XLII. Pieśń czterdziesta wtóra

Argument

Sławne nakoniec grabia odnosi zwycięstwo

Przez zwykłą dzielność swoję, niezrównane męstwo.

Ale Rynalda wnętrzne ognie ugarają,

Ognie, co i rodzonej jego dosiągają.

Ta dla Rugiera wzdycha, ten dla Angeliki,

Której gdy jechał szukać do ciepłej Afryki,

Gniew go w zad do Włoch wraca w niewstrzymanem biegu;

Ktoś na pierwszem wdzięcznie go przymuje noclegu.

Allegorye

W tej czterdziestej wtórej pieśni z Orlanda, który mężnie w boju stanąwszy, zwycięża, potem sam z ziemie podnosi i bratersko zawiązuje Sobrynowi, nieprzyjacielowi swemu, rany, przykład masz wielkiego i serdecznego bohatyra; przez Rynalda, co pozbeł niebezpiecznej zapomocą nieznanego rycerza miłości, który mu potem Gniewem się mianował, daje się znać, jako twardej, nieużytej białej płci miłość przywodzi nakoniec do wielkiej siebie samej wzgardy swoich miłośników.

1. Skład pierwszy

Żaden munsztuk nie będzie tak twardo zrobiony,

Żaden węzeł nie będzie tak mocno ściśniony,

Aby gniew mógł utrzymać słuszny, sprawiedliwy,

Nie bez ważnej przyczyny prędkiej pomsty chciwy,

Widząc, iż przyjaciela, co jest wykowany

W sercu twem, potykają, gdy ty patrzysz, rany,

Rany lub to despektów lub szkód i żałości,

Lubo widomej śmierci, nieszczęścia, boleści.

2

I jeśli wściekłych jadów rozum nie hamuje

W ten czas, jeśli ich raczej i sam naśladuje,

Słusznej wymówki godzien, bo w sercu zażartem

Rozsądek nie panuje tak, jako w upartem.

Skoro najduższy567 Greczyn ujźrzał kochanego

Patrokla, a on ścieszki z boku przebitego

Krwią kropi, nie dosyć ma śmierć dać Hektorowi,

Włóczy go na więtszy żal ojcu i ludowi.

3

O wspaniały Alfonsie! gdy cię jadowity

W róg czoła kamień trafił568 przez twój szyszak lity,

Jakie skry z zapalonych oczu wylatały

Rycerstwu twemu, jako nie zahamowały

Mury, baszty, przekopy gniewu ich słusznego!

Tem barziej, im pewniej już ciebie zabitego

Tuszyli, i tak gaszą w pomście z tej przyczyny

Jad swój, iż nikt złej do swych nie przyniósł nowiny.

4

Żeś upadł z najtęższego razu, to bolało

Twoich, to w sercach litość żałosnych wzniecało;

Zaczem bez żadnych względów szable ich śmierciami

Karmiły się, a krew z ran ciekła potokami;

I Bastya569 za kilka godzin w ręce twoje

Przyszła, co w mury przedtem śmiała ufać swoje,

A tak przyszła, że dotąd Kordubeńczyk570 śmiały

Nie weźmie jej, póki twe dzieła będą trwały.

5

Bóg tak chciał, Bóg dopuścił i naznaczył ciebie,

Abyś w sławnej zwycięstwo otrzymał potrzebie,

Grzech ludu pokarawszy brzydki złośliwego,

Którem się z dawna mazał aż do czasu tego,

I Westydla571 się pomścił, co strumień obfity

Krwie wylał, stem koncerzów pogańskich przebity,

Gdy chytrość jedwabnemi zdradziła go słowy,

A Bóg wykonał dekret przez nie swój surowy.

6

Nakoniec tem zamykam, iż boleśniejszego

Nic niemasz, jako, gdy kto w oczach kochanego

Cięmiężyć przyjaciela i tyrańsko temu

Stawia się, który panem sercu jest twojemu,

Cóż za dziw, że wściekłościom wolne puścił wodze

Dobry Orland, ujźrzawszy krwią ściekłego srodze

Brandmarta, we wnętrznościach co jego wyryty

Ścisłej przyjaźni związek nosi znamienity.

7

Jako numidzki572 pasterz, gdy mu dziecko małe

Wąż zabił, w pierś wraziwszy nagą żądło śmiałe,

Kij porywa z furyą, pasie pomstą oczy,

Morduje ksykający łeb i w ziemię tłoczy:

Tak Orland utrapiony, Orland nieszczęśliwy,

Widząc, że już przyjaciel jego nie jest żywy,

Leci z okrutną szablą, namniej nie odkłada

I wprzód do Agramanta w zapędzie przypada.

8

Już ten krwią hojnie spłynął, szablę mu wydarto,

Szyszak ze wszystkich boków stłuczono, otwarto,

Tarcz miał rozpadłą w poły, zbroję zdziurawioną,

Ręce, piersi, głowę, twarz srodze posieczoną.

Naciera srogi Orland, wzrok niesie surowy

I czoło groźne marszczy okazałej głowy,

Potem, gdzie z ramionami kark się duży schodzi,

Tnie i duszę niechętną z swem ciałem rozwodzi.

9

Tak w zatyłek573 haniebnie, gdzie nit blachy spina,

Ugodził, iż jako włos, szyję mu ucina.

Padł w jednę stronę tułów króla libyskiego,

W drugą zaś ustrzygniony łeb z karku twardego;

Cień po powietrzu lecąc, skargi niepojęte

Powtarza, a Charon go w łódź między przeklęte

Bierze duchy. To Orland sprawiwszy, prostuje

Bieg dalej i Gradasa wściekłego najduje.

10

Widział smutny Serykan, kiedy odleciała

Biedna głowa Afrowi od własnego ciała;

Bojaźń mu sercem trzęsie, mróz przejął wskróś żyły,

Twarz pobladła, znikają przyrodzone siły.

Trwoga wieszcza zginienie prędkie prorokuje,

Żałość go z gniewem bodzie, a strach oblatuje;

Stoi, słupowi rówien, na poły zmartwiały,

Nie postrzega, gdy ciężkie razy nań spadały.

