XXV. Pieśń dwudziesta piąta

Argument

Ratuje Ryciardyna443 Rugier zawołany,

Który beł na srogą śmierć ogniową skazany

O królewnę hiszpańską, piękną Fiordyspinę.

Aldygierej o braciej swej ma złą nowinę

I z niewesołą twarzą gości w dom przymuje;

Potem się w drogę z niemi spiesznie wyprawuje

Pomódz Malagizemu i Wiwianowi

I wydrzeć je srogiemu z rąk Bertolagowi.

Allegorye

W tej dwudziestej piątej pieśni Rugier, który nie oglądając się na żadne niebezpieczeństwo, jedzie wybawić od śmierci Ryciardyna, chocia go nigdy nie znał, ukazuje powinność prawdziwego rycerza, który swój własny żywot dla cudzego puszcza na odwagę. Ryciardyn na śmierć skazany, a potem ratowany, daje nam znać, że miłość zawsze wdaje ludzie w niebezpieczeństwo wielkie, chocia czasem z niego wychodzą, za jakiem szczęściem niespodziewanem.

1. Skład pierwszy

O jako wielkie młodzi w sobie spory czują,

Którzy i sławy pragną i razem miłują,

I nie wiedzieć, która się mocniejsza najduje:

Czy chęć do czci, czy miłość? Często ustępuje

Jedna drugiej. Zaprawdę, wielce poważali

Swą cześć oba rycerze, którzy zaniechali

Rozpoczętego boju dotąd, ażby byli

Z oblężenia swojego króla wyzwolili.

2

Ale tu miłość więtszą swą moc pokazała,

Bo, by była ich pani tak nie rozkazała,

Nie rozwiedliby beli onego potkania

I nie przyszliby beli nigdy do jednania

I darmoby był czekał Agramant pomocy

Od nich, od chrześcijańskiej obegnany mocy;

Tem zawieram, że miłość nie zawsze zaszkodzi

I czasem się na wiele dobrego przygodzi.

3

Obadwa ci poganie pospołu jachali

Ku Paryżowi, aby swoich ratowali;

I piękna Doralika, która jem kazała

On bój rozwieść, w tęż drogę z niemi pojachała

I karzeł mały, który tatarskiego w tropy

Króla gonił, pilnując wszędzie jego stopy

Tak długo, aż na niego przezeń nawiedziony

Beł Rodomont i na bój z niem naprowadzony.

4

Stamtąd na piękną łąkę z trafunku wjachali,

Na której przy strumieniu rycerzów zastali

Dwu zbrojnych, dwu niezbrojnych; z niemi panna była,

Która się po zielonej łące przechodziła.

Kto to beł? — Nie wzbraniam się wam o tem powiedzieć,

Ale mi o Rugierze wprzód trzeba powiedzieć,

Który onę sławną tarcz, przez czary zrobioną,

Wrzucił w głęboką studnią, w lesie nalezioną.

5

Jeszcze beł mile od tej studnie nie ujachał,

Kiedy go Agramantów posłaniec dojachał,

Z tych, co beli posłani po to, aby byli

Na pomoc mu rycerze jego zgromadzili.

Ten na on czas powiada cnemu Rugierowi,

Że zbyt ciężko już beło tak Agramantowi,

Że jeśli wczesnej prędko pomocy nie będzie,

Wojsko zgubi, żywota i sławy pozbędzie.

6

Różne myśli na on czas Rugiera mieszały,

Co mu się beły w głowę wszytkie wraz zebrały,

Nie wie, jaką odprawę posłowi onemu

Dać ma, bo nie miał miejsca i czasu po temu

Namyślić się; nakoniec przystojnemi słowy

Posła zbywszy, tam jachał, gdzie od białejgłowy

Był, jeśli to pomnicie, smętnej prowadzony

Na pomoc młodzieńcowi, co miał być spalony.

7

I tak jachał w swą drogę tam, gdzie go niewiasta

Wiodła i po południu przyjachał do miasta,

Które w śrzodku Francyej król trzymał spokojnie,

Marsyli, pod cesarzem zdobyte na wojnie.

Ani u mostu ani w bramie w onej chwili

Wolnego mu przejazdu namniej nie bronili,

Choć przy bramie i kolo przykopów niemało

Pospólstwa i żołnierstwa było się zebrało.

8

Iż znano białągłowę, co go prowadziła

I co mu w onej drodze przewodnikiem była,

Dla tego i Rugiera nie zahamowano,

Który z nią beł, ani go, skąd jachał, pytano.

Wjachał na plac i ujźrzał ogień zapalony

I lud około ognia wielki zgromadzony,

A we śrzodku młodzieniec stał, na śmierć skazany,

Blady na twarzy, mocno powrozy związany.

9

Rugier skoro mu wejźrzał w oczy umoczone

Łzami, które ku ziemi trzymał pochylone,

Ma go za Bradamantę swoję: tak nadobny

On młodzieniec we wszytkiem beł do niej podobny!

Potem im mu się dalej z blizka przypatruje,

Tem go jej podobniejszem twarzą być najduje;

Mówi sobie: »Abo to ona nieomylnie,

Albom ja nie jest Rugier!« a patrzy weń pilnie.

10

»Nic inszego; jeno że na to się puściła,

»Aby osądzonego na śmierć wyzwoliła,

»Potem jako się jej ta sprawa źle nadała,

»Poimana, jako to widzę, tu została.

»Ach, czemu się kwapiła, że mię mieć nie mogła

»Z sobą, żebyśwa beła sobie spół pomogła!

»Jednak Bogu mojemu mam za co dziękować,

»Żem w czas przybeł, tak, że jej będę mógł ratować«.

11

I nie rozmyślając się nic, szable dobywa,

Bo kopiej na on czas nie miał i rozrywa

Gęsty lud, rozpuściwszy konia, i rozczyna

Srogie dzieło: temu łeb, a temu ucina

Rękę razem z ramieniem i kręci nakoło

Ostrą szablą, tego tnie w gębę, tego w czoło.

