XXI. Pieśń dwudziesta pierwsza

Argument

Aby bronił Gabryny, podobnej do żmije,

Wielką złością Zerbin się pojedynkiem bije;

I tak dla onej sprosnej maszkary raniony

Hermonid spadł na ziemię, z siodła wysadzony;

Który potem powiada wszytkie Zerbinowi

Obrazy przeciwko niej swe królewicowi,

Skąd ją ma w nienawiści więtszej; wtem się wraca

I konia tam, gdzie słyszy krzyk wielki, obraca.

Allegorye

W tej pieśni dwudziestej pierwszej i wszędzie, gdzie jeno mówi o niepobożnej Gabrynie, jest przykład złej i niecnotliwej niewiasty, która żadnem dobrodziejstwem zwyciężona być nie może. W Filandrze zasie mamy przykład prawdziwego i szczerego przyjaciela i jeśliby kto widząc, jak Filander niesłusznie cierpi więzienie od przyjaciela Argeusa, i potem, jak otruty od niecnotliwej baby, wpadł w jaką wątpliwość o sprawiedliwości i opatrzności Bożej, ten niechaj raczej stąd się w tem utwierdzi, że jest drugi żywot po śmierci ciał naszych, w którem Bóg sprawiedliwy daje godne karanie za złe uczynki i godną nagrodę za dobre tem, którzy jej tu na tem świecie nie odnieśli.

Skład pierwszy

Nie tak mocno ciężkich bel298 powrozy ściskają

Ani tak mocno sęki drzewa się trzymają,

Jako wiara, kiedy się w człowieku najduje,

Mocnem węzłem szlachetne serce opasuje.

Stądże starzy inaczej nie opisowali,

Inaczej świętej wiary nam nie malowali,

Jeno w rąbek odzianą299; bo kiedyby miała

Jednę piegę na ciele, szpetnąby została.

2

Wiara i słowo ma być zawsze dotrzymane,

Lub tysiącowi zaraz lub jednemu dane

Tak na lesie, na polu ustronnem, w pustyniej,

Daleko od wielkich miast i wsi, tak w jaskiniej,

Jako na trybunalech, jako przed księgami,

Gdzie się ludzie twardemi wiążą zapisami;

Słowo, gdy je kto komu da, ma być ważniejsze,

Niż przysięgi, zapisy niżli namocniejsze.

3

Ta wiara i to słowo, od Zerbina dane,

Widzicie, jako było Marfizie trzymane,

Które, jako poważał, lepszego nie mogę

Dowodu naleźć nad ten, że swą własną drogę

Porzucił w on czas, a z tą jachał, co mu była

Tak, jako wrzód lub jaka choroba niemiła;

Ale więcej w niem mogła jego obietnica,

Niż ta, co go gdzie indziej ciągnęła, tęsknica.

4

Jużem powiedział, jako niewidomem psował

Serce żalem i jako gryzł się i frasował

O to, że ją miał z sobą, więc jako milczeli,

Jadąc z sobą, i patrzać sobie w twarz nie chcieli;

1tom powiedział, jako beło rozerwane

Ich milczenie, gdy Febus koła spracowane

Ostatnie ukazował światu, od jednego,

Co je na drodze potkał, rycerza błędnego.

5

Zarazem beł od baby on rycerz poznany,

Olander300 Hermonides301 imieniem nazwany,

Hermonides, który tarcz wszytkę uczernioną,

A na niej za herb poprzek strefę miał czerwoną.

Poznawszy go, pierwszy gniew i pychę złożyła

I mową i postawą pokornie prosiła

Zerbina, aby się jej ziścił w obietnicy,

Którą świeżo uczynił walecznej dziewicy.

6

On rycerz beł jej w głowę i jej narodowi302

Nieprzyjaciel, jako to potem Zerbinowi

Powiedziała; ojca jej zabił niewinnego

I brata, krom którego nie miała inszego;

Potem na to się udał, na to się usadził,

Aby ostatek tej krwie zgubił i zagładził.

»Nie bój się, nie lękaj się!« — Zerbin do niej rzecze —

»Pókiś jest w mojej straży i w mojej opiece«.

7

Skoro się Hermonides w sprosnej i brzydliwej

Twarzy z blizka obejźrzał baby niecnotliwej,

Zawoła na Zerbina fukliwemi słowy:

»Albo się bij albo tej odstąp białejgłowy,

»Aby tak, jako godna, jako zasłużyła,

»Od moich ręku żywot brzydki położyła;

»Chceszli się bić, zabiteś, jako co za krzywą303

»I za rzecz się ujmujesz zbyt niesprawiedliwą«.