11

Nakoniec w boku prawem szablę piorunową

Topi grabia i rzeką krew wylewa nową;

Ta pod ostatniem ziobrem oba rozerwała

Blachy, potem sztych na piądź tyłem precz podała.

Jako siły jest męskiej, snadno ukazuje

Zacny Orland, gdy tego na śmierć wyprawuje,

Co nadeń nie beł duższy574 w pogańskiem obozie

I tam, gdzie wschód zapala Febus na swem wozie.

12

Z tak sławnego zwycięstwa namniej niewesoły

Grabia, widząc na ziemi oba przyjacioły,

Z siodła chyżo wypada, bieży do swojego

Brandymarta, a serce strach przenika jego.

Widzi szkaradnem cięciem szyszak rozwalony,

Jakiego lub siekiera lub berdysz575 stalony

Nie mógłby srożej sprawić, bo jak kartę jaką

Przestrzygnęła go szabla przez blachę dwojaką.

13

Podnosi legusieńko, smutny, żałośliwy,

Szyszaka i widzi raz zły, nielutościwy,

Który miedzy obie brwi do nosa samego

Rozczepił czoło gładkie męża serdecznego.

Jednak tak wiele jeszcze zostało w niem ducha,

Iż kilka słów powiedzieć cicho mógł do ucha,

Za swe grzechy żałując, a potem swojego

Cieszy biedny Orlanda, rzewno płaczącego,

14

»Pomni — mówiąc — mój drogi Orlandzie, kochany,

»Aby Bóg za me grzechy często beł błagany;

»Pomni na najwdzięczniejszą, proszę, dziewkę moję,

»Którą spuszczam w opiekę ostatni raz twoję«.

To rzekszy, zamknął mowę rycerz odważony

I żartkiem lotem w niebo, ubłogosławiony,

Z kupą aniołów bieżał miedzy melodyą

Niebieskich pieśni, dusze gdzie szczęśliwe żyją.

15

Choć Orland miał się z czego cieszyć i radować,

Choć takiej nie powinien śmierci beł żałować,

Będąc bez chyby pewien, iż go w miejsca święte

Wziął sam Bóg za odwagi i prace podjęte,

Przecię miłość wrodzona znieść nie może tego,

Aby łzami nie zlewał ciała strętwiałego;

Wzdycha, po twarzy, piersiach wciąż gęsty płacz bieży,

Raz podle trupa siedzi, a drugi raz leży.

16

Sobryn, co go już uszła krew w hojnem potoku,

Gdy z ramion, z twarzy ciecze ustawnie i z boku,

Na wznak się rozciągnąwszy leżał, zapomniały,

A żyły oziębione w niem wszystkie zdrewniały.

Więc i markiez nie mogąc przywalonej nogi

Z pod konia dobyć siłą swą, ból cierpi srogi;

Rusza się, najbiedniejszy, i darmo pracuje,

Darmo, bo ranny huków koń żadnych nie czuje.

17

I by beł smutny Orland, Orland upłakany

Do ratunku nie przyśpiał sporuszonej576 rany,

Dopierobyż go przykre trapiły boleści!

Alić ten porwawszy się, w prędkiej skwapliwości

Szkapę przewraca na bok drugi i swojemu

Daje pomoc w nieszczęsnem razie powinnemu.

Lecz ten przecię z miejsca się nie rusza, bo srodze

Trapi go w przytłoczonej raz szkaradnej nodze.

18

Małą rozkosz z zwycięstwa odnosił krwawego

Grabia, serce mu kraje śmierć kochanka jego;

Więc i Oliwierowe niemniej go frasuje

Zdrowie płoche, jeśli go prędko nie ratuje.

Potem zaś do Sobryna biegł rozciągnionego,

Z oddechu, iż żyw będzie, poznawa sporego,

Choć w niem krwie kropli kilka ledwo jest, a żyły

Zmartwiawszy, przyrodzoną wszystkę moc straciły.

19

Kazał go podnieść, sam mu zawięzuje rany,

Ciepłe łzy nad niem leje rycerz ubłagany577;

Otrzeźwia go i cieszy lubemi słowami,

Ten przychodzi do siebie, obraca źrzeńcami578.

Wiedział Orland o cnotach starca roztropnego,

Wiedział, iż pragnął zawsze pokoju lubego.

To sprawiwszy, trupom wziął szable, konie, zbroje,

A inszy sprzęt rozdzielił miedzy sługi swoje.

20

Potem podniósł ku morzu oczy ociężałe

I ujźrzał łódź z daleka, co ma żagle małe,

Łódź lżejszą; oczywiste ta znaki dawała,

Iż w porcie onej pustej wyspy stanąć chciała.

Kto beł w niej, skąd ją pędzi wiatr, wiedzieć będziecie

Niedługo; lecz wprzód ze mną do Karła pójdziecie,

Abyśmy zrozumieli, jeśli jest wesoły,

Wyrzuciwszy z Francyej swe nieprzyjacioły.

21

Więc i to usłyszycie, co robi serdeczna

Dziewka, gdy ją nowina w uszy niebezpieczna

Uderzyła, iż Rugier z wojskiem uszedł swojem,

Przysięgę oraz złamał troję z ślubem trojem,

Przysięgę, przed królami dwiema uczynioną,

Gdy bitwę z pojedynkiem miał mieć odważoną.

Bo gdy ten słowo zmienił, tak nieszczęsna tuszy,

Że już mężczyznę szczerość żadnego nie ruszy.

22

To uważywszy, skargi wznawia niesłychane

I łzy znowu wylewa nieuhamowane;

Srogiem, okrutnem zdrajcą Rugiera lekkiego

Mianuje, klnie wyroki nieba przeciwnego.

Wzdychaniu wolne wrota do serca otwiera,

Tysiąckroć mdleje biedna, tysiąckroć umiera.

»O, wiarołomco — mówi — zły, niesprawiedliwy!

»Com winna, że tak na me cnoty jedziesz mściwy?«

23

Potem do inszych żalów prędko się udaje,

Melissie i proroctwom jej jaskinnem579 łaje.

Pomni, iż pierwsze stąd w niej urosły zapały,

Które nieporuszoną stateczność zachwiały;

Stąd w niezbrodzonem morzu gorącej miłości

Swe naprzód pogrążyła serce i wnętrzności.

