IV

A tam się dzień zaczynał. Na fujarce dął

proste pieśni aniołek u kościoła wrót,

a potem się rozkładał dym i mówić jął3

anioł bladoliliowy: «Oto widzisz głód,

oto widzisz nienawiść i tę pychę złota».

Słyszałem — płakał jęk jak jęk bolesny młota,

który z uporem obok przy kowadle bije

i gniecie, a żelazo boleśnie omija.

Szli czarni, wychudzeni, z błyskiem żądzy ślepym,

jak nędzne i żałosne, milczące pogrzeby,

i tratowali łąki, i nie znali wrót,

aż im się pod nogami ocknął nagle grób

i tak jak stali patrząc, wytężeni w gniewie,

spadali w chłodne studnie. A ten, który nie wie,

bo nie pragnie przerażeń, stał i patrzył syty,

jak mu się obracali pod wzrokiem w granity,

jak kruszeli, pragnący, w gorzką, czarną glebę.

I była ciemność. Nie wołał nikt pod niebem.

Widziałem jeszcze owe madonny i dzieci,

napadnięte w ulicach, odarte z uśmiechów,

z miłości i spojrzenia. O! Czułem, czy wiecie?

ciężar ziemi na sobie, ciężar wszystkich grzechów.

I wtedy spadła druga łza, jak ognia płomyk,

na te uśpione jeszcze w mgle i grzechu domy

i wspomniałem się, grzeszny i skrzywdzony razem,

i ta łza nie płomieniem już była, a głazem,

głazem boleści. «O, czy jestem jeszcze

tyle martwym człowiekiem, a nie duchem żywym,

że ja tej wagi ciemnej w Bogu nie pomieszczę —

— najgorszego z grzeszników płaczącego z krzywdy?»

Anioł dłonie w kwiat złożył i nie mówił nic,

jeno mu z włosów jasnych splot muzyki płynął,

a ja widziałem miasta pękające w pył

i ludzi w proch idących, a na nich jaśminy

rosły, a potem wody kładły się pierzaste,

a na nich ludzie nowi płynęli i miasta.

I pokład na pokładzie, jak schody wieczności,

piął się z wolna ku górze ten milczący kościół.

I mówił anioł: «Nie płacz, nie płacz czasów złych,

ni dobrych nie płacz czasów. Oto idą w pył,

nim się troską poniżą, podźwigną miłością,

są z niebem rozdzielone wieczną wysokością.

Jeno słupy ogniste, długie nici wiary,

są jako tryskające z tej ziemi pożary,

które stoją nad czasem od ziemi do nieba,

wykołysane światłem łodyżki snów bożych,

które się nie ulękną gwiazd ni śmierci trwożą».