Wszyscy, ujęci strachem, krzyczą i wołają,

Wszyscy jako nadalej z rynku uciekają.

12

Jako szpacy bezpieczni stadami latają

I powolej pokarmu po ziemi szukają,

Jeśli z góry krogulec rączy wpadnie na nie,

Albo jednego porwie z nich niespodziewanie,

Wszyscy idą w rozsypkę, każdy zostawuje

Towarzystwo i aby sam uciekł, pilnuje:

Tak tam właśnie pospólstwa one uciekały,

Kiedy między nie z szablą wpadł bohatyr śmiały.

13

Czterem albo sześciom z nich zdjął do czysta głowy,

Którzy nie uciekali, bohatyr surowy444;

Sześciom je porozdzielał aż do samej gęby,

Niezliczonem po piersi, po oczy, po zęby.

Prawda, że nie nakryli beli głów hełmami,

Ale ich przecię siła beło z misiurkami445;

Ale małoby beły i hełmy pomogły,

Boby pewnie tak wielkich strzymać sił nie mogły,

14

Taką miał moc cny Rugier, jaka być w człowieku

Najmocniejszem nie może dzisiejszego wieku,

Jakiej lwi i niedźwiedzie i jakiej zubrowie446

I inszy co najsroższy nie mają źwierzowie;

Podobno ziemie drżenie z jegoby zrównało

Wielką mocą albo też wielkie jakie działo,

Do którego, skoro knot i ogień przyłoży,

Drży i niebo i ziemia, morze sobą trwoży.

15

Nigdy mniej nad jednego, a czasem padali

Dwa od jednego cięcia, owszem powiadali,

Że i czterech zabijał jednem tylko razem

Z tych, którzy przyodziani nie byli żelazem;

Bo takie ostrze jego szabla sroga miała,

Że natwardszą stal, jako mleko, rozcinała.

Faleryna ją beła w ogrodzie zrobiła447

Organy448 na to, aby Orlanda zabiła.

16

Ale że ją zrobiła, prędko żałowała,

Gdy przez nię spustoszony swój ogród widziała;

A teraz, co mniemacie, jako wielkie rany

Czyniła, kiedy ją siekł mąż tak zawołany?

Jeśli kiedy beł Rugier śmiały, jeśli siła

Jego widziana kiedy i wielka moc była,

Tu ją miał, tu jej użył, tu ją pokazował,

Gdy Bradamanty, jako rozumiał, ratował.

17

Ale mu wszyscy takie czynili obrony,

Jakie zając psom czyni, w polu naleziony;

Siła beło tych, którzy pobici zostali,

Ale tych nie mógł zliczyć, co pouciekali.

Tem czasem białagłowa ręce rozwiązała

Młodzieńcowi i jako najlepiej umiała,

Oblokła go we zbroję, tarcz mu zawiesiła

Na ramieniu, bronią go dobrą opatrzyła.

18

On się mści, swoją wielką krzywdą urażony,

I tak lud pospolity siecze potrwożony,

Że u każdego dobre mniemanie o sobie

Zostawuje dzielnością swoją w onej dobie.

Już beło złote koła słońce utopiło

I w morze swoje wozy zachodnie wpędziło,

Kiedy Rugier zwyciężca i z młodzieńcem onem

Jachał z zamku, od śmierci przezeń wybawionem.

19

Który, skoro bezpieczny beł za zamkowemi

Murami i za bramą z Rugierem, pięknemi

Słowy, które w swej głowie w on czas wynajdował,

Rugierowi, wybawcy swojemu, dziękował,

Że nie znając go nigdy, takiem mu się stawił

I z sromotnej go śmierci ogniowej wybawił,

Prosząc, aby mu imię swe własne powiedział,

Aby, komu tak wiele beł powinien, wiedział.

20

Mówi Rugier do siebie: »Niebieską ozdobę,

»Twarz gładką i urodę i stan449 i osobę

»Widzę mej Bradamanty, ale słodkiej mowy

»Jej nie słyszę z pięknemi, uciesznemi słowy;

»I dziwuję się, że mi tak barzo dziękuje,

»Czego wierny miłośnik jej nie potrzebuje.

»Lecz jeśliż to jest ona, czemuż wżdy własnego

»Tak prędko zapomniała imienia mojego?«

21

I aby się dowiedział o tem pewnej sprawy,

Mówi mu: »Tak mi się zda, że cię znam z postawy,

»I myślę, gdziem cię widział, lecz sobie nie mogę

»Wspomnieć; ale mnie ty sam nawiedź na tę drogę

»I powiedz, jeśliś się gdzie widział kiedy ze mną

»I nie utajaj swego imienia przedemną,

»Abym przynamniej wiedział, komu się przydała

»Moja siła i kogo dzisia ratowała«.

22

»Być może, żeś mię widział — rzekł mu — ja nie pomnię,

»Gdzie i kędy, i pewnie, że sobie nie wspomnię,

»Bym myślił, nie wiem jako; prawda, że szukając

»Szczęścia, jeżdżę po świecie, sławy dostawając.

»Podobnoś to gdzie widział jednę siostrę moję,

»Co miecz nosi u boku, ubiera się w zbroję,

»Co mi tak jest podobna, jako powiadają,

»Że nas czasem i swoi nie rozeznawają.

23

»A bliźniętaśmy sobie. Nie dwaj, nie trzej byli,

»Nie pięć, nie sześć, którzy się w tem często mylili;

»Ale bracia i ociec, na ostatek matka

»Nie może nas rozeznać dobrze do ostatka.

»Prawda, że to czyniło tylko między nami

»Różnicę, że ja chodzę z długiemi włosami,

»Jako mężczyzny chodzą, a ona plecione

»Ma warkocze, około głowy obwinione.