Nakoniec przed Marfizą uciąża, boleje,

Ratunku prosi, zleca wątpliwe nadzieje.

24

Ta ją ścisło obłapia i co może, czyni,

Brata wymawia, nagłą jej porywczość wini;

Ręczy za prędki jego zwrot580, ręczy, iż swego

Dotrzyma ślubu, stokroć poprzysiężonego.

Bo gdyby chciał postąpić Rugier z nią inaczej,

Ona wprzód za jej krzywdę umarłaby raczej,

Lub na srogą kopią zaraz go wyzwawszy

Lub, iż niegodzien jej być bratem, napisawszy.

25

Tak wściąga nieco żalów dziewki utrapionej

Marfiza, gdy przestaje na poradzie onej.

Nie tak ją kłopot bawi, nie tak ból przejmuje,

Folgę przykrem frasunkom u siostry najduje.

Lecz to opuściem na czas, a do serdecznego

Udamy się Rynalda, który gorącego

Ognia znosić nie może; w kościach, w żyłach, wszędy

Pała, a tesknic próżnych zrzą go próżne błędy.

26

Próżnych, bo Angelika piękna, jako wiecie,

Już dawno, dawno była na katajskiem świecie,

Która mu srogiem grotem serce przebodzione,

Grotem miłości, z sobą wzięła ukradzione.

Tak w krętej sieci został Rynald nieszczęśliwy

Gładkiej twarzy i tak go bodzie niecierpliwy

Kłopot, iż miedzy swemi, co tryumf radosny

Z pogan mieli, sam, jakby więzień, jest żałosny.

27

Sto posłańcom szukać jej każe utrapiony,

Za któremi sam jechać myśli w różne strony,

Aby wżdy jakiejkolwiek dosiągł wiadomości,

Gdzie twarz najrozkoszniejsza cudownej gładkości

Podziała się; ale wprzód, biedny, skłopotany,

U Malagiza chce wziąć na serdeczne rany

Nieco lekarstw; raz wstydem jagody farbuje,

Raz blednie, prosi, woła, ból swój ukazuje.

28

Zdziwił się Malagizy, bo czasu przeszłego

Wiedział, jak miłowała Rynalda dobrego

Nadobna Angelika, i mógł ze sto razy

Na łóżku ją bezpiecznie mieć swem bez przekazy581.

Lecz nie jeno nie chciał dbać o to, ale swemu,

Gdy się za nią przyczyniał, łajał stryjecznemu.

Żaden człowiek nie mógł go nachylić prośbami,

Żaden nie wzniecił ogniów miłości groźbami.

29

Dziwi się Malagizy, mniema, iż zmyślone,

Chocia je z płaczem mieszał, jego prośby one;

Ale gdy ustawicznie, łzy lejąc, nalegał,

A najcięższem obłoków wzdychaniem dosięgał,

Boi się, aby z ciężkiej nie umarł żałości,

Ogniem nieuśmierzonych zagrzany miłości;

Ratunek jak najprędszy bratu obiecuje

I gdzie jest, prędką mu dać wiadomość ślubuje.

30

Lubo to we Francyej lub w Afryce będzie

Angelika, dowie się snadno o niej wszędzie.

To rzekszy, nadzieję mu czyni, iż szczerego

W tej mierze dozna brata i ochoty jego.

Potem bieży, kędy zwykł klątwami srogiemi

Djabłów zwoływać miedzy padoły ciemnemi,

W jaskiniach nieprzystępnych, głębokich, straszliwych,

A ci wnet stawili się w postaciach kłamliwych.

31

Obrał jednego, co mu przypadki w miłości

Nie tajne od stworzenia tych ziemskich nizkości,

I wiedzieć chce zarazem prawdziwie od niego,

Czemu beł przedtem Rynald tak serca twardego,

Iż go niebieska gładkość namniej nie ruszyła,

Co teraz nieszczęśliwe serce przeraziła.

Ten dwuch krynic przyległych moc dziwną winuje:

Jedna co miłość robi, druga, co ją psuje.

32

I dalej prowadzi rzecz, jak czasu jednego

Niewiadomie napił się wody z źrzódła tego

Rynald, która w szcząt gasi serdeczne zapały

I na płacz ślicznej dziewki skamiał582 ogłuszały.

Potem nieszczęściem w tamten zaś kraj przybłąkany,

Z drugiej pragnienie przykre zagasił fontany,

Z drugiej, co miłość wznieca, i mocą tej wody

Kocha się w Angelice i życzy z nią zgody.

33

Lecz jako szczęście jego przeciwne mieć chciało,

W ten czas, gdy z pośledniejszej pić mu się przydało

Studnie, z przeciwnej piękna Angelika piła

I wnet, co ma do niego, miłość swą straciła,

Tak straciła i tak ma serce nieużyte

Po tem trunku, iż węże woli jadowite

Widzieć; wściekła nienawiść z gniewem się zakryła

W jej piersiach, z których pierwszą miłość wyrzuciła.

34

Tak rzekł djabeł i taką o Rynaldzie sprawę

Malagizemu dawał, a potem zabawę

Dalszych postępków dziewki nadobnej powiedział,

Jako wpadł Medor w szczęście, o którem nie wiedział,

Jako z niem z Hiszpaniej na śmiałej galerze,

Swe zdrowie poruczywszy śliskiej wiatrów wierze,

Nigdy nienawrócona, morzem pobieżała

Do Kataju, kędy swych państw wolny sceptr miała.

35

To mądry usłyszawszy czarownik, swojemu

Wszystko szczerze powiedział bratu strapionemu,

Nie życząc, aby w sercu jego mieszkać miała

Dziewka, co się podłemu gburowi oddała;

Ani chce, aby ją miał gonić, bo już ona

Do swych królestw bez chyby była wprowadzona

Z Medorem, co od szczęścia znacznie jest uczczony,

Najwdzięczniejszej zostawszy nagle mężem żony.

36

Nie tak odjazd kochanej dziewki Rynaldowe

Przeraził serce, nie tak jady jej surowe,

O których słyszał, że je woda uczyniła

Sczarowana, której się niechcący napiła,

Jako to, iż pierwiastki najbielszego ciała

Poganinowi głupia wiejskiemu oddała.

