III

„Gdzieś przez burzany i gdzieś przez mogiły

I gdzieś w półjasne zorza pidu, pane368,

I już nie umrę ani zmartwychwstanę,

Lecz mi krew zmarznie i zastygną żyły,

I różne słońca będą w oczy biły

I różne pieśni w słuchu martwym grały,

I różne węże w koronach śpiewały

I różne koń mój będzie deptał groby,

I różne we mgle spotkają osoby.

„Bo ja nie Kozak — jeno duch piekielny,

Bo ja nie sługa, lecz brat jestem panów,

A sam nie hetman, ale duch hetmanów,

Bo ja nie smertny 369— ale nieśmiertelny.”

„Tak mówi ten dziad, w dumie swej bezczelny,

Gdy wpadnie we sny swoje zwykłe, dziwne,

Co sądom Boskim zdają się przeciwne,

A jednak często, choć się zdają płone370,

Przeczuciem śnione, wypadkiem stwierdzone.

„Otóż król taki był zapowiedziany

Przez tego, co tu w zamku siedział dziada.

Na pogrzeb jego zeszła się gromada

I długi bardzo poczet chorągwiany.

Pogrzeb szedł cicho, smętnie, przez burzany,

Żurawie snuły się po nieba sklepach371,

I różne cerkwie dzwoniły po stepach —

Rozsiane w jarach i po okolicach —

Każda w trzech wieżach, jakby w trzech księżycach.

„Pod wieczór Anioł Pański zaśpiewawszy

Nad starcem owym, a z tęsknotą szczérą,

Zakopaliśmy go do grobu z lirą;

I tę posługę nad grobem oddawszy,

Szliśmy do domu; a miesiąc był krwawszy

I okrąglejszy i większego łona,

I ziemia cała pod zachód czerwona,

W rozpłomienione ubrana obłoki,

Jak w nietoperze ogniste i smoki.

„Oddzieliłem się nieco od gromady,

Wtem drogę Kozak mi zaszedł ogromny,

W słowach nadzwyczaj dziwny, nieprzytomny,

Ubrany dosyć nędznie, bardzo blady;

Ten mnie zapytał: „Skąd wracają dziady?

Gdzie pochowano starego lirnika?”

Potem sam cicho szedł do mogilnika,

Ja za nim, dziwną ciekawością zdjęty,

Strach nawet jakiś czując niepojęty.

„Za płotem skryty i poza różaną

Mogiłą jedną, za kalin bukiety,

Słyszę — on pyta chodząc: „Łyra, hde ty372?”

A ta — pod grobem będąc zakopaną —

Na jakąś dziwną nutę niesłyszaną

Odezwała się... by373 dziecina mała;

I tak śród nocy na cmentarzu grała,

Że płacz mój razem z piosenką wybuchał,

A Kozak siedział na grobie i słuchał...

„Potem wstał i wziął dwa od płota koły

I sam robocie tej grabarskiej sprostał,

I śpiewającej liry z grobu dostał;

A gdy ją w ręce wziął, w oczach wesoły,

Jeszcze brzęczała w rękach na kształt pszczoły,

Brzęczące mając i drzewo i struny,

A ten, co dostał ją z grobu i z truny,

Zaraz pomiędzy ludem stanął — nowy

Pan i ostatni, mówią, król lirowy!

„I wnet rozeszły się po Ukrainie

Wieści, jak ze mgły wstające upiory;

Szeptano cicho imię Wernyhory,

A teraz wszędy już ten starzec słynie —

I kupił sobie gdzieś w ciemnej dolinie

Futor374 z ogromnym sadem, i tam mieszka.

Lecz do Korsunia mu wiadoma ścieżka

I miód mój stary, bursztynowy, gęsty;

Więc mi tu w zamku bywa jak gość częsty.

„I jednej nocy — gdy wiatr kręcił wiry,

A do mnie on miał przyjechać w gościnę,

Słyszałem dziwną głosów mięszaninę;

I przez ściemniałe niebieskie szafiry

Czasem głos leciał piorunu i liry,

Ciągły i coraz niby doskonalszy,

Pieśń coraz bliższa — piorun coraz dalszy,

Jakby toczyły gdzieś na stepach boje...

Nagle — wszedł blady starzec na pokoje.”

— Tu otarł wielkim potem zlane czoło,

I rzekł: „Jeżeli kończyć pozwolicie,

To Wernyhory opowiem przybycie,

Choć powieść nie jest piękną ni wesołą.”

Przy starcu większe zebrało się koło;

Czuć bowiem było, że sam silnie wierzy,

A miał szacunek wielki u rycerzy,

I był staruszek obyczajów świętych,

Lecz szukał skarbów na stepie zaklętych.

A więc słuchaczy otoczony wiankiem,

Rzecz tak prowadził gubernator siwy:

— „Mój starzec czując bliski brak oliwy

I żywot czując gasnącym kagankiem,

Raz mnie zawołać kazał przed porankiem

I na chorobę się już bardzo żalił;

A potem prosił, abym lirę spalił

I do mogiły wsypał mu popioły;

Inaczej — straszne ją wezmą Anioły...

