IV

Potem ściemniało, bo mglistej natury

Był dzień — a już się tłuszczą Żeleźniaka

Po brzegach wzdęte najeżały góry,

Sypiąc się jako plewiny z przetaka;

I step się od nich nagle stał ponury

I w obu wojskach była cisza taka,

Że tylko koni słyszano parskanie

I wiatr w chorągwi — albo w szarafanie49.

Tu mimowolnie mi duch jakiś boju,

Kryjący tych wojsk szalonych zbliżenie,

Głos mój nagina do lepszego stroju

I moim piersiom daje szersze tchnienie;

Opiszę ten bój, ale niepokoju

Nie będzie w rymach... choć strofę odmienię;

Bój ten batalie przypominał rządne

Sobieskich — trąby zagrały już sądne.

Pomnę, że wtenczas Potocki na sobie

Szarafan letni miał — czerwone buty...

....................................................

....................................................