Zrze się wewnątrz, śmiertelny ból wśrzód piersi bije,

Wzdycha ciężko, ciepłe łzy i gorzki płacz pije.

37

W ziemię patrzy, podobien do słupa wrytego,

Gniew mu wargami trzęsie, wściekłość struchlałego

Tyka serca, nie może pół słowa związany

Język wstydem przemówić, jad w uściech zebrany

Swe przykrości rozsiewa; potem zapalony

Zazdrościwą miłością, biegł w odludne strony

I po najżałośliwszych skargach, łzach obfitych

Myśli jechać do krajów wschodnich znamienitych.

38

Prosi o pozwolenie u cesarza swego,

A przyczynę odjazdu kładzie dalekiego,

Iż dziwnie po kochanem teskni koniu swojem,

Którego rozbójniczem dostał Gradas bojem;

Więc aby to ukazał, iż go tknął w uczciwe

Z swem złem, zdrowie odważa serce, pomsty chciwe,

I tej chluby nie wytrwa kłamcy Gradasowi,

Co udaje, iż go wziął przez miecz Rynaldowi.

39

Przymuje Karzeł prośbę i na wolą daje,

Chocia mu niepoślednia żałość serce kraje.

Ten rad, z wielką się w drogę gotuje ochotą,

Zbroję najdoskonalszą wdział na się robotą.

Wprasza mu się do lubej Dudon kompaniej,

Wprasza Gwido, ale on nie pragnie niczyjej.

Wypada z miasta, a gdzie stąpi i gdzie jedzie,

Gniew go wściekły prowadzi, miłość ślepa wiedzie.

40

Tkwi mu w pamięci, jako beł roku przeszłego

Szczęśliwy, tysiąc razy zapału wnętrznego

Płomień mogąc ugasić w najśliczniejszem ciele

Wdzięcznej dziewki, gdyby beł choć z raz natarł śmiele.

Teraz, skoro już stracił tak czas pożądany

Z gładką twarzą, dopiero najprzykrzejsze rany

Serce mu otwierają; dałby własne zdrowie

Temu, kto ją ukaże, kto mu o niej powie.

41

Niepodobna zda się rzecz, aby tak podłego

Służkę miała wziąć łoża ucześnikiem swego

Harda, wyniosła dziewka, co pięknością ciała

Wszystek świat, jako wielki, w sobie celowała583.

Taką ujęty myślą, wodze wprost kieruje

Ku wschodowi, a piersi miłość bodzie, psuje.

Mija Ren z Bazyleą budowną za czasu

I do Ardeńskiego w lot przypadł, smutny, lasu.

42

Jedzie kilka mil puszczą, liściem584 się okrywa,

A wzdychanie mu słowa, skarg pełne, przerywa.

Z oczu miasta daleko i wsi już zniknęły,

Gęstwy, ciemność przywiódszy, strach jakiś przymknęły;

A potem w ocemgnieniu niebo swą odmieni

Wesołość, słońce jasnych nie daje promieni:

Alić dziw ujźrzy straszny, co wypadł z głębokiej

Jaskinie, a postać ma niewiasty wysokiej.

43

Dziw brzydki; tysiąc oczu pod czołem rogatem

Bleszczy się585 i tysiąc usz we łbie ma kosmatem.

Nie śpi straszydło nigdy szkaradne, powieki

Dziurawe źrzenic zamknąć nie mogą na wieki.

Kupa wężów na głowie sprosnej jadowitych

Wije się, z członków inszych smród leci odkrytych.

Okrutny wąż, szpetny wąż, wąż nad insze srogi

Miasto ogona obie okręcił mu nogi.

44

Fraszka od urodzenia strach beł Rynaldowi,

Najniebezpieczniejszemu rad bywał razowi;

Ale jako cud586 ujrzał z daleka straszliwy,

A on się zda, iż chce gniew swój w niem topić mściwy,

Tak go bojaźń przeraża, tak strętwiałe żyły

Strach ujmuje, iż giną w niem do szczętu siły.

Pomni jednak na swój stan sławy śmiałość chciwa

I przecię drżącą ręką szable w skok dobywa.

45

Ale okrutna postać straszydła szpetnego

Sroży się, żądłem grozi węża świszczącego,

Nieutrzymanem, jako strzała, pędem bieży,

Łeb żmijami natkniony modrawemi jeży,

Stąd, zowąd zaskakuje i zachodzi w oczy.

Ten szablą macha ostrą, co ma sił i mocy,

I cięcia na wiatr próżny wyrzuca daremne,

Choć mu się zda, iż razy oddaje wzajemne.

46

Wprzód dziw najszkaradniejszy puszcza węża w oczy,

Potem najbystrszem587 lotem na stronę uskoczy

I dobywa z parszywych włosów drugiej źmije,

Którą na piersi ciska; ta się pod blach kryje,

Wnętrzności przechodząc wskróś. Rynald nieszczęśliwy

O wygranej zwątpiwszy, koń bodzie pierzchliwy,

Ucieka, ale darmo; bo jędza brzydliwa

W darskiem588 skoku za siodło do niego przybywa.

47

I lubo na prost bieży lub konia kieruje

W bok, zawsze go przeklęta zaraza morduje.

Nie może najść sposobów zbyć dziwu strasznego,

Choć koń częstem wierzganiem pomaga do tego.

Drży w niem serce; tak więc zwykł w jesienne list czasy,

Kiedy wicher odziera z swoich ozdób lasy.

Dokucza mu gadzina brzydka, ale więcej

Strach; schnie, wzdycha, gniewa się, umrzeć chce co pręcej.

48

W najciemniejszą gęstwinę, gdzie wyniosłe skały

Widomą śmierć w przepaściach swych ukazowały,

Gdzie ścieszki namniej nie znać, a najprzykrszej589 góry

Ledwie mężna orlica dosiądź może pióry,

Leci, jako na pewną zgubę, odważony:

Tak przemierzłe straszydła dogryzły mu ony.

I złamałby beł pewnie szyję, lecz w tem razie

Ujźrzy rycerza w jasnem nad podziw żelazie.

49

W jasnem, jako dyament, żelazie beł zbrojny

Bohatyr, pod którem koń i dzielny i strojny.