24

»Ale kiedy jednego dnia beła raniona,

»O czymby beło siła mówić, postrzyżona

»Od pewnego kapłana do pół uszu była,

»Aby się jej tem pręcej rana zagoiła.

»Żadnego miedzy nami znaku już nie było

»I krom płci, krom imienia, nic nas nie różniło.

»Mnie Ryciardynem, one Bradamantą zową,

»Jam bratem a ona jest siostrą Rynaldową.

25

»I jeśli wam nie przykro, sprawę usłyszycie

»Zbyt foremną450, której się barzo zadziwicie,

»Która mi się stąd, żem jej podobny, trafiła

»I pociech wprzód a potem mąk mię nabawiła«.

Rugier, co historyej słodszej i wdzięczniejszej

Nie mógł słyszeć i uszom swojem przyjemniejszej

Nad tę, w której o jego miłej była mowa,

Chciał ją słyszeć, a on ją rozpoczął w te słowa:

26

»Trafiło się, że siostra w drogę się wybrała

»W tych dniach i kiedy przez las pewny przejeżdżała,

»Sarraceni ją w wielkiej gromadzie potkali

»I ranę jej, bo hełmu nie miała, zadali

»Prawie wśrzód głowy; którą jeśli zgoić chciała,

»Włosy ostrzydz i urżnąć warkocze musiała,

»Bo rana wielka i zbyt niebezpieczna była,

»I w drogę, zbywszy włosów, dalszą się puściła,

27

»Miedzy lasy do zdroju trafiła z przygody,

»Z którego wynikały przeźrzoczyste wody,

»Gdzie strudzona, zdjąwszy hełm z głowy, z konia zsiadła

»I na sen się na trawie zielonej układła —

»Nie wierzę, aby bajka mogła być piękniejsza,

»Jako ta historya moja teraźniejsza —

»A wtem się Fiordyspina451 Hiszpanka trafiła,

»Która po chróście prędkie zające goniła.

28

»Ta, kiedy siostrę moję zastała uśpioną,

»W żelazo okrom twarzy wszytkę obleczoną,

»Która, miasto kądziele, miecz u boku miała,

»Że to beł jakiś rycerz błędny, rozumiała.

»Twarzy się i postawie męskiej przypatruje,

»Nakoniec serce w sobie zapalone czuje:

»W towarzystwo ją z sobą na myśliwstwo wzywa,

»Potem się sama jedna z nią gęstwą okrywa.

29

»A skoro się na miejscu osobnem ujźrzała

»I że jej tam nikt zastać nie miał, rozumiała,

»I mową i postawą serce zniewolone

»Odkrywa jej i ostrem sztychem przebodzione;

»I z wzdychaniem i wzrokiem, srodze zapalonem,

»Daje jej znać o swojem utrapieniu onem,

»Raz zblednie, drugi raz się wstydem zafarbuje,

»Nakoniec ośmielona w usta ją całuje.

30

»Moja siostra, która się tego domyśliła,

»Że królewna hiszpańska na płci się myliła,

»Nie mogąc jej w tem pomódz, czego ona chciała,

»W wielkiem się labiryncie452 zgoła najdowała.

»»Lepiej, że tak omylne mniemanie o sobie

»»Wykorzenię — tak z sobą mówi w onej dobie —

»»Lepiej mi się, czemem jest, odkryć i ukazać,

»»Aniżli się nikczemnem mężczyzną pokazać«.

31

»A prawdę pewnie żywą i szczerą mówiła,

»Że to nikczemność wielka i wyraźna była,

»Nie człowiekowi, ale raczej spruchniałemu

»Drewnu raczej przystojna, gdyby ten, któremu

»Chciałaby być tak piękna kwoli białagłowa,

»Trzymał skrzydła spuszczone, jako leśna sowa.

»Lecz to lekarstwo beło późne i leniwe:

»Tak barzo miłość serce raniła troskliwe.

32

»A do boku dlatego szable przypasała,

»Aby przez nię na świecie sławy nabywała.

»Urodziwszy się w ciepłej Afryce, gdzie swemi

»W Ardzilli morze tłucze brzeg wały strasznemi,

»Z młodu zaraz kopią władnąć się uczyła,

»Z młodu tarcz siedmioskórą na ręce nosiła.

»Cóż potem: te wymówki nie beły przyjemne,

»Próżne wywody, słowa niewdzięczne, daremne.

33

»Nie przeto w pięknej twarzy kochać się przestawa

»I w pięknych obyczajach i wszystka się dawa

»W moc miłości i serce, które od niej poszło,

»Do kochanych się oczu zarazem przeniosło.

»Nie wie, przypatrując się jej męskiem ubiorom,

»Jako dogodzić żądzom i swojem przemorom453,

»Bo kiedy myśli, że jest dziewica, z żałości

»Umiera, od okrutnej zagrzana miłości.

34

»Ktoby beł onego dnia widział jej wzdychanie

»I słyszał płacz i żałość i jej narzekanie,

»I samby beł z nią płakał. »Sroższa — tak mówiła —

»»Męka nad moję jeszcze na świecie nie była:

»»W każdej inszej miłości swójbym skutek miała

»»I pożądnegobym454 się końca spodziewała;

»»Same tylko me żądze, czemu nie pomogą

»»Żadne dowcipy, końca swego mieć nie mogą.

35

»»Jeśliś mię, o miłości sroga, trapić chciała,

»»Kiedyś mi szczęśliwego żywota zajźrzała,

»»Mogłaś przestać na jakiej męce obyczajnej

»»I między miłośniki inszymi zwyczajnej:

»»I w ludziachem i w stadzie nigdy nie widziała,

»»By samica samicę kiedy miłowała;

»»Niewiasta o niewiastę drugą nie dba ani

»»Owca owce pożąda ani łaniej łani.

