie wrażenie tylko pięknego posągu. Ta uwaga, że ona nie dla mnie, była okładem z lodu, który mnie zabezpieczał najdoskonalej. Tymczasem znalazła się osoba, i notabene osoba znająca mój sposób myślenia, która uwzięła się zburzyć cały ten gmach mądrych postanowień z taką troskliwością wzniesiony... i dokazała swego. Ale ty mnie nie słuchasz i nie ciekawyś nawet dowiedzieć się, kto jest ta czarodziejka? Otóż odkryję ci tajemnicę, bo i tak w krótce dowiedziałbyś się... Jestto... twoja siostra!
MAURYCY
bardzo zdziwiony
Gabrjela!
WŁADYSŁAW
Wszak niespodzianka? chowaliśmy się niemal razem od dzieciństwa, przez tyle lat patrzałem na nią jak na prześliczną kuzyneczkę, z której wdzięków byłem dumnym, ale pomyśleć oczem więcej ani mi w głowie nie powstało, bo to byłbym nazwał po prostu zawiązaniem losu nam obojgu. Wszystko to trwało dopóty, dopókim się nie przekonał, że opierać się dłużej magnetycznej sile jaką posiada spojrzenie kobiety, nie sposób; pod jej wpływem moje serce zamieniło się w wulkan.
MAURYCY
Ty, wulkan!
WŁADYSŁAW
Jak cię kocham, przeobraziła się cała moja natura. Więc widzisz! dla czegożbyś ty nie dał sobie rady z Polą, która z pewnością jest pełną najlepszych chęci, i niczego więcej nie pragnie, jak kochać. Tylko, uważasz co do nas, nie mieszajże ty się do niczego, zostaw to nam samym. Kochamy się, jak para turkawek i Gabrjeli jestem pewny, ale przewiduję trudności ze strony stryjowstwa... Ojciec jak ojciec, ale z matką najgorzej... Robiąc ci zwierzenie zapędziłem się może za daleko, stało się to pod wpływem naszej rozmowy... więc proszę cię o tajemnicę do czasu... mógłbyś wszystko zepsuć wyrywając się zbyt pospiesznie.
MAURYCY
Mój Władku, życzę wam obojgu jak najlepiej, ale...
WŁADYSŁAW
ściskając go
Tylko zlituj się, żadnych uwag.
MAURYCY
Ale bo, czy ty się nie łudzisz?
WŁADYSŁAW
Gdyby tak było, to proszę cię, nie otwieraj mi oczu. Całą nadzieję złożyłem w tem złudzeniu... niech więc przynajmniej trwa jak najdłużej.