Jarzmo złamane za herb swój ma przy szyszaku,

A szabla na jedwabnem wisiała temlaku590.

Paiż591 równa się słońcu, szaty haftowane

Blask miecą, u nich kraje żółto wypuszczane;

W ręku dzida, z obu stron dziwnie wyostrzona,

A u łęku buława, ogniem zapalona.

50

Pełna buława ognia zawsze jest wiecznego,

Nigdy się sam nie trawi, nigdy wesołego

Nie utraca płomienia; stal najwyborniejsza

Ustępować jej musi i tarcz najmocniejsza.

Zbroje, hełmy, pancerze kruszy doświadczone,

Karaceny592 przenika, trzykroć wypławione593.

Takiej właśnie potrzeba było Rynaldowi,

Aby się z rąk brzydkiemu wydrzeć mógł dziwowi.

51

Ten na krzyk wrzasków jego w rozpuszczonem pędzie

Przeciw potworze594 dziwnej, rozgniewany jedzie;

Widzi, iż kilka wężów śliskich tysiącznemi

Węzłami opasało Rynalda ścisłemi;

Widzi, iż się wydziera, biedzi, odejmuje,

A przecię drogi jadom zniknąć nie najduje.

Zaczem w bok buzdyganem dziw przemierzły bije:

Ten w lewo z konia spadszy, nakoło się wije.

52

Lecz prędko pokrzepiony, dobrze rętszy wstawa

I źmij grofowi kilka do pierwszych przydawa.

Świszczą te i po gładkiej przebiegają zbroi,

A ów się zapomina, jako wryty stoi.

Bohatyr zaś nieznany raz wraz rozpaloną

Buławą tłucze głowę, wężami natknioną,

Wymierza gęste razy brzydkiemu źwierzowi,

Nie dopuszczając szkodzić więcej Rynaldowi.

53

I tem czasem, gdy spuszcza bez najmniejszej zwłoki

Na łeb parszywy swą broń, na grzbiet, piersi, boki,

Krzyczy i taką radę Rynaldowi daje,

Aby w dalsze uchodził za gęsty las kraje,

Przeciwko wielkiem górom; ten leci, a swego

Nie obraca w zad czoła do dziwu strasznego

Ani hamuje biegu, aż wysokie skały

Minął, choć niebezpieczny i zły przejazd miały.

54

Serdeczny zaś bohatyr, gdy w piekielną dziurę,

Stłukszy smrodliwe ciało, stłukszy na niem skórę,

Wpędził jędzę szkaradną, gdzie się zrze, omdlewa

I łzy z tysiąca oczu żałosnych wylewa,

Wraca się i po grofie bieży utrapionem,

Chcąc mu być przewodnikiem w błędnem lesie onem.

Dogonił go, skoro już wyjeżdżał z padołu;

Ten zaś krzyknął, gdy obok z niem jedzie pospołu:

55

»Dotąd, o najwspanialszy mężu, dzięki tobie

»Oddawać chcę, póki mię nie położą w grobie.

»Dłużnikiem zostałem ci żywota mojego,

»Tyś go dał, tyś do zdrowia wrócił mię pierwszego.

»Ale do tych dobrodziejstw przyłóż jeszcze i to,

»Tak ci Bóg niechaj płaci twą dobroć sowito:

»Powiedz twe imię, niech wiem, kto mi pomoc dawał,

»Abym przed Karłem chwalcą cnót takich zostawał«.

56

Odpowiada mu drugi: »Nazwiska mojego,

»Odpuść, wiedzieć nie będziesz do czasu pewnego,

»Choć potem oznajmię je, skoro wyjedziemy

»Z gęstwy tej i na łące zielonej staniemy

»Przy zrzódle zimnem, jasnem, co pomiernem pędem

»Szum wdzięczny czyni, mając mirty gęste rzędem

»Nad sobą; z niego pije pasterz i podróżny,

»Gdy w czas miłość zgubić chce niewdzięczną, ostrożny«.

57

Z tej jakiemsi595 trafunkiem studnie żywej wody,

Która zapały lube gasi wnętrznej zgody,

Napiła się katajska królewna i swego

Wnet sobie obrzydziła grofa kochanego.

Ta fontana toż przedtem w Rynaldzie sprawiła,

Iż długo Angelika w nienawiści była

U niego, ani się on wzruszał płaczem, słowy,

Aby na miłość przypadł pięknej białej głowy.

58

Skoro do tego miejsca oba przyjechali,

Koni upracowanych z chęcią zatrzymali.

Mówi rycerz nieznany panu z Jasnej Góry:

»Sam wiesz, jakośmy pojazd596 przepędzili spory.

»W tak niesłychane znoje dobrze uczyniemy,

»Gdy siadszy nad tą wodą, trochę spoczyniemy«.

»Pozwolę z chęcią — Rynald rzekł — bo oprócz tego,

»Iż mię Febus upalił w pół dnia gorącego,

59

»Dziwniem strachem przejęty, dziwniem zmordowany,

»Więc i ten sam nas wzywa kwieciem farbowany

»Pagórek«. — Po tych słowiech z siodeł wyskoczyli

I konie w żyzną łąkę na paszą puścili.

Wprzód Rynald do kryształu biegł przeźroczystego,

Po trudzie, prochu, znoju nie mogąc przykrego

Znieść słońca; pije i wraz mocą wody onej

Pragnienia i swej żądze zbywa rozpalonej.

60

Wielka radość rycerza drugiego przejmuje,

Bo gdy ten od wód zimnych wargi odejmuje,

Postrzegł, że go odbiegła miłość zapalczywa,

Miłość niewycierpiana, zła, głupia, szkodliwa.

Skoczy zaraz i mówi wyniosłemi słowy:

»Teraz pełnić twą wolę, Rynaldziem, gotowy:

»Wiedz, iż Gniew imię moje; przybiegłem dla tego,

»Abym ciężkie jarzmo zdjął dziś z karku twojego«.

61

To rzekszy, zniknął zaraz kształtem mgły i z koniem,

Rynald tylko wzrok swój śle zadumiały po niem.

