III

Dawna ojczyzno moja! o jak trudno

Zakochanemu w twej śmiertelnej twarzy

Zapomnieć wdzięku, co młodość odludną

Wabił na dawnych opłotki30 cmentarzy.

Inni już pieją twoją przyszłość cudną; —

Ja zostawiony gdzieś na mogił straży,

Jak żuraw, abym nie spał śród omamień,

Trzymam... me serce w ręku... serce-kamień —

Biedne uwiędłe serce! — Inni mogą

Płomieniem twojej przyszłości oddychać;

Ja, twoje biedne dziecko, stoję z trwogą,

Bo mi płacz twoich dawnych mogił słychać.

Proszę cię w moją duszę, jak w ubogą

Chatę, co już się zaczęła rozsychać,

Rozpadać, tylą wichry rozerwana,

Biedna... tak dawno stojąca... gliniana.

Dawniej — o! dawniej... mogłem ja cię darzyć,

Różami, listki31 maczanemi w złocie.

Teraz ja muszę chować się i marzyć,

I w coraz większej schroniony prostocie

Podług natury sądnej, szale ważyć

I dbać o ciebie — gdy jesteś w polocie

Ku siedmiu gwiazdom strzałą wyprawiona,

Choć masz na krzyżu ciało i ramiona...

Najbielsza moja! Najsmutniejsza! w tobie

Śpiewają jakieś pieśni — i nad tobą;

Otóż ja złączyć chciałbym pieśni obie

I uczcić grób twój dawny tą ozdobą,

Którą widziałem na rycerzy grobie,

Kamienną, dużą, rycerską osobą,

Dla której kilka lamp grobowych spalisz,

A potem z grobu wstająca — rozwalisz.

I nie pamiętaj o mnie w tej godzinie,

Gdy cię Bóg wielkim darem uweseli...

Lecz póki Ikwa ma rodzinna płynie

Wezbrana łzami po tych, którzy mieli

Serce i ducha, póki w Ukrainie

Dziad chodzi z pieśnią, a z Dniepru topieli

Ciągle niby gwar smętnych duchów mgli się

I Pułaskiego32 spieszny rumak śni się; —

Dopóki ludzie w nowych ducha siłach

Nie znajdą w sobie rycerstwa i śpiewu:

Dopóty ja mam prawo na mogiłach

Stanąć i śpiewać — srogi — lecz bez gniewu.

Bo wiem, jak trudno ruch obudzić w bryłach

I kazać w niebo iść ściętemu drzewu

I z tęczami się połączyć na niebie,

Ja, co nie mogłem wskrzesić — nawet siebie!

Dlatego w dawnych ludziach złotą wiarę

I złote serca miłuję nad własne.

Dalej więc! — mówcie mi znów serca stare, —

Usta umarłe dziś, lecz w oczach krasne!

Odwińcie srebrną trumienną czamarę33,

Pokażcie mi się duchy... żywe — jasne,

Ubrane w tęcze, gwiazdy i miesiące,

Na urok pieśni — z nieba zlatujące!...

Sawa, co w pieśni mej gra Dyjomeda34

Rolę, i może zająć długie księgi,

A który także trochę ma z Tankreda35,

Pół Kozak — a pół szlachcic, ale tęgi —

Krzyczał, jak wariat, że się wiązać nie da,

A już był mocno różnemi popręgi36

Przez swoich własnych ludzi skrępowany

Za to, że nie chciał iść i rzezać pany37.

Długo prosili go lirniki sępy,

Z Żelaźniakiem38 mu obiecując księstwo;

Ale Sawa był słuchem bardzo tępy

I rzucił na te znachory przekleństwo;

Takim sposobem utracił zastępy

I Potockiemu39 wydarte zwycięstwo;

A ten, co króla miał wiązać w Warszawie40,

Sam leżał w lesie — związany — na trawie.