36

»»Ja sama tylko taka na morzu, na ziemi,

»»Na powietrzu, którą ty trapisz tak ciężkiemi

»»Mękami na to, aby mój błąd na czas wieczny

»»Beł w twojem panowaniu przykład ostateczny.

»»Niezbożna była żądza żony króla Nina455,

»»Która swego własnego miłowała syna,

»»Mirra456 ojca, a z Krety Pazyfae457 byka,

»»Jako nie u jednego najdzie historyka.

37

»»Biała płeć do mężczyzny żądze obracała

»»I każda pożądany skutek w niej uznała.

»»Pazyfae w drzewianą458 krowę, słyszę, wlazła

»»I na miłość swój sposób przecię wynalazła;

»»Ale mnie nie rozwiąże sam Dedalus459 węzła

»»Najwiętszem swem dowcipem, w któremem uwięzła,

»»Którem mię zawiązało samo przyrodzenie,

»»Mistrz zbyt pilny, nad wszelkie mocniejszy stworzenie«.

38

»Takiego narzekania, takich słów używa

»I płacze ustawicznie dziewka nieszczęśliwa;

»Piersi tłucze, twarz drapie, krzywdę niewinnemu

»Wielką czyni swojemu włosowi złotemu.

»Siostra, przypatrując się tak wielkiej żałości

»Nieszczęsnej dziewki, żądze i próżne chciwości

»Chce jej koniecznie wybić i wytrącić z głowy;

»Ale próżne jej słowa, próżne beły mowy.

39

»Ona, która pomocy, nie słów potrzebuje,

»Jeszcze barziej narzeka, ciężej się frasuje.

»Już się też do wieczora słońce nachylało

»Iw ocean się wielki ukryć gotowało,

»Wcześna godzina, w którą do dom się wracają

»Myśliwcy, co na lesie spać wolej nie mają,

»Kiedy królewna siostrę pilnie nalegała,

»Aby do przyległego miasta z nią jachała.

40

»Nie mogła jej odmówić i tak w onej dobie

»Na to miejsce pospołu przyjachały obie,

»Kędy mię niecnotliwi ludzie spalić chcieli,

»By beli w tem od ciebie przeszkody nie mieli.

»Fiordyspina mej siestrze wielkie pokazuje

»Swe chęci i wszytkiem ją swem czcić rozkazuje;

»Która się w białogłowskie szaty tam przebrała,

»J że beła dziewicą, wszytkiem ukazała.

41

»Widziała, że pożytku stąd nie odnosiła

»Żadnego, że po męsku ubrana chodziła,

»I nie chciała koniecznie, aby z onej miary

»Cierpieć miała przygany i jakie przywary,

»Aby ci, co nie dobrze o niej rozumieli,

»Stąd, że ją w męskich szaciech wielekroć widzieli,

»Teraz ją w białogłowskiem ujźrzawszy odzieniu,

»Już jej więcej nie mieli we złem podejźrzeniu.

42

»Na jednem lotu obie onej nocy spały,

»Ale różny sen, różny odpoczynek miaty:

»Jedna śpi, druga oczu nigdy nie zawiera

»I trapi się i płacze i schnie i umiera.

»Jeśli też onej ciężkiej, niespokojnej nocy

»Snu jej trochę krótkiego przypadnie na oczy,

»Śni się jej, te to sobie w niebie uprosiła,

»Że się w płeć Bradamanta lepszą obróciła.

43

»Jako chory, gorączką wielką upalony,

»Pragnie barzo i uśnie, w pragnieniu zemdlony;

»W onym śnie roierwanem, w onem niepokoju

»Wszytko mu się o wodzie śni i o napoju:

»Tak i onej na żądzą i na jej pragnienie

»Sen przynosi wesołe i lube widzenie.

»Ocyka się i ręką, ocknąwszy, wartuje460,

»Ale darmo; bo czego szuka, nie najduje.

44

»O jak gorąco swego Makona prosiła,

»O jako częste śluby bogom swem czyniła,

»Aby cudem widomem, jawnem to sprawrili,

»Żeby w lepszą płeć siostrę moję odmienili.

»Lecz fałszywi bogowie tego nie słuchali

»I podobno się z głupiej prośby naśmiewali;

»A wtem mroki i ona przykra noc minęła,

»I słoneczna się światłość odkrywać poczęła.

45

»Skoro dzień wszedł, obiedwie zostawują łoże.

»Fiordyspina ulżyć swych mąk w sobie nie może;

»Której o swem odjeździe siostra powiedziała,

»Bo więcej w labiryncie461 onem być nie chciała.

»Królewna jej na samem prawie rozjachaniu

»Hiszpańskiego dzianeta462 dała na żegnaniu

»Z drogiem rzędem i zwierzchni nasuwień463 przydała,

»Który sama z jedwabiów i z złota utkała.

46

»Chwilę ją Fiordyspina dobrą prowadziła,

»Potem płacząc do zamku swego się wróciła.

»Bradamanta tak śpiesznie stamtąd pojeżdżała,

»Że do Białej Góry w dzień onże przyjechała.

»Matka i my, jej bracia, skoro ją ujźrzemy,

»Niezmiernie się z przyjazdu siostry radujemy;

»Bośmy o niej nic a nic długo nie słyszeli

»I takeśmy, że miała zginąć, rozumieli.

47

»Skoro z głowy hełm zdjęła, poczniem się dziwować

»Krótkiem włosom, któremi głowę opasować

»Zwykła była nakoło przedtem, i onemu

»Strojowi jej nowemu i cudzoziemskiemu.

»Ona nam wszytkę sprawę z samego początku,

»Tak, jako się toczyła, odkrywa do szczątku:

»Jako ranę od pogan wielką w głowie miała

»I aby ją zgoiła, włosy zurzynała464;

48

»Jako, kiedy usnęła na łące u wody,

»Trafiła na nię piękna łowczyna465 z przygody,

»Jako się jej fałszywa postać podobała,

»Jako od swych daleko w gęstwę z nią wjachała;

»Więc jako, od okrutnej raniona miłości,

»Płakała na swe żądze i próżne chciwości,

»Jako z nią nocowała i to, co czyniła

»Przez wszytek czas, niżli się do domu wróciła.

