3. Płacz

Jak zmierzch szare — zlatywały się wilki,

błędnym wyciem wypełniając las,

u nóg jego czołgały się: «Zmilknij,

czemu łzami odzwierzęcasz nas?»

Jak świt chyże — przybiegały jelenie,

jak sen ciepłe — łasiły się sarny

i błagały: «Zmiłuj się, przenieś

ból i w siebie z powrotem go wgarnij».

Przypełzały zielone zaskrońce,

obwijały mu ręce jak pień:

«Kto ty jesteś, że tak jasny jak słońce

płaczesz łzami czarnymi jak cień».

Lecz zadziwił się Orfeusz, gdy w górze

roześmiała się wierzba płacząca:

«Jakże, wieszczu, żalem chcesz nas urzec,

skoro płacz twój nie roztkliwia, lecz wstrząsa?»