Pachły41 mu wprawdzie gwoździki i smołki42

I miodnik miód przypomniał kapucynów

I wyzierały spod trawy fijołki,

Poziomki także oczkami z rubinów

Patrzały... i brzóz lekkie się wierzchołki

Kłaniały, lejąc nad nim płacz bursztynów;

Ale te jasno lasy malowane

Rzucały nań swój wdzięk, jak groch na ścianę.

Tak noc przeleżał bezsenny — i słyszał,

Jak brzozy o czemś tajemnem szeptały,

Jak się las cały by czarem uciszał

I o księżycu stał spokojny, biały;

Potem znów wiatrem jutrzenki zadyszał

I śpiewem ptasząt rannych zagrał cały,

I na zorzowych każda brzoza łunach

Była — jak harfa o stu złotych strunach.

Ale to wszystko nic... i ranny chłodek

Na próżno rzeźwił twarz; Sawa się wściekał —

Próżno się targał, bo na żaden środek,

(Litewski ten tryb mówienia tu czekał,

Aby się cicho wkradł i na rozpłodek

Został) — choć powróz mu bardzo dopiekał,

Choć szamotaniem się bardzo rozniemógł,

Na żaden środek więzów stargać nie mógł.

Wtenczas na pomoc wezwał — nie wiem kogo —

Lecz wiem, że skoro wezwał... upiór szary

Na białym koniu przeniknął go trwogą;

Bo jeszcze w lesie mrok perłowo-szary

Panował... Upiór twarz miał srogą,

Koń po kolana w piekielne gdzieś żary

Albo w krew wstąpił i tak farbowany

W mgle czerwonemi rzucał się kolany43.

Czemś przestraszony był — może czuł Sawę,

Człowieka, a sam niosący upiora,

Chciał się zawrócić gdzieś w mgły słońcem krwawe;

Czy go brzóz białych przestraszyła kora? —

Cofał się... wspinał... i taką postawę

Miał, jak posążny koń tryumfatora,

Co zda się leci i w lot z oczu ginie,

A nigdy ruin stojących nie minie.

Kto inny, w ludu wierzący podania,

Pewnie by wolał leżeć tak związany,

Niż by mu duchy do więz rozerwania

Pomogły, jasną ręką rwąc kajdany.

Lecz Sawa, który duszę miał do dania

I chętnie by ją dał za kraj kochany,

Nie dbał... (stąd wielka bardzo dramatyczność

Poezji)... wdać się z upiorami w styczność.

Zaczął więc krzyczeć: „Hej — pomoży, Bat’ku44!” —

I wnet ów stary człowiek koniem kinął45,

A Sawa mu więc o swoim przypadku

Powiedział krótko; — a że bardzo słynął,

Tę awanturę czytałem w dodatku

Dumourierowskiej46 depeszy... Czas minął,

Sawy cień już mgły pamięci zasnuły,

A ten kawałek ówczesnej bibuły

Jeszcze dziś gada o złotej młodości

Rycerza. Boże! gdzież proch jego ciała?

Gdzie potrzaskane wprzód kulami kości?

Gdzie jest mogiła? — Oto w pieśni wstała

I nie brak jej gwiazd ani zieloności,

Jak na wesele znowu się ubrała.

I w tęczowych się darń kolorach skąpał,

Bo wie, że po nim duch znów będzie stąpał

Ten sam... ale już o stopień mogiły

Wyższy i mędrszy swą grobową wiedzą.

Tymczasem więzy zerwawszy, nim siły

Odzyskał, usiadł; on i lirnik siedzą,

Gdzie w lesie wzgórek był lekko pochyły,

Z którego źródła swe perełki cedzą;

Między brzozami usiedli i gwarzą

Na złote słońce obróceni twarzą.

O czem? — o Polsce; ona jako zmora

Trzymała wtenczas we śnie wszystkie duchy.

Ten lirnik był to stary Wernyhora47,

Sławny podówczas, tak że i kożuchy

I karmazyny48 przed nim drżały wczora

I step przed jego twarzą stanął głuchy

I krew wybuchła parami białemi

I wcześniej srebrny miesiąc wyszedł z ziemi.

....................................................

....................................................