49

»Znałem ja Fiordyspinę, nie z powieści czyjej,

»Alem ją w Syrakucy466 widział we Francyej467.

»I barzo mi się w on czas jej twarz i uroda

»I oczy podobały i gładka jagoda;

»Alem się nie śmiał w miłość tę wdać, bo szaleje

»Każdy, co się zaciąga w miłość bez nadzieje.

»Ale z onej powieści siestrzynej ożyły

»Dawne żądze i w sercu mi się odnowiły.

50

»Z tych nici tę osnowę, bo z inszych nie mogła,

»Miłość rozczęła i ta siła mi pomogła;

»Bo mi rady dodała i sposób mi pewny

»Ukazała, przez którym dostać miał królewny.

»Widziałem sam, że ta rzecz łatwie wyniść468 miała,

»Bo jednakość dwu twarzy, która oszukała

»Wiele inszych, tem snadniej mogła Fiordyspinę

»Oszukać przezpodobną do siebie rodzinę..

51

»Długom myślił, jeślim miał tej sprawy zaniechać,

»Na ostatek się zaraz namyślam wyjechać.

»Nikomu onej myśli swojej nie odkrywam,

»Niczyjej do tej sprawy rady nie zażywam;

»Idę w nocy tam, kędy beła świetna zbroja,

»Z której się rozebrała beła siostra moja,

»I na konia jej wsiadam i pełny nadzieje

»Jadę, ani chcę czekać, aż się rozednieje.

52

»W nocy z domu wyjeżdżam, miłość ze mną jedzie,

»I prosto mię do pięknej Fiordyspiny wiedzie.

»A takem w one czasy jachał kłósem sporem,

»Żem na miejsce przyjachał przed samem wieczorem.

»Szczęśliwym się poczytał ten, który nowiny

»O mnie naprzód do gładkiej zaniósł Fiordyspiny,

»Tusząc, że mu dać dobry upominek miała,

»Że się naprzód od niego o mnie dowiedziała.

53

»Żem ja beł Bradamantą, wszyscy rozumieli,

»Jakoś i ty rozumiał, i za tę mię mieli,

»Tem więcej, żem miał szaty i konia i zbroję,

»W której widzieli w przeszły dzień rodzoną moję.

»A wtem przyszła po małem czasie Fiordyspina,

»Skoro jej przyszła o mem przyjeździe nowina,

»Z twarzą dziwnie wesołą, zbytnie się radując

»I niewymówione mi łaski pokazując.

54

»Potem mi się u szyje uwiesza rękami

»I łączy wargi swoje z mojemi wargami.

»Co mniemasz, jeśli miłość, co mnie tam przywiodła,

»Srogiem sztychem serca mi w on czas nie przebodła?

»Potem do osobnego gmachu mię prowadzi,

»Kędy beło niewolno chodzić jej czeladzi,

»I mówi mi, abym hełm i zbroję składała

»I ostrogi odjęła i miecz odpasała.

55

»Potem jednę swą szatę przynieść rozkazała,

»Zbyt bogatą, w którą mię sama ubierała,

»I jakobym niewiasta beła, w czepek złoty,

»Zbiera mi włosy, w czepek swej własnej roboty.

»Ja też zmyślam i skąpo oczyma szafuję

»I żem dziewka, sposobem każdem ukazuję;

»Głos mię mógł tylko wydać, alem i ten zmyślił,

»Cienko mówiąc, a nikt się tego nie domyślił.

56

»Potem mię na przestroną salę prowadziła

»Kędy beła rycerzów i białych głów siła,

»Którzy się nam kłaniali zwyczajem dworowem

»Tak, jako się kłaniają księżnom i królowem.

»O jakom z wielu szydził, którzy z podziwieniem,

»Nie wiedząc, że pod onem niewieściem odzieniem

»Mężczyzna beł potężny, oczy wytrzeszczali

»I chciwe wzroki we mnie ustawnie trzymali!

57

»Skoro było chwilę w noc — a już się też była

»Dobrze przedtem wieczerza bogata skończyła

»I potem po wieczerzy stół beł poprzątniony,

»Przedniemi potrawami wszytek zastawiony —

»Nie czeka, abym prosił o to, Fiordyspina,

»Po com do niej przyjechał, ale co siestrzyna

»Twarz do mojej podobna podomno sprawiła,

»Ażebym z nią nocował, sama mię prosiła.

58

»A skoro się i panie i panny rozeszły

»I wszytkie pacholęta z pokoju odeszły,

»Kiedym się ja i ona także rozebrała

»I jużeśmy leżeli, a świeca gorzała,

»»Nie dziwuj się — jam tak rzekł napierwej królewnie —

»»Żem się prędko wróciła do ciebie, bo pewnie,

»»Jakeś sobie tuszyła, takeś rozumiała,

»»Żeś aż co wiedzieć kiedy widzieć mię nie miała.

59

»»Powiem pierwej, czemum się od ciebie śpieszyła,

»»Potem, czemum się prędko tak na zad wróciła.

»»Kiedybych była ognie twoje zgasić mogła,

»»Cna królewno, kiedyćby była co pomogła

»»Moja bytność i moje przy tobie mieszkanie,

»»Zawszebym z tobą beła na twe rozkazanie.

»»Ale widząc, żem ci dać żadnej nie umiała

»»Pomocy ani mogła, od ciebiem jechała.

60

»»Fortuna mię życzliwa z gościńca bitego

»»W drodze zaprowadziła do lasu gęstego,

»»Gdziem niedaleko wielki krzyk i wrzask słyszała

»»Jakby białej płci, która o pomoc wołała.