8

On ludzkie304 odpowiada Hermonidesowi,

Że to jest podła żądza, że się rycerzowi

Takiemu, jako on beł, nie godzi na zdrowie

Stać, lubo zła lubo dobra, żadnej białejgłowie;

A że gotów, jeśli być nie może inaczej,

Bić się z niem, jednak radził, aby tego raczej

Zaniechał, ponieważby wielkiej się nabawił

Hańby, gdzieby niewieścią krwią ręce splugawił.

9

Tak w on czas mówił Zerbin; ale to nie miało

Miejsca, owo do rzeczy zgoła przyść musiało.

A skoro z ogromnemi drzewy zajachali,

Koniom przeciwko sobie wodze305 wypuszczali.

Jako więc wypadają w tryumfy puszczone

Albo w jakie wesele race zapalone,

Z takiem w on czas ich konie pędem wypadały

I tak od zajachanych kresów wybiegały.

10

Hermonides poniżył i jako wymierzył,

W prawy bok królewica przez paiż306 uderzył;

Ale się słabe drzewo w trzaski zgruchotało

Tak, że nieobrażony Zerbin został cało.

Drugiego uderzenie daremne nie było

I tarcz sobie przeciwną drzewem przepędziło

Tak, że na drugą stronę przez prawą przebity

Łopatkę Hermonides spadł, z siodła wybity.

11

Mniemając, że go zabił, litością zmiękczony,

Skoczył śpiesznie królewic z konia z lewej strony

I odkrył mu z szyszaka twarz bladą, skoczywszy.

Hermonides tak, jako ze snu ocuciwszy307,

Długo w niem utopiony wzrok trzymał bez mowy;

Potem język rozwiązał i rzekł temi słowy:

»Nie żal mi, żem od ciebie w boju pokonany,

»Bo widzę, żeś jest rycerz jakiś zawołany.

12

»Tego dziwnie żałuję, iż za sprawą jednej

»Białejgłowy zażywam tej boleści biednej,

»Której żeś jest rycerzem, nie przystoi tobie:

»Raczej zimny grób zaledz miałeś życzyć sobie.

»Bo gdybyś wiedział sprawę, która mnie pod wodzi

»Na pomszczenie i z której przyczyny się rodzi,

»Nie jenobyś odpuścił gniewowi słusznemu,

»Alebyś jeszcze pomógł sam ukrzywdzonemu.

13

»I jeślić tę będę mógł sprawę — bo co wiedzieć,

»Jeśli żywy zostanę — wszytkę wypowiedzieć,

»Pokażęć to na oko, że ta czarownica

»Wierutna jest niecnota, zdrajczyna308, złośnica.

»Miałem brata jednego, który w swej młodości

»Z Olandy309, gdzie ojczyste mamy majętności,

»Wyjachał i rycerzem beł od Heraklego

»Uczyniony, na on czas cesarza greckiego.

14

»Gdzie potem przyjacielem serdecznem jednemu

»Został dworzaninowi niedługo zacnemu,

»Który miał jeden zamek mocny w serbskiej ziemi,

»Obronny, opasany murami dobremi,

»Nakoło miał wysoki parkan i wał nowy.

»Argeus310 beł nazwany mąż tej białejgłowy,

»Którą on tak serdecznie, tak z dusze miłował,

»Że w tej mierze z przystojnych kresów występował.

15

»Ale zła, niecnotliwa żona obrotniejsza,

»Powienniejsza311, niestalsza i niestateczniejsza,

»Niżli od wiatru liście bite, kiedy lasy

»Sucha jesień odziera i mróz z pierwszej krasy,

»Serce, które do męża była obróciła

»Zrazu czas jakikolwiek, prędko odmieniła

»I ze wszytkiem staraniem na to się udała,

»Aby za miłośnika brata mego miała.

16

»Nie tak Akrocerauńskie niepożyte skały312

»Mocno stoją, kiedy w nie biją morskie wały,

»I nie tak wielka sośnia odpiera srogiemu

»Na Krępakowej górze wiatrowi wściekłemu,

»Sośnia313, która tak korzeń ma w ziemi głęboko,

»Jako wierzch rozłożysty podnosi wysoko:

»Jako odpierał, jako stał mocny, surowy

»Brat na zapamiętałej żądze białejgłowy.

17

»A jako się śmiałemu trafia i przydawa,

»Który szuka hałasu, a też go dostawa,

»Raniono było brata onego mojego

»Niedaleko od zamku Argeusowego;

»Gdzie on, choć nie wezwany, często przemieszkiwał,

»Lubo doma Argeus bywał lub nie bywał.