Dziw wielki rodzi mu to, dziw niewymówiony,

Mniema, iż go piekielnych larw próżne zasłony

Chytrze bawią; trzykroć się nakoło obraca,

Trzykroć ręką wątpliwą zginionego maca;

Tuszy zaś, iż to sprawka jest Malagizego,

Bo on zawsza rozerwać chciał te pęta jego,

62

Pęta nielutościwe, co pierś skrępowały

I w niej sercu wolności nigdy nie dawały;

Albo Bóg z górnych niebios posłał mu dobrego

Anioła, co go z strachu wyrwał nieznośnego.

Ktokolwiek beł, lub to zły lubo duch szczęśliwy,

On mu za to powinien jest, iż został żywy.

Chwali nieporównane i męstwo i siły,

Co z nieuchronnej serce zguby wyzwoliły.

63

Wraca mu się pierwszy gniew do zajątrzonego

Serca: znowu królewnę Kataju żyznego

Zbrzydziwszy sobie, w takiej zaś ma nienawiści,

Iż niegodną rozumie być swojej miłości.

Na rzeczy więtsze chęć go z uczciwem podwodzi,

Co nie bez przyczyn w ludziach wspanialszych się rodzi

Bajarda znowu dostać chce, bo tak Karłowi

Obiecował, tak braciej, tak Sansonetowi.

64

Jedzie na zad z ochotą w nieodmiennem biegu

I w Bazylejej stanął pierwszego noclegu.

Gdzie usłyszał wieść nową, wieść niespodziewaną

O Orlandzie, co bitwę miał mieć zawołaną

Z Agramantem i z królem dużem597 z Serykany,

A tę grof jeden przyniósł, umyślnie posłany

Z Sycyliej, i sławę taką puścił wszędzie,

Iż prędko po rozprawie i po wojnie będzie.

65

Rad Rynald w towarzystwie chce być Orlandowi,

Ku afryckiemu żartko pojeżdżą krajowi.

Co trzy mile odmienia konie, przewodniki,

Na rącze nie żałuje złota zawodniki598.

Bieży, najserdeczniejszy rycerz, już Ren mija,

Już Alpes, już granice, gdzie jest Italia;

Wpadł w kraj włoski, Mantuą po zad zostawuje

I przez głęboki rączo Pad się przeprawuje.

66

Już noc swoje czarnawe rozwijała włosy,

Już wieczorna wypadła gwiazda na niebiosy,

Gdy Rynald rzeki wielkiej stanąwszy na brzegu,

Polotnego kęs wściągnął, spracowany, biegu

I aby wytchnął dotąd, tę myśl przed się bierze,

Póki w jasnem nie stanie świat złoty ubierze.

Aliści przed wzrok jego bohatyr nieznany

Stawił się, ludzki, kształtny, z rycerska ubrany.

67

Po spólnem pozdrowieniu odwiódszy na stronę

Rynalda, pyta, jeśli miał lubo ma żonę.

Odpowiada mu drugi, iż ścisłej miłości

Małżeńskiej dawno węzeł zżął599 jego wnętrzności.

»Radem temu — pierwszy rzekł — i przyczynę mego

»Pytania słuszną, nie wątp, dam teraźniejszego;

»Jeno proszę, chęciami nie gardź ubogiemi,

»A nawiedź szlachecki dom z progami nizkiemi.

68

»Dziwną rzecz, dziwną ujźrzysz, przyjacielu drogi,

»O której nie słyszałeś, jakoś wstał na nogi.

»Rad jej będziesz, a zwłaszcza, żeś już ułowiony

»Sidłem, w które wpadają ci, co mają żony«.

Zdumiał się Rynald na to, wszystek w się zebrany600,

A choć jest prędkiem biegiem dziwnie spracowany,

Tak go chęć widzieć on cud gorąca morduje,

Iż wnet pozwala i koń wprost za niem kieruje.

69

Ledwo na jedno z łuku strzelenie skoczyli,

Piękny, rozkoszny pałac zarazem zoczyli,

Skąd służków kilkanaście, ćwiczonych w ludzkości,

Wypadło i ponure z podwórza ciemności

Wypędzili, świec lanych601 nastawiawszy wszędy.

Potem Rynald przez długie gmachów cudnych rzędy

Idąc, wzrok cieszy składnem kształtnie budowaniem

I subtelnem nad podziw w koło rysowaniem.

70

Z ofitu i z porfiru602 ślicznie wygładzone

Łśnią się mury; przy bramach wysokie, przestrone

Wrota z mosiądzów gładkich, na których figury

Subtelniejsze trochę się wydają do góry,

Rzekłbyś, że tchną i mówią; jeśli wzrok nie błądzi,

Z najsztuczniejszej roboty tak je każdy sądzi.

Podwórze, na sto łokci kształtnie wymierzone

W kwadrat, uciechy swoje ma niewymówione.

71

Każdy gmach piękną salę, piękne ma pokoje,

W każdem rozkoszy, w każdem są uciechy swoje.

Ganki na mosiądzowych słupach wyniesione,

Na frambugach603 kamiennych, drugie uzłocone.

Nadto misterna ręka rzemieśników sztucznych

I pod ziemią pałaców narobiła bucznych604,

Których takie są stania i rozkoszne wczasy,

Iż ich prędko wypisać krótkie bronią czasy.

72

Rubych605 filarów wierzchy ze złota szczerego,

Same z marmuru zaś są najwyborniejszego,

Rozmajcie wyrzezane i sflorysowane606:

Tu perłami, tu drogiem szafirem sadzone.

Jakobyś na najwiętsze złota patrzył bryły,

Ściany jasne blask oku chciwemu czyniły.

Malowanie tak sztuczne, tak rozkoszne było,

Iż na szerokiem świecie insze przechodziło.

73

Ale nad wszystkę piękność, różnemi sposoby

Zbogaconą, nad wszystkie koszty i ozdoby

Fontana celowała, która żywem zdrojem

Trudy, prochy, pragnienia z najgorętszem znojem

Uśmierzała; od niej trzy z trzech stron wypadały

Strugi, a zagorzałe kwiecia odżywiały.

Słodki szmer rozerwanej po kamykach wody

Wszystkie uciechy, wszystkie zdał się mieć wygody.

