SCENA V
Poprzedzający, Zuzia, Kotwicz, Strasz.
ZUZIA
w kulisie, tonem pewnej zalotności, chcąc odebrać koszyk Straszowi, który go przytrzymuje wraz z jej ręką
Oj, oj, bo to boli!... po co pan tak ściska, cóż to znowu... niech mi pan odda koszyk.
STRASZ
Powiedziałem że ci oddam, jeżeli mi dasz całusa.
ZUZIA
j. w.
To, to, to... nie mam takich rzeczy na rozdawki.
STRASZ
Jakto! taka śliczna dziewczyna, i tak nieprzystępna? to grzech!
ZUZIA
Tak mnie uczyli.
KOTWICZ
dopomagając Straszowi
Ale fe! i któż taki? jeżeli pan Maurycy, to właśnie powinnaś być z tem otrzaskaną.
ZUZIA
hardo do Kotwicza
A pan co sobie myśli o mnie?
KOTWICZ
Że mogłabyś nie robić ceremonji.
przytrzymuje ją, a Strasz całuje
ZUZIA
krzyknąwszy
Ah!... p. c. do Kotwicza z dąsem Stary!... w tej chwili spostrzegłszy Maurycego, biegnie do niego zostawiając koszyk w ręku Strasza; pomieszana, tonem jakby szukała opieki Proszę pana!
KOTWICZ
n. s.
Sytuacja naprężona.
STRASZ
zbliżając się z koszykiem, który Zuzia odbiera
Fant wykupiony, oddaję ci... a za przestrach..
sięga do portmonetki
ZUZIA
z pewną afektacją, przysuwając się do Maurycego
Niech mnie pan broni.
MAURYCY
zimno, usuwając się
Nie udawaj, moja kochana, bo nie zdaje mi się, żeby ci ta napaść robiła tak wielką przykrość.
WŁADYSŁAW
n. s.
Zawsze go to jednak dotknęło.
MAURYCY
A jeżeli naprawdę tak się boisz, to siedź w domu i nie biegaj po lesie kiedy wiesz, że możesz kogo spotkać.
ZUZIA
zawstydzona
Czyż ja wiedziałam? p. c. To tak zawsze, jak napastować, to każdy gotów... a do obrony nie ma nikogo.
KOTWICZ
Ale bo panowie zapewne się nie znacie... pan Strasz, nowy dziedzic Zagrajewic... sąsiad.
MAURYCY
z dwuznaczną grzecznością
A!... domyśliłem się tego, ujrzawszy na polowaniu osobę nieznajomą.
KOTWICZ
Panowie Czarnoskalscy.
STRASZ
Bardzo mi przyjemnie.
MAURYCY
do Władysława
Idziemy?
WŁADYSŁAW
Zapewne, nie mamy tu co robić...
ZUZIA
zmuszając się do płaczu
Tylko człowiek się wstydu naje, nie wiedzieć z jakiej racji, i tyle.
STRASZ
wtykając jej pieniądze do ręki
Weźże.
ZUZIA
Niech pan sobie schowa dla innych.
odchodzi do domku
STRASZ
który zrobił kilka kroków za nią; wracając
Wiecie panowie, że to bardzo ładna dziewczyna, daję słowo... podobno córka leśniczego; tatki teraz nie ma, wartoby pójść za nią i utulić ten żal... złóżmy się jej na jakiś podarek... dobrze?
MAURYCY
do Władysława
Chodźmy na stanowiska, może się jeszcze co trafi.
KOTWICZ
Mieliśmy się tu zejść na bigos.
WŁADYSŁAW
przechodząc koło Strasza, jakby do siebie
Mała rzecz, a wstyd.
Maurycy i Władysław wychodzą na prawo.