»Tam sobie odpoczynąć myślił onej doby,

»Ażby rany podgoił i wstał zdrów z choroby.

18

»A wtem Argeus, w domu zostawiwszy żonę,

»Dla pewnej swej potrzeby jachał w cudzą stronę.

»Zarazem niewstydliwa z bratem mojem mówić

»Poczęła, chcąc go na zły uczynek namówić;

»Ale on, który nie chciał u boku swojego

»Dłużej mieć ani cierpieć bojca tak ostrego,

»Przyjaźni Argeowi dotrzymać umyślił

»I z dwojga złego mniejsze obrać się namyślił,

19

»Które było, aby swej tak dawnej zaniechał

»Przyjaźni z Argeusem i stamtąd odjechał

»W tak daleki kraj, żeby o niem nie wiedziała

»Zła niewiasta i o niem więcej nie słyszała.

»Ciężka mu się to zdała, ale już tak wolał,

»Aby na złej niewiasty żądze nie pozwolał

»I żeby zaś nie musiał tego Argeowi,

»Co ją z serca miłował, odkryć, jej mężowi.

20

»Tak nie do końca jeszcze dobrze ozdrowiawszy,

»W świetną się swoję zbroję zwyczajną ubrawszy,

»Jachał z zamku, mając w tem umysł utwierdzony

»Nie wracać się, póki żyw, nigdy do tej strony.

»Ale mu zła fortuna tego zabroniła

»I dobre jego żądze wniwecz obróciła.

»Mąż się wtem z drogi wraca i srodze płaczącą

»W domu żonę zastawa i narzekającą,

21

»Twarz upłakaną, włosy roztargane miała.

»Pyta jej, o co się tak barzo frasowała,

»A pyta nie raz, nie dwa, niż mu odpowiada,

»Niż mu przyczynę smutku swojego powiada,

»Na to się nasadziwszy, aby się pomściła.

»Nad tem, od którego tak pogardzona była;

»A właśnie tak przystało jej niestateczności

»Odmienić w nagłe gniewy chęci i miłości.

22

»»Nakoniec, czemu grzech swój pokrywam — mówiła —

»»Któregom w niebytności twej się dopuściła?

»»Bo choćbym go przed wszytkiem światem chciała taić,

»»Sumnieniu go mojemu nie mogę utaić;

»»Bo dusza, która w brzydkiem grzechu się najduje,

»»Taki żal i pokutę taką w sobie czuje,

»»Żebym najwiętsze męki na ciele wolała

»»Cierpieć i prędzejbym je podomno wytrwała.

23

»»Wiedz i ty o tem grzechu, jeśli zwać możemy

»»Grzechem, co poniewolnie i przez gwałt czyniemy,

»»A potem zaraz mieczem twem nieuproszonem

»»Rozdziel niewinną duszę z ciałem splugawionem

»»I zawrzy mi, proszę cię usilnie, na wieki

»»Z twoich ręku bez wszelkiej litości powieki,

»»Abych ich ustawicznie nizko nie trzymała

»»I abych się wszytkiego świata nie sromała.

24

»»Twój towarzysz tak dawny, tak wielki, któremu

»»Takeś ufał, gwałt ciału uczynił mojemu;

»»I bojąc się, abyś się tego dowiedziawszy

»»Odemnie, nie mścił na niem, jachał nie żegnawszy«.

»Temi słowy złośliwej i przewrotnej żony

»Tak beł przeciwko bratu jej mąż zakrwawiony,

»Że zaraz jachał za niem, aby go dogonił

»I zabił, lubo mu się bronił lub nie bronił.

25

»I jako ten, co kraju onego świadomy

»I wszytkich dróg i ścieszek prostych beł wiadomy,

»Brata, który beł chory i pomału jachał,

»Powolej jadącego niedługo dojachał

»I na ustronnem miejscu na niego się rzuca;

»On niewinności swojej pilnie go naucza,

»Wywodząc mu, że tego nie winien uczynku,

»Ale próżno; koniecznie chce z niem pojedynku.

26

»Jeden beł zdrowy, duży i zbyt rozgniewany,

»Drugi chory i słaby z niezgojonej rany,

»Tak, że się mało bronić mógł Argeusowi,

»Teraz głównemu swemu nieprzyjacielowi;

»I tak nędzny Filander314 niegodny onego

»Nieszczęścia — to jest imię mego rodzonego,

»O którem ci powiadam — w boju pokonany,

»Od Argeusa w on czas został poimany.

27

»»Nie daj Boże, aby mię na to podwieść miała

»»Żałość i krzywda, co mię od ciebie potkała,

»»Abym cię, jakoś godzien, miał zabić, którego

»»Miłowałem serdecznie od czasu dawnego,

»»Chociaś mi to źle oddał — tak Argeus bratu

»»Mówi — ale pokazać chcę wszytkiemu światu,

»»Że jakom beł w miłości szczerszy i w przyjaźni,

»»Takem i teraz nad cię lepszy w nieprzyjaźni.

28

»»I acześ315 tego godzien, abym cię tu raczej

»»Gardłem skarał, ale cię karać chcę inaczej«.

»To rzekszy, dał z gałęzi mary na koń włożyć

»I na nich nieszczęsnego młodzieńca położyć.

»Tak beł, na poły martwy, do zamku niesiony

»I do wieże oddany i na dno wsadzony,

»Na więzienie, póki żyw, od niego skazany,

»Złej niewiasty potwarzą szczerą pokonany.

29

»Tak jednak siedział, że krom odjętej wolności,

»Że nie mógł nigdziej wyniść, wszytkie sposobności

»I wszytkie miał dostatki; wszyscy go słuchali,

»Wszyscy, co chciał — tak kazał Argeus — czyniali316.

»Ale chcąc po staremu zła żona swojemu

»Zamysłowi uczynić dosyć bezecnemu,

»Częstokroć do więzienia do niego chodziła,

»Od którego złośnica klucz sama nosiła.

30

»I śmiałości, niż przedtem, więtszej używała

»I ustawicznie brata mojego gabała317.

»»Coć — mówi do Filandra — ta twoja, nieboże,

»»Wierność przeciw mojemu mężowi pomoże?

»»O, jako cię wysokie czekają zdobyczy,

»»Jako wielkie tryumfy, kiedy niewolniczy

»»Żywot musisz prowadzić, kiedyć urągają

»»Jako zdrajcy i wszyscy za tego cię mają!

31

»»Jakoby to z twem lepszem i uczciwem było

»»Uczynić dla mnie chętnie to, co się mówiło!

»»Barzo tak dobrze na cię, że ato nagrodę

»»Masz swojego uporu, straconą swobodę?

»»Jesteś teraz w więzieniu i bez wątpliwości

»»Wiecznie będziesz, jeśli swej nie zmiękczysz twardości;

»»Jeśli mi też będziesz chciał kwoli być, ja sprawię,

»»Że cię z więzienia, że cię z osławy wybawię«.

32

»Odpowie jej: »Darmoś się na to nasadziła:

»»Ja chcę, aby jaśniejsza wiara moja była

»«Niżli słońce, choć taką w jasnej niewinności

»»Nagrodę mam przeciwko wszelakiej słuszności.

»»Niechaj mi urągają, byle mi sowito

»»Po śmierci Bóg, któremu nic nie jest zakryto,

»»Nagrodził to i każdy znał, że bez przyczyny

»»Wszytko cierpię i okrom żadnej mojej winy.

33

»»Jeśli ma mało na tem Argeus gniewliwy,

»»Niechaj mi zaraz weźmie ten żywot brzydliwy;

»»Bo za to, da Bóg, w niebie nagrodę odniosę,

»»Że za dobry uczynek karanie ponoszę.

»»Może być, że Argeus obaczy się potem,

»»Kiedy się duch rozdzieli z tem przykrem żywotem,

»»I postrzegszy się w swojej omyłce i błędzie,

»»Zmarłego towarzysza nieraz płakać będzie«.

34

»Tak co raz zła niewiasta Filandra gabała

»I co raz się bez skutku od niego wracała.

»Ale jej ślepa żądza, która po staremu

»Chce dosyć zamysłowi czynić niezbożnemu,

»Na pamięć sobie grzechy swe dawne przywodzi

»I uważa, jeśli się z nich który przygodzi

»Do teraźniejszej sprawy; o tysiącu myśli

»Sposobów pierwej, niż się na który namyśli.

35

»Pół roka całe, jako u niego nie była,

»Co przedtem ustawicznie do niego chodziła,

»Że Filander rozumiał, że dawnych przestała

»Swych zamysłów i więcej o niego nie dbała.

»Ale fortuna właśnie, jakoby na zmowie,

»Użyczyła pogody chytrej białejgłowie,

»Że koniec z pamiętnem złem dała niezbożnemu

»Zamysłowi, na straszny grzech odważonemu.

36

»Wielką z dawna nieprzyjaźń i niepojednany

»Zaciąg miał pewny szlachcic, Morandus nazwany,

»Z jej mężem i w niebytność jego tak beł śmiały,

»Że na przepych318 pojeżdżał aż pod same wały;

»Ale kiedy beł doma, do zamku onego

»Nie przybliżyłby się beł Argeusowego

»Na dwie mili. On zmyśla, że uczynił Bogu

»Ślub iść do Jeruzalem, do świętego grobu.

37

»I od wszytkich widziany, jawnie jedzie z domu

»I głosy o tem wszędzie puszcza, a nikomu

»Nie powierza się tego, okrom samej żony,

»O jej wierze ku sobie będąc upewniony;

»I wraca się do domu, gdy mrok świat okrywa,

»I w nocy zawsze, we dnie nigdy w niem nie bywa;

»I z odmiennemi znaki, gdy świt wstaje rany,

»Wyjeżdża, od nikogo, z domu, nie widziany.

38

»Około zamku jeździ w te i owe strony,

»Aby tak nieprzyjaciel beł ubezpieczony,

»I potem oszukany jego niebytnością,

»Podjeżdżał, jako beł zwykł, z tem większą śmiałością.

»We dnie się w lesie kryje i tai na stronie,

»A skoro Febus w morze wpędzi rącze konie,

»Wraca się zaś do domu po cichu, od żony

»Tajemną fórtą tyłem do zamku puszczony.

39

»Wszyscy sądzą, krom żony, że Argeus jachał

»I że mil kilkadziesiąt od domu ujachał.

»Ona wtem upatrzywszy czas prawie pogodny,

»Do brata mego przydzie, uczynek niegodny

»Chcąc popełnić, i twarz łzą zmyśloną oblewa

»I daje znać, że z żalu wrzkomo nie omdlewa.

»»Kto mię, prze Bóg! ratuje — tak bratu mówiła —

»»Żebym sławy i mej czci wiecznie nie straciła?

40

»»Nie tylko mojej, ale i męża mojego,

»»Który by tu beł teraz, uszłabym wszytkiego.

»»Znasz Moranda i wiesz to, jako postępuje,

»»Kiedy w domu małżonka mojego nie czuje;

»»Ten, patrz, co mi wyrządza: co raz to prośbami,

»»To na mię surowemi naciera groźbami

»»I moich naprawuje, abym się skłoniła

»»I na jego nieczyste żądze pozwoliła.

41

»»Iż wie, że mąż precz jachał i tak prędko z drogi

»»Wrócić się swej nie może, urosły mu rogi

»»I tak się zstał zuchwały i śmiały, że wczora —

»»Jakie to bezpieczeństwo319 jego! — wszedł do dwora.

»»Ale przy Argeusa mojego bytności

»»Nigdyby serca, nigdy nie miał z to śmiałości320

»»I owszemby omijał — znasz dobrze człowieka —

»»Na trzy mile i więcej te mury z daleka.

42

»»I o to, czego przedtem przez posły chciał po mnie,

»»Śmiał mię sam w oczy prosić; i już beło o mnie

»»Barzo źle, bo w tem takiej używał śmiałości,

»»Żem mało nie odniosła wielkiej zelżywości.

»»I jeno, żem go słowy pięknemi zbywała

»»I na jegom pozwolić żądze obiecała,

»»Gwałtemby beł otrzymał i wziął poniewolnie

»»To, co sobie mieć tuszył z mych słów dobrowolnie.

43

»»Prawda to jest, żem mu być kwoli obiecała;

»»Nie dlatego, abym mu słowa dotrzymała,

»»Ale żebym mu mogła zbronić takiem kształtem

»»Tego, coby beł sobie mógł w on czas wziąć gwałtem.

»»W tem złem razie, krom ciebie, nikt mi nie pomoże,

»»Inaczej nie tylko ja na czci — żal się Boże! —

»»Ale i mój małżonek szwank weźmie, którego

»»Miłujesz, jako mawiasz, nad siebie samego.

44

»»Jeśli mię nie ratujesz, twierdzę z każdej miary,

»»Że tej, którą się chlubisz, niemasz w tobie wiary;

»»Nie wzgląd na Argeusza żaden to sprawował,

»»Którąś mi się ty tarczą zawżdy zastawo wał,

»»Że u ciebie wzgardzona była prośba moja,

»»Ale srogość i hardość i nieludzkość twoja;

»»I co tego nie mógł nikt wiedzieć, teraz wszędzie

»»Moja niecześć321 po świecie rozgłoszona będzie.

45

»»Niepotrzeba tak długiej — brat rzecze — przemowy:

»»Dla mego Argeusza jam wszytko gotowy

»»Uczynić, jeno niech wiem, czego chcesz, bo jaki

»»Byłem zawsze, tak teraz, chcę mu być jednaki.

»»I chocia to, co cierpię, cierpię bez winności,

»»Nie chcę go w tej winować niesprawiedliwości

»»I owszem pójdę na śmierć chętnie kwoli jemu

»»Przeciw memu losowi i światu wszytkiemu.

46

»»Tego — pry322 — chcę, co mi cześć moja rozkazuje,

»»Abyś tego zniósł, co mi na nię następuje;

»»A nie bój się, bo cię w tem ubezpieczyć mogę,

»»Żeć do tego ukażę niepochybną drogę.

»»Obiecał się dziś do mnie, gdy mrok świat okryje,

»»Jako trzeba, kiedy w noc zegar trzecią bije323;

»»I ma znak umówiony i hasło odemnie,

»»Za którem go do siebie mam puścić tajemnie.

47

»»Ty nie tęskni i próżny wszelakiego strachu

»»Bez świece i bez światła czekaj w mojem gmachu

»»Dotąd, aż ci ode mnie wpół nagi324 oddany

»»I z jasnej będzie zbroje swojej rozebrany«.

»Taką sztukę nad mężem swojem wyprawiła,

»Aby tylko nieczystej żądzej dogodziła

»Zła żona, jeśli tę zwać słusznie może325 żoną,

»A nie jędzą, dopiero z piekła wyprawioną.

48

»Skoro noc nastąpiła, z wieże wywiedziony

»Filander, dobrą bronią od niej opatrzony,

»Czekał, nie objawiony w komorze nikomu,

»Tak długo, aż Argeusz wrócił się do domu.

»Zstało się, jako chciała, bo rzadko chybiają,

»Rzadko złe rady skutku swojego nie mają:

»Zabił brat Argeusza, krótko powiadając,

»Że nie Argeusz, ale Morand beł, mniemając.

49

»Uciął mu szyję z głową do jednego raza,

»Bo hełmu i żadnego na sobie żelaza

»Nie miał; tak gorzki koniec beł Argeuszowy

»Z przyczyny niecnotliwej tej, złej białej głowy.

»Ten go zabił, co o tem nie myślił i czemu

»Nigdyby beł nie wierzył, i ten, co miłemu

»Pomóc — o, rzadki przykład! — chcąc towarzyszowi,

»Uczynił to, co czynią nieprzyjacielowi.

50

»Skoro nieszczęsny poległ Argeusz nieznany,

»Filander miecz Gabrynie oddał krwią spluskany —

»Tak zową te łotrynią, co się urodziła

»Na to tylko, aby źle niecnota czyniła —

»Co do tej doby zawsze o prawdzie milczała,

»Filandrowi iść z świecą kazała do ciała

»I tak mu ukazuje srodze zabitego

»Męża a towarzysza jego tak miłego.

51

»Potem mu pocznie grozić, jeśli nie pozwoli

»Na jej nieczyste żądze, jeśli umrzeć woli,

»Że on mord wszytkiej swojej czeladzi objawi,

»Którego się nie może zaprzeć, i to sprawi,

»Że będzie jako zdrajca i zbójca skarany

»I na śmierć z jego wieczną sromotą podany,

»Przypominając często w onej swojej mowie,

»Aby dbał o uczciwe, gdy nie dba o zdrowie.

52

»Skoro swój błąd obaczył Filander strapiony,

»Wielkiem żalem na smutnem sercu przerażony,

»Pierwszą tkniony wściekłością, zabić ją zamyślał,

»I chwilę przywątpliwszy, na to się namyślał;

»I jeno, że mu rozum wystawił na oczy,

»Że beł w nieprzyjacielskiem domu bez pomocy

»I bez broni, wielkiemi ujęty gniewami,

»Kąsałby ją beł w sztuki podomno zębami.

53

»Jako okręt na morzu wielkiem w niepogody,

»Gdy przeciwne dwa wiatry biją słone wody,

»Który, gdy go od siebie jeden gwałtem pędzi,

»Drugi go zaś do kresu pierwszego przypędzi,

»I od sztaby do rufy326 od obu miotany,

»Od możniejszego bywa nakoniec pognany:

»Tak Filander w dwu myśli społem rozdwojony,

»Na on czas na mniej gorszą został odważony.

54

»Wie, jeśli się zamkowej czeladzi odkryje

»Mężobójstwo i on mord, że pozbędzie szyje;

»Lecz to mniejsza, bo na śmierć poszedłby ochotny,

»Ale go boli koniec szpetny i sromotny.

»Czasu nie ma, aby się namyślił powolej,

»I tak musi pić gorzki kielich poniewolej;

»Na ostatek więcej mógł strach w myśli troskliwej,

»Niż gniew i upor na śmierć niewiasty złośliwej.

55

»Onej śmierci sromotnej tak w niem beł strach tęgi

»Że nie jednę i nie dwie i nie trzy przysięgi,

»Ale tysiąc uczynił być kwoli Gabrynie,

»Żeby zdrów mógł uść stamtąd w onejże godzinie.

»Zła niewiasta nieczystem żądzom koniec dała

»I z zamku z niem pospołu cicho ujachała.

»Tak się Filander wrócił z nią do Olandyej,

»Zostawiwszy po sobie złą sławę w Grecyej.

56

»Ale mu w sercu został stroskanem wyryty

»Jego miły przyjaciel, tak głupie327 zabity,

»Za którego na swój żal i wielką tęsknicę

»Frymarkiem wziąć Medeą musiał okrutnicę;

»I jeno, że go wielka przysięga trzymała,

»Zabiłby ją beł pewnie, bo go tak mierziała,

»Tak się ją barzo brzydził, zostawszy jej mężem,

»Jako jaką gadziną albo jakiem wężem.

57

»Nikt nie widział, aby się miał śmiać; wszytkie słowa

»Żałosne, każda była smętna jego mowa.

»Wzdychał zawsze, od żalu tak opanowany,

»Że z niego beł Prestes własny, na przemiany

»Od piekielnych jędz biczem sieczony troistem,

»Kiedy matkę swą zabił pospołu z Egistem,

»Mając mord popełniony ustawnie przed sobą,

»Że nakoniec legł, wielką złożony chorobą.

58

»Kiedy zła nierządnica potem obaczyła,

»Że była Filandrowi brzydka i niemiła,

»Pierwszej chęci i pierwszej płomienie miłości

»Obraca w gniew, w nienawiść i w srogie wściekłości

»I takie serce bierze przeciw Filandrowi,

»Jakie miała na on czas przeciw Argeowi:

»Chce i myśli koniecznie tak, jako pierwszego,

»Zgładzić z świata i tego małżonka drugiego.

59

»I nalazła doktora prawie do tej sprawy

»Sposobnego, łakomcę, co z cudzej naprawy

»Lepiej ludzie zabijać umiał truciznami,

»W czem beł mistrzem, niżli je leczyć syropami.

»Niedługo się okrutna jędza targowała

»I więcej jeszcze, niż chciał, dać mu obiecała,

»By tylko tak on trunek lekarski przyprawił,

»Żeby jej niewdzięcznego Filandra pozbawił.

60

»I jam sam beł i inszych ludzi wiele przy tem,

»Kiedy doktor z napojem przyszedł jadowitem,

»Zalecając lekarstwo swoje, że skoroby

»Wypił je, miał wstać prędko Filander z choroby.

»Wtem Gabryna na zdradę udała się nową

»Pierwej, niż mąż receptę wypił doktorową,

»Aby tego, co to sam mógł wiedzieć, straciła,

»Abo żeby umownej summy nie płaciła.

61

»»Prawie w ten czas, gdy kubek dawał Filandrowi,

»»Zawściągnąwszy mu rękę, rzekła doktorowi:

»»Nie dziwuj się, że się bać o małżonka muszę,

»»Którego tak miłuję, jako własną duszę;

»»I dla tego wolę być pewna, że tem twojem

»»Nie zawadzisz mu barziej jakiem złem napojem.

»»Przeto lepiej, doktorze, że go wprzód skosztujesz,

»»A dopiero uwierzę, że go nie zepsujesz«.

62

»Co rozumiesz, jako beł starzec pomieszany,

»W onem niebezpieczeństwie tak nagłem zastany!

»Czas go krótki tak ścisnął barzo w onej dobie,

»Że się nie mógł namyślić, co miał obrać sobie?

»Nakoniec, aby nie beł barziej podejźrzany,

»Od Gabryny, co tego chciała, pilnowany,

»Wypił jadowitego napoju dostatek;

»Potem go wziął Filander i wypił ostatek.

63

»Jako jastrząb, co w nodze trzyma uchwyconą

»Kuropatwę i już ją chce jeść oskubioną,

»Od nieobyczajnego wyżła bywa zbity

»I pokarm, prędkiem piórem, upuszcza, zdobyty:

»Tak doktor, na zysk wszytek bezecny udany,

»Nalazł, kiedy nie myślił, wstręt niespodziewany.

»Rzadki przykład łakomstwa i mało wiadomy;

»Bodaj taką zapłatę brał każdy łakomy!

64

»Sprawiwszy tę robotę lekarz niecnotliwy,

»Porwał się i do domu chciał iść ukwapliwy,

»Aby jakie potężne lekarstwo zgotował

»I już zarażonego serca wskok ratował;

»Ale go mężobójca328 żona zatrzymała

»I od męża chorego odejść mu nie dała.

»»Postój — pry329 — aż lekarstwo, surowe z początku,

»»Skutek jaki ukaże, strawione w żołądku«.

65

»Kręci się i aby mógł na czas odejść, prosi,

»Lecz żadnego w swej prośbie skutku nie odnosi;

»A czując swą śmierć blizką i już słabe siły

»I jadem zarażone niemal wszytkie żyły,

»Namyślił się nam, cośmy tam beli, objawić

»Wszytkę rzecz, z której się ta nie umiała sprawić;

»I tak, co inszem często dobry doktor czynił,

»To sobie na ostatek samemu uczynił.

66

»Taka w on czas doktora potkała zapłata:

»Prędko potem za duszą poszedł mego brata.

»My, cośmy to od starca przez on czas słyszeli,

»Jako żyw beł po bracie, i śmierć ich widzieli,

»Poimaliśmy ten źwierz srogi w one czasy,

»Sroższy wszytkiego źwierza, co go mają lasy,

»I do więzieniaśmy ją ciemnego oddali

»I na śmierć, jakiej godna, ogniową skazali«.

67

Tak mówił Hermonides nie bez utrapienia

I chciał jeszcze powiedzieć, jako się z więzienia

Wykradła, ale nie mógł dla zbyt słabej siły

I dla krwie wypuszczonej z obrażonej żyły.

Wtem jego dwaj lokaje gałęzie złożyli,

Ucięte tamże w lesie, i nosze zrobili,

Na które go włożyli, jak na jakie mary,

Bo inaczej iść stamtąd nie mógł z żadnej miary.

68

Z Hermonidesem Zerbin wymówek używał

I wielką swoję żałość z tego ukazywał,

Że go obraził, kiedy z niem kopią gonił;

Ale to czynił, aby swej baby obronił,

Tak, jako rycerzowi przystało dobremu,

Wiarę i słowo swoje uważającemu,

Ponieważ beł obiecał, kiedy jej opieka

Nań padła, od każdego bronić jej człowieka.

69

Ale jeśli do posług jakich go chce użyć,

Aby mu co rozkazał, gotów mu jest służyć.

Hermonides to tylko chce mieć, a nie więcej,

Aby się ze złą rozprzągł niewiastą co pręcej,

Pierwej, niżli co pocznie przeciw niemu knować,

Czegoby potem nigdy nie mógł wyżałować.

Gabryna w ziemię patrzy w onej ich rozmowie:

»Trudno przeciwko prawdzie« powiada przysłowie.

70

Pojachał stamtąd szocki królewic, gdzie chciała,

Gdzie mu zła, niecnotliwa baba rozkazała,

Złorzecząc jej cały dzień, sam w sobie strapiony,

Że dla niej cny jest rycerz od niego raniony.

Teraz skoro się onych jej niecnót dowiedział

Od tego, który wszytko, jako trzeba, wiedział,

Co się ją przedtem brzydził, co jej nierad widział,

To jej teraz tak, jako węża, nienawidział.

71

Patrzyć na nię nie może, lecz niemniej i ona

W złej wolej być od niego nie chce zwyciężona.

Jeśli jej nienawidzi, jeśli jej on łaje,

Ona mu to oboje sowito oddaje;

Serce jadem nadęte i wściekłością miała,

Która się jej przez oczy i twarz wydawała.

W takiej chęci i w takiej zgodzie onem czasem

Jachali z sobą wespół pewnem wielkiem lasem.

72

Wtem wieczorem usłyszą niedaleko drogi

Tenten330 jakiś, wołanie, kołat i krzyk srogi

I dźwięki ciężkich razów, nieomylne znaki,

Że tam zwada albo bój beł straszliwy jaki.

Królewic chcąc się z blizka przypatrzyć wszytkiemu,

Wypuścił w tamtę stronę koniowi rączemu,

Gabryna za niem — ale w drugiej pieśni pocznę

O tem śpiewać, a teraz niech sobie odpocznę.

Koniec pieśni dwudziestej pierwszej.