74

Zbudowana od mistrza dziwnie uczonego

Dość subtelnie i fodzą607 rozumu bystrego

Nakształt namiotu albo ośmrożnej altany,

Której strop wielkiem kosztem beł pomalowany

Gwiazdami, jakowe noc błękitnawa miewa,

Gdy szare bez chmur ciemnych poświaty608 rozsiewa;

Wierzch na ośmiu statuach stał alabastrowych,

Które trzymają niebo ono planet nowych.

75

Amalteej609 róg w prawej ręce jest obfity,

Dziwnie wesołem kunsztem od mistrza wyryty;

Tam w naczynie z marmuru bielusienieczkiego,

Szepcąc, woda pryskała ze źrzódła onego.

Każdy słup podobieństwo pięknej białej głowy

Takie ma, iż żywemi jakby mówią słowy;

A choć różną twarz, postać, szaty różne mają,

Wdzięczną jednak gładkością sobie porównają.

76

Każda oparła nogi, nogi spracowane

Na dwu obrazach niższych, co też są rzezane.

Ci zaś otworzonemi dają znać gębami,

Że jem muzyka miła i z melodyami,

A iż na to umysłem stałem się udali,

Aby cnoty, wieczności godne, wysławiali,

Cnoty najświętobliwszych niewiast, które stały

Na ramionach ich własnych, a wierzch gwiazd trzymały.

77

Te niższe podobieństwa mężczyzn w rękach mają

Pisma imion, a źrzeńce610 nad niemi trzymają,

Jakoby je z pilnością najwiętszą czytali

I dzieła w szeroki świat wielkie podawali.

Przypatruje się to tej, to owej osobie

Dobry Rynald, w każdą twarz wlepia oczy obie;

Świec każe więcej przynieść, aby pod obłoki

Wygnał ponurą ciemność i czarnawe mroki.

78

Pierwszy napis, co oczom jego się nawija,

Daje wiedzieć, iż to jest ona Lukrecya611

Z Borgiów krwie przezacnej, co twarzy pięknością

Równa się dawnej rzymskiej, cnotą i czystością.

Dwaj mężczyzn, którzy ciężar ten tak świątobliwy

Trzymają, jako napis wyświadcza prawdziwy,

Teobald612 jeden, drugi Strozza613 się mianuje;

Ten Orfeusza nauką, ów Lina614 celuje.

79

Niemniej wdzięczniejsza, niemniej piękniejszej postaci

Druga figura, co się z pierwszą obok braci:

Córka Herkola sławna, córka zawołana,

Izabella615 imieniem i rzeczą nazwana.

Przez tę Ferrarz o jako musi być szczęśliwy,

Dla tej poddany każdy na śmierć natarczywy;

Dobra, wspaniała, ludzka, szczęście jej łaskawe

Wszystko da, zjedna niebo, zjedna bogi prawe.

80

Ci dwaj, co to afekty wielkie ukazują,

Iż chcą, pragną, ostatniem gwałtem usiłują,

Aby sława cnót wielkich jej kwitnęła wszędy

I u Indów, gdzie brzydkie djabłów są obrzędy,

Obadwa się jednako zową Jakubami,

Kalandr616, Bardelon617, równi godnością, naukami.

Na trzeciem, czwartem miejscu dwie są białe głowy

Jednej krwie, roztropności, rozsądku, wymowy.

81

Elizabeta618 pierwsza, drugą nazywają

Leonorą619, marmury jako wyświadczają.

Próżno o mantuański, chwalisz się, obfity

Kraju, Wirgiliuszem, co tak znamienity;

Nie zazdroszczę, szanuj go, waż święte zewłoki,

Mądrość drogą z rozumem wynoś pod obłoki:

Azaż mniejszy Sadolet620, Bembus621 z swej roboty,

Co pierwszej na wszystek świat rozsławiają cnoty?

82

Kastylion622 zaś drugiej, w naukach ćwiczony,

Z niem Muty Arelius623 na to zjednoczony.

Te imiona już ponno dawnoby zginęły,

Ale marmury wieczną ich pamięć w się wzięły.

Potem pojrzeli okiem bystrem zaraz na tę,

Co i prawego szczęścia nieraz znała stratę

I najazdy wytrzymać umiała lewego,

Wsparta wielkomyślnością rozumu bystrego.

83

Bentywolę złote być pismo ukazuje

Lukrecyą624, co cnotę tak barzo miłuje,

Iż Ferarczyk za jedno szczęście swe poczyta

Być jej ojcem i że ją za córkę swą wita.

Kamil625 o sprawach dzielnych, sprawach wyniesionych

Tej śpiewa z wielką chwałą królów, miast uczonych;

Nigdy pasterza swego chętniej nie słuchała

Amfryza626, choć się słodkiem pieśniom zdumiewała.

84

A drugi627, od którego ziemia, gdzie się schodzi

Izaur628 z morzem, w słone się wmieszawszy powodzi,

Nazwana będzie, swego nie tracąc imienia629,

Póki ludzkiego zstanie na świecie plemienia,

Póki Indom i Maurom świecić będzie rany

Febus, póki krąg ziemski nie weźmie odmiany,

Gwido Posthum630, któremu oraz dwie koronie,

Stąd Pallas, stąd Apollo, włożyli na skronie.

85

Ta zaś, co w pierwszem rzędzie po tych następuje,

Dyana631 jest, cnota ją i rozum sprawuje.

Nie sądź jej, gościu, choć wzrok obraca szeroki,

Z postaci, i choć umysł zda się mieć wysoki,

Ludzka jest, pokorna jest. Kalkanin632 zaleci

Cnoty jej, kędy gaśnie i gdzie słońce świeci,

Mones633 królestwo z sławy pozna ją szerokie,

Pozna Murzyn, pozna lud przez morze głębokie.

86

Więc i Kawal634 o zacnych sprawach tej dziewice

Tak zaśpiewa, iż żadne parnaskie krynice

Nie zrównają, lub je koń wybił nogopióry635,

Nie wiem, czy z Helikonu czy z Parnasu góry.

Beatrycze tuż za nią gładkie wznosi czoło;

Otej pismo, w marmurze wydrożone636 wkoło,

Tak mówi: »Beatrycze637 męża błogosławi

Żywa, a śmiercią swoją w nieszczęście go wprawi«.