„Mówił o swoim następcy lirniku

I o tajemnym tego króla znaku,

I o zaklętym, o białym rumaku,

Który się zjawił kiedyś w Kahorliku375;

I że po tego króla z mogilniku,

Kiedy już wszyscy wyginą rycerze,

Po króla tutaj przyleci, zabierze,

I gdzieś daleko wzniesie pod księżyce

Na jakieś dziwne duchów wieczornice.

„O znakach tajnych gadać wam nie mogę,

Bo je słyszałem pod straszną przysięgą.

Mówię o koniu z ognistą popręgą,

Bo o tem już wieść chodzi, siejąc trwogę.

Mój druh się często kładzie na podłogę,

A wtenczas widzę, że pobladłszy słucha,

Czy już nie słychać gdzie tętentu ducha;

A czasem krwawą powiada powieką,

Że już go słyszał — tętni, lecz daleko...

„Klnę się na Boga, że on nie dziwaczy,

Ani też kłamie, co ma z Wernyhory;

Myśl jego w dziwne ubrana kolory

Jak kontusz króla, chociaż um376 prostaczy.

Czasem na stepach stanie, myślą znaczy

Mogiły w blaskach wieczora różanych,

I słucha dzikich szmerów żurawianych,

I ręką w stepy pokazując, bladnie,

Mówi, że mu tam gdzieś droga wypadnie...”

..................................................

..................................................

..................................................

IV377

A Suchodolski na to: — „Jasny Panie,

Nie zawsze ten dziad był taki odarty!

Nie zawsze jako zasmolone karty

Wyglądał — ja go widziałem w żupanie

Jasnym, silnego jak dąb, a mospanie,

Kiedy wziął w rękę puhar, to go zginał

Jak ołów; a gdy pieśni rozpoczynał,

Dreszcz szedł — taki miał w sobie głos ogromny...

A teraz blady, często nieprzytomny,

Z duchami gada lub wątpi o sobie.

Trzeba wam wiedzieć o dziwnym sposobie,

W jakim się pierwszy raz.......

..................................................

..................................................

Płaszcz miał podarty, włosy rozczochrane —

W oczach krew — dziwnie jasną, różnotęczną,

Zrennicę wielką, błyszczącą, miesięczną378

Rękami blady oparł się o ścianę

I oczy we mnie topiąc zwierciadlane,

Szepnął mi: „Czarty były Wernyhoru,

Nadybaw mater — hdeś koło futoru,

Taj byw — taj łyru tyskaw w hrud’ kobity —

Taj na smert’ matku byw — ne moh zabyty379!”

I dodał z wielkim strachem: „Piszła380 żywa!”

Nie mogłem pojąć zrazu, o czem gada,

I miodem słodkim upoiłem dziada,

Chcąc w nim strach zabić mocą tego piwa.

Dowiedziałem się potem, że straszliwa

Mara — dziwnego ubioru i ciała

Różnym się we wsi chłopom pokazała.

A jeśli powieść was nieco obeszła,

Powiem... — Chciał mówić: wtem ktoś — mara weszła.

..................................................

..................................................

..................................................

V381

Oj! powiedział ja ci, panie Regimentarz,

Że ty przegrasz walkę na kurhanach.

Oj! prowadził ty szlachtę korsuniecką na cmentarz

I z mieczami i w złotych żupanach!

„Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,

Że ci błysną śmiertelni hułani.

W step poleci, jak burza, twój rumak ukraiński

I na koniu cię strach otumani.

„Oj! powiedział ja tobie, mój synaczku Sawyna382,

Że ty stracisz białego rumaka.

Oj! powiedział ja tobie, że to śmierci dolina

I dolina martwego Kozaka.

Wyszły pany z mgłą białą, jak łabędzie przed ranem

I stanęli na polu przy Rosi.

Między jednym kurhanem, między drugim kurhanem

Szlachta flinty nabite podnosi.

„Oj ! strzelili wy tylko raz tym ogniem czerwonym

I uciekli, Wielmożni Panowie,

I ruszył pan Gruszczyński i biegł na koniu wronym,

Z wielką szablą do cięcia na głowie.

„Oj! hułaniż to byli, co mu drogę zabiegli,

Oj hułaniż to byli boleśni;

Kiedy pana starego na rumaku spostrzegli,

Drogę jemu na polu dwaj hułani zabiegli

Między dwiema mogiłami na cieśni.

„Chorągiewkiż to były u hułanów straszliwe,

Co się w słońca złociły promykach,

Dwie główeczki dzieciątek, dwie główeczki nieżywe

Nieśli oni hułani na pikach.

„Dwie główeczki, główeczki, jak paciorki na prątkach383

Nanizane, nieszczęsne i święte!

I poznał pan Gruszczyński krew swoję na dzieciątkach,

Poznał swoje dzieciątka zarżnięte.

„I usta swe otworzył i w krzyż ręce otworzył

I stał stary ojciec na strzemionach —

Aż go szablą ciął Kozak — i na ziemi położył

I krew jemu ciekła po ramionach.

„I żywcem go chwycili i na step ukraiński

Płaczącego ponieśli na żłobie.

Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,

Lecz wszystkiego nie powiedział ja tobie!”

— Tu zamilkł starzec; a pan Suchodolski

Rymy śpiewane z uwagą spisywał,

Których nie może wcale język polski

Wydać ..................................

..................................................

..................................................

..................................................