»»Bieżę tam i nad rzeką ujźrzę kryształową

»»Poimaną wędami ręką satyrową,

»»Nagą, nadobną dziewkę wśrzód miedzy wodami,

»»Który ją chciał zjeść i już kąsał ją zębami.

61

»»Przypadłam tam, abym jej była co pomogła,

»»I mieczem, bom inaczej pomódz jej nie mogła,

»»Onegom okrutnego rybitwa zabiła,

»»A ona z brzegu w wodę natychmiast skoczyła.

»»Potem mi się oz wała zaraz z onej wody,

»»Mówiąc: Nie będziesz — prawi — za to bez nagrody:

»»Jam jest nimfa, która się pod wodami kryje

»»I która tu w tej rzece przeźrzoczystej żyje.

62

»»Siła ja mogę, tak wiedz, i słowy i zioły

»»Przymuszam przyrodzenie, przymuszam żywioły.

»»Proś mię, o co żywnie chcesz, a ja, ile mogę,

»»Do wszytkiegoć, a ty się spuść na mię, pomogę.

»»Na mój rym469 tu na ziemię księżyc zchodzi z nieba,

»»Woda gore, a ogień marznie, jako trzeba;

»»Często na proste słowa, którem wymówiła,

»»Słońcem zastanowiła i ziemięm ruszyła.

63

»»Nie proszę jej na ono jej ofiarowanie

»»O skarby i o zamki i o panowanie,

»»Nie, abym niezwyczajnych sił jakich dostała,

»»Nie, abym w każdym boju zwyciężcą została:

»»Ale, aby albo cię jako pocieszyła,

»»Albo aby moję płeć w męską odmieniła;

»»Ani barziej o jedno, niż o drugie proszę,

»»Mając dosyć, że jedno ze dwojga odnoszę.

64

»»Ledwie com jej onę swą prośbę przełożyła,

»»Jako się wszytka znowu w wodzie ponurzyła

»»I po małej się chwili z niej zaś ukazała

»»I inszej odpowiedzi żadnej mi nie dała,

»»Jeno mię sczarowaną wodą pokropiła,

»»Co mi płeć, nie wiem, jako, zaraz odmieniła;

»»Czuję, widzę i ledwie wiarę temu dawam,

»»Ze z dziewice mężczyzną, dziwna rzecz, zostawam

65

»»I tybyś temu wiary, ja wierzę, nie dała,

»»Kiedybyś tego rzeczą samą nie doznała;

»»Toli470, jakom w pierwszej płci była twoją sługą,

»»Tak w tej być chcę, jeślić się na co z swą posługą

»»Przydać mogę, i odtąd wszytkie wole moje

»»Są gotowe na każde rozkazanie twoje.«

»Takem rzekł, ona też wtem ręką doświadczyła,

»Ze to, com ja powiadał, prawda szczera była.

66

»Jako się pospolicie człowiekowi dzieje,

»Co o tej rzeczy, której zbyt pragnie, nadzieje

»Wszytkie stracił, od żalu tak, jako śnieg, taje

»Od słońca, że jej niema, że jej niedostaje,

»Jeśli ją potem nagle z przygody najduje,

»Niepodobnie się z szczęścia onego raduje

»I ledwie sobie wierzy, od nagłej zastany

»Radości, w sobie samem wszytek pomieszany:

67

»Tak Fiordyspina, która ręką się dotknęła

»Samej prawdy i rzeczy, której tak pragnęła,

»Nie wierzy swojej ręce, nie wierzy i oku

»I zda jej się, że się jej marzy w ciemnem mroku,

»I rozumie wątpliwa, że podomno spała,

»I lepszej inszej próby w tem potrzebowała.

»»Jeśli to sen — powiada — i jeślim usnęła,

»»Życzę sobie, żebym się nigdy nie ocknęła«.

68

»W bębny nie bito, w trąby trębacze nie grali,

»Kiedyśmy bój miłości z sobą rozczynali;

»Początkiem pierwszem beły częste całowania

»Naszej wojny, naszego onego potkania.

»Inszych broni krom mieczów w szturmie używamy,

»Oszczepów, strzał i łuków i tarczy nie mamy;

»Bez drabinym wlazł na mur, chorągiew na wieży

»Wytknąłem: mój podemną nieprzyjaciel leży.

69

»Jeśli beło, noc przedtem, wielkie narzekanie

»Na onem łożu i płacz i ciężkie wzdychanie,

»Ta druga beła śmiechu pełna i radości,

»Wesela i rozkoszy, smaku i słodkości.

»Nie tak się wielą węzłów bluszcze i macice

»Do muru i do swojej przywięzują tycze471,

»Jakośmy byli w on czas gęstemi węzłami

»Spół ściśnieni: piersiami, rękami, nogami.

70

»Kilka miesięcy ta rzecz miedzy nami trwała,

»Że o niej żadna żywa dusza nie wiedziała;

»Nakoniec, nie wiem jako, beła postrzeżona

»I królowi srogiemu potem odniesiona.

»Ty, któryś mnie wybawił od tych, co już byli

»Wielki ogień, aby mię spalić, nałożyli,

»Możesz ostatek sprawy tej sam łatwie wiedzieć;

»Ale jakom żałosny, trudno wypowiedzieć«.

71

Tak w on czas Rugierowi tę sprawę odkrywał

I trudu nocnej drogi Ryciardyn ulżywał

Tą powieścią, wjeżdżając na górę wysoką,

Brzegami i doliną obeszłą472 głęboką;

A do niej ścieszka ciasna prześcia pozwalała

I przykrą drogę trudnem kluczem otwierała.

Na wierzchu beł Agrymont473, piękny zamek, który

W opiece miał Aldygier474 swojej z Białej Góry.

72

Beł to brat Malagiza i Wiwianiego,

Z nałożnice spłodzony, syn Bowa475 zacnego;

I kto go własnem synem Gerardowem476 zowie,

Myli się i nie trzeba wierzyć jego mowie.