87

Ba, raczej włoską ziemię, bo póki ta żyła

Tryumfy ustawiczne z zwycięstw swych czyniła;

Bez niej, jak niewolnica biedna, utrapiona,

Głowę zwiesza, niszczeje, leci638 spustoszona.

Koredz639 o tej napisze rymy tak wdzięcznemi

Z Tymotem640, co jest jasną świecą miedzy swemi,

Iż dźwiękiem słodkich luteń, usiadszy na brzegu

Ady641, oba jej nieraz zahamują biegu.

88

Między tą, a ostatnią, Borgiej podobną,

Widać twarz najwdzięczniejszą642, twarz bardzo nadobną

Serdecznej białej głowy z marmuru białego,

Kształtnych nad podziw członków, oka poważnego;

Bieluchne alabastry czarną zakrywała

Szatą, pereł, kamieni, złota nic nie miała.

Nie tak Wenus przechodzi gwiazdy swą jasnością,

Jako ta piękne panie niebieską gładkością.

89

Nie rozeznać, choćbyś dzień na twarz patrzał cały,

Jeśli powagi więcej oczy będą miały,

Oczy gwiazdom podobne, czyli wspaniałości

Majestatu pańskiego, wdzięcznej wesołości:

Najdziesz oraz to wszystko przy ostrem rozumie.

»Kto mądry, kto uczony, co jeno kto umie,

»Niech pisze — takie marmur litery ma w sobie —

»O cnotach nieśmiertelnych w anielskiej osobie«.

90

Bo choć pełna dobroci, pełna i wdzięczności

Jej postać, choć ją samo skłania do ludzkości

Przyrodzenie, zda przecię gniewać się, iż swemi

Chwalił ją ktoś wierszami niedouczonymi.

Te imiona wyrżnione w alabastrach były,

Które zakrytych przezwisk wiadomość czyniły;

Insze, czy z zapomnienia czyli też z niechęci,

Mądry rzemieśnik podał ciemnej niepamięci.

91

W śrzodku figur okrągłe miejsce uczyniono,

A pawiment643 koralem szczerem położono;

Przezeń z kryształu strużka bieży żywej wody,

Podając w gorące dni pragnącem ochłody,

Potem więtszem w podwórze wypada zapędem

W kanał, który sadzone kwiaty różnem rzędem

Odżywia, z niemi miękkie trawy zagorzałe

I wkoło usadzone szczepy niedojrzałe.

92

Tem czasem z gospodarzem ludzkiem ma rozmowy

Rynald, często dając znać, iż już jest gotowy

Z chęcią widzieć to, z czem się w drodze popisował,

Kiedy go do swych gmachów przywieść usiłował;

Patrzy po cztery razy, wzmiankę czyni o tem,

Lecz postrzega, iż z ciężkiem jakiemsi644 kłopotem

Rozpływa się w niem serce, płacz w źrzenicach stoi,

A sto w głębokich piersiach wzdychania się roi.

93

Już co jeno nie spyta przyczyny ciężkiego

Frasunku; bezpieczeństwa645 lecz zażyć takiego

Nie zda mu się, hamuje mowę, wraca słowa,

Które już gęba była wypuścić gotowa.

A wtem też, gdy wieczerzy pół się odprawiło,

Chłopię, co do posługi naznaczone było

Podczastwa, czarę z wierzchu kamieńmi sadzoną,

A wewnątrz winem dobrem niesie napełnioną.

94

Pojrzawszy na Rynalda pan zamku dobrego,

Uśmiechnął się; lecz ktoby serce widział jego,

Snadno pozna, iż jako śmiech w uściech zmyślony,

Tak w piersiach tai się ból, łzami opojony.

Potem rzekł: »Teraz już czas, mój gościu kochany,

»Zwłaszcza, żem beł od ciebie jawnie nagabany,

»Spełnić słowo, ukazać zaraz probę taką,

»Której dawnoś miał szukać z pilnością wszelaką.

95

»Miałeś szukać i ty sam i wszyscy, co macie

»Żony, a w nich się, jako w czem dobrem kochacie

»Niech tak będzie, dla Boga; lecz jeśli miłuje

»Ciebie twoja i spólnej osławy646 pilnuje,

»Jako ty wiedzieć możesz? Lekka rzecz na głowie

»Rogi są, ale zmazę kto słowy wypowie?

»Ciężka ta, ciężka, gościu, a kto ją wczas czuje,

»Szczęśliwy, bo się prędko z obmówisk wyzuje.

96

»Twoja jeśli przestrzega przysięgłej czystości,

»Słusznie, słusznie małżeńskiej godna już miłości.

»Wiedz, iż siła żon takich, co się popisują

»Z swą cnotą, a na targ ją cicho wystawują.

»Wiedz, iż siła żon takich, co są w podejźrzeniu

»Bez winy, prawe cnocie, prawe i sumnieniu.

»Ludzieśmy, mylemy się; więc trudno pewności

»Szczerej dosiądz w gęstej mgle zmyślonych miłości.

97

»Ty, jeśli chcesz dość pewnej dzisia wiadomości,

»Nie uraniali twoja wstydu i czystości,

»Jako podomno tuszysz, zwłaszcza jeśli proby

»Przez widome nie miałeś sam nigdy sposoby,

»Wnet ujźrzysz; bo ta złota na tem stole czara

»Ukaże, jaka żony twej ku tobie wiara,

»Jaka miłość i przyjaźń, jeno wina tego

»Napij się, dla przyczyny tej przyniesionego.

98

»Napij się, a wierz szczerej i prawdziwej mowie,

»Bo jeśli rogi nosisz miasto piór na głowie,

»Taką roztruchan ma moc ponno sczarowany,

»Iż na twe piersi Bakchus będzie wnet wylany,

»Kropla namniejsza z niego do ust ci nie wpadnie.

»Samą rzeczą ujźrzysz to, jeno sam chciej snadnie«.

To rzekszy, oczy trzyma w Rynaldzie utkwione,

Będzieli wino z czarą złotą wywrócone.

99

Potrętwiał, usłyszawszy Rynald dziwne rzeczy,

Ledwie się trochę przy niem zmysł bawi człowieczy.

Wyciąga jednak ręce, bierze kubek złoty,

Myśli, mