III

«Kochani, o, kochani! Czy jest takie serce,

które przeżyje miłość na świecie kainów1?”

Anioł przykładał dłonie liliowe do ust

i mówił: «W takie serce będę teraz niósł

twoje zmęczone imię, w proste serce Boga,

co jest jak gór zielonych dolina dla owiec

i jest jak sen nagrzany i biały grobowiec».

Już widziałem motyle w powietrzu wykute,

skinieniem jego ręki z kwiatów ciepła tkane

i posągi ogniste nie dotknięte dłutem,

rosnące, jak je wiatry składały, i same

gwiazdy na strop puszczone jak litery praw.

I spadła wtedy pierwsza przezroczysta łza

z powieki na te kształty ziemi, gór i drzew,

łza, żem zrozumiał jasność. O, jaki to gniew,

jaka nienawiść była, co zamknęła wzrok

i jeno2 złe kamienie wkładała do rąk,

każde pragnienie jak grób kładła przy mnie,

abym nie widział światła w każdym ptaka hymnie,

w każdym liści schyleniu, łaskawości łąk.