Jakokolwiek, zawsze był hojny i wspaniały

Aldygierej i mądry i mężny i śmiały,

I wielką we dnie, w nocy straż na zamku trzymał.

Aby go wcale bratu swojemu dotrzymał.

73

Ten przyjął z wielką chęcią brata Ryciardyna

Stryjecznego, jako to rodzinę rodzina,

Bo jako rodzonego właśnie go miłował

I kwoli niemu barzo Rugiera szanował.

Ale nie wyszedł przecię tam przeciwko niemu,

Jako beł zwykł i jako czyniał więc każdemu,

Bo miał jednę nowinę, z której beł żałosny

I dla której frasunek i żal czuł nieznośny.

74

I miasto pozdrowienia rzekł do Ryciardyna:

»Niedobra mię, mój bracie, dziś doszła nowina:

»Przez pewnego posłańca jestem obwieszczony,

»Że zły i niecnotliwy Bertolag z Bajony477

»O krew się naszę z srogą Lanfuzą478 targuje

»I za wielkie pieniądze u niej ją kupuje;

»Która mu bracią naszę na śmierć i na męki

»Malgiza479 z Wiwianem ma podać do ręki.

75

»Od dnia tego, w który je od Ferata miała,

»W więzieniu je i w wieży zbyt ciemnej chowała

»Dotąd, aż z Bertolagiem zawarła umowy,

»Jakoście zrozumieli dopiero z mej mowy.

»Temu je, jako słyszę, snać na umówioną

»Ma między jego pewnem zamkiem a Bajoną

»Godzinę jutro stawić, a sam snać kupować,

»Sam się ma o krew naszę zły człowiek targować.

76

»Wyprawiłem na dobrem koniu z tą nowiną

»Do Rynalda naszego przed małą godziną;

»Aleć droga daleka: choć śpiesznie pobieży

»Mój posłaniec, boję się, że na czas nie zbieży.

»Ludzi nie mam tak wiele, żebym wyniść w pole

»Mógł bezpiecznie i chocia są ochotne wole,

»Siły niemasz, bez której trudno co rozczynać,

»A wiem, jeśli ich kupi, że ich da pościnać«.

77

Wielką żałość przyniosła ta Ryciardynowi

Nowina, ale niemniej cnemu Rugierowi;

Który widząc, że bracia obadwa milczeli

I jakoby poradzić temu nie wiedzieli,

Rzecze z wielką śmiałością: »Nie myślcie wy o tem

»I nie psujcie sobie głów darmo tem kłopotem;

»Już wy to temu memu poruczcie mieczowi;

»Ja upewniam, że bracia waszy będą zdrowi.

78

»Nie proszę was o pomoc; już ja to sam sprawię,

»Ja to sam bez żadnego ratunku odprawię,

»Tylko mi wiadomego kogo z swej czeladzi

»Dajcie, który mię na to miejsce doprowadzi.

»Usłyszycie wnet trzaski, ujźrzycie i trupy

»Tych, co się będą o te targować okupy«.

Tak mówił, a nie mówił pewnie rzeczy nowych

Jednemu z nich, co beł sił świadom Rugierowych.

79

Drugi go słucha jako tego, co rozumie

Siła o sobie, a nic albo mało umie.

Ale Ryciardyn potem na stronie go sprawił,

Jaki beł mąż, jako go od śmierci wybawił,

Upewniając, że więcej, niżli obiecuje,

Uczyni. Aldygierej barzo go szanuje

I więcej go poważa i ma w uczciwości

Z jego męstwa i z jego tak wielkiej dzielności.

80

U stołu, u którego wylewał dostatek

Pełnem rogiem obfitość, czci go na ostatek.

Wszyscy się namyślili onych dwu rodzonych

Ratować, na niezbożne targi prowadzonych;

A wtem też nastąpiły mroki ciemnej nocy.

I słudzy i panowie zawierali oczy

Wszyscy okrom Rugiera, którego troskliwa

Myśl frasuje i sen mu pożądny rozrywa.

81

Obleżenie obozu, o którem go doszła

Onegoż dnia od króla Agramanta posła

Nowina, tkwi mu w głowie i widzi, że snadnie,

Gdzie go wczas nie ratuje, nowem złem podpadnie.

Widzi, że go nie minie sromotna przygana

Stąd, że z nieprzyjacioły jeździ swego pana;

Jeśli się jeszcze okrzci, dopieroż strachowi

Przypisować to będą albo niestatkowi!

82

W każdy inszy czas temu byłoby z tej miary

Wierzono, że to czynił dla prawdziwej wiary;

Ale że w ten czas, gdy król jego oblężony

Potrzebował pomocy jego i obrony,

U wszytkich niedobrego nie ujdzie mniemania,

Że to raczej z bojaźni czyni i lękania,

Nie dla wiary tej, którą tak teraz wychwala;

To serce Rugierowi dzieli i przekala.

83

I to go niemniej trapi, że bez dozwolenia

Swej królowej odjachał i bez jej wiedzenia.

To tą myślą, to ową nachyla troskliwy

Na różne strony serce i umysł wątpliwy;

Widzi, że go chybiło, czego on beł pewny,

Że ją miał naleźć w zamku hiszpańskiej królewny,

Do którego pospołu z sobą jachać mieli

Ratować Ryciardyna, jakoście słyszeli.

84

Potem wspomniał, że jej rzekł i obiecał jachać

Do Walumbrozy, gdzie się miał z nią pewnie zjachać;

Rozumie, że tam ona na to pojachała

I nie zastawszy go tam, zbyt się dziwowała.

Radby do niej napisać list lubo wyprawił

Posłańca, aby się jej wymówił i sprawił,

Czemu do Walumbrozy, jako rzekł, nie jachał

I czemu nie żegnając, od niej precz odjachał.

