II

«Podaj mi rękę» — mówił anioł,

a był to świt jak uśmiech dziecka blady.

«Oto się unosimy z daleka wołaniom».

Słychać było powietrza srebrne wodospady

i cichy duchów poświst teraz mi wiadomy.

Płynęliśmy. Pod nami stały mokre domy

w chłodnym deszczu zastygłe. Szelest cichy mył

zielone okiennice i dachy znajome.

Spali jeszcze. Przed oknem tylko długo wył

pies — czując rękę świata, co stał nad znikomym

krajobrazem przedmieścia. Muzyki nieznane

grały słodko u chmurek wąskich. Niedaleko

spadały białe kwiaty i cień płynął rzeką.