85

Długo, jako sobie miał w tem postąpić, myślił,

Na ostatek list do niej napisać umyślił;

A choć nie ma nikogo do tej doby jeszcze,

Któryby go bezpiecznie zaniósł na swe miejsce,

W drodze, jeśli się trafi, zamyśla jakiemu

Oddać go posłańcowi sam w ręce wiernemu.

Wtem wstaje i zawoła, aby zapalono,

Świece, pióro, kałamarz, papier przyniesiono.

86

Rzucili się natychmiast pilni pokojowi

I przynieśli to zaraz wszytko Rugierowi.

On, jako pospolicie zwykło bywać, w pierwsze

Pozdrowienia i służby swoje kładzie wiersze,

Potem nowiny, jako od niego pomocy

Król potrzebował przeciw chrześcijańskiej mocy,

I że zginie, jeśli mu wcześnie nie przybędzie,

Albo u nieprzyjaciół pewnie w ręku będzie.

87

Przydawa, jako mu się na pomoc gotował,

Kiedy tego jego król po niem potrzebował,

Prosząc, aby i ona na to pozwoliła,

A niesławy mu z onej miary nie życzyła;

Bo, mając być jej mężem, słusznie się wystrzegał,

Aby uszedł złej sławy, aby nie podlegał

Obmówiskom480, i jako w niej zmazy nie było,

Tak i onemu się jej pilnie strzedz godziło.

88

I jeśli przez wszytek czas dobremi sprawami

I przeważnemi sławy dostawał dziełami

I dostawszy jej, tego usilnie pilnował,

Aby jej nie oszpecił, aby ją zachował,

Tem więcej teraz miał mieć więtszą pieczą o niej,

Ponieważ już i ona należała do niej,

Która mu już małżonką zostać obiecała

I z niem być we dwu ciałach jedną duszą miała.

89

A jako ją w tem ustnie i przedtem i potem

Upewnił, tak i przez list chciał jej dać znać o tem,

Że skoro ten czas minie, przez który swojemu

Obowiązany wiarą beł panu zwierzchniemu,

Okrzei się i przystanie do prawdziwej wiary,

Do której się nachyla z dawna z każdej miary;

Potem ojca Amona, Rynalda i innych

Będzie prosił w małżeństwo o nię jej powinnych.

90

»Proszę — prawi — u ciebie pilnie pozwolenia

»Wybawić mego pana pierwej z obleżenia,

»Abym uszedł przy mówek i ludzkiej obmowy,

»Bo wiem, żeby zelżywe beły o mnie mowy:

»»Rugier, póki się jego królowi szczęściło,

»»Przestawał z niem, a teraz, gdy go odstąpiło

»»Szczęście i cesarz Karzeł mocniejszy zostawa,

»»Z jego nieprzyjacioły trzyma i przestawa«.

91

»Na dwadzieścia dni tylko, a jeśli to siła,

»Więc na piętnaście proszę, żebyś pozwoliła;

»Pewienem, że przez ten czas król mój oblężony

»I z obozem swem będzie przez mię wyzwolony.

»A wtem najdę przyczynę i sposób przystojny,

»Że mu czołem uderzę481 i zjadę z tej wojny.

»O to tylko dla mego proszę uczciwego,

»Ostatek niech twój będzie żywota mojego«.

92

W takie i w tem podobne słowa napisany

Beł list, który gotował Rugier zawołany;

Acz się on dobrze dłużej w tej rzeczy rozciągał

I pióra, aż beł arkusz pełny, nie zawściągał.

Potem list napisany, jako umiał, złożył

I zapieczętował go i w zanadrze włożył,

Tusząc, że jutro w drodze potka kogo, który

Zaniesie go tajemnie jej do Białej Góry,

93

Skoro list on swój zawarł, zawarł także oczy

I nalazł odpoczynek i pokój tej nocy,

Bo sen przyszedł i ciało rózgą wyciągnioną

Skropił mu, w niepamiętnej482 Lecie483 omoczoną.

I odpoczywał dotąd, aż się zaświeciły

Piękne zorze i kwieciem na wschodzie nakryły

I białem i czerwonem pola, góry, wody

I dzień biały ze złotej wychodził gospody.

94

A kiedy drobni ptacy śpiewać poczynali

I nowe światło głosy pięknemi witali,

Aldygierej, który sam chciał być Rugierowi

Przewodnikiem w tej drodze i Ryciardynowi

I inszem, co strzedz mieli, aby poimani

Bracia Bertalogowi nie beli oddani,

Napierwej beł na nogach; co gdy usłyszeli

Oni dwaj, z miękkich także wstawali pościeli.

95

A skoro ciała jasnem okryli żelazem,

Ze dwiema stryjecznemi wyjachali razem,

Rugier prosiwszy długo darmo, aby byli

Onę sprawę na niego samego puścili;

Ale oni z tej żądze wielkiej, którą mieli,

Ratować swojej braciej, iże rozumieli,

Żeby to beło jakieś wielkie niebaczenie,

Na tę prośbę twardziejszy484 beli, niż kamienie,

96

Przyjachali na miejsce za dnia, gdzie kupować

Więźniów miano i gdzie się targ miał odprawować.

Pole beło przestrone, wielkie i odkryte,

Ze wszytkich stron promieniem Febusowem bite;

Dęby, sosny i buki żadne w niem nie były,

Tylko się szczere piaski z daleka świeciły,

Tu i owdzie odziane chróstami nizkiemi,

Miejscami nietykane pługami ostremi.

97

Tu się oni rycerze trzej zastanowili

Na ścieszce tej równiny; potem obaczyli,

Że przeciwko niem jachał śpiesznie ktoś nieznany,

We zbroję ze złotemi strefami ubrany,

Co miał na tarczy za herb namalowanego

W polu zielonem ptaka wiecznie żyjącego485

Ale uczynię koniec, by wam zaś nie było,

Że was tak długo bawię tą pieśnią, niemiło.

Koniec pieśni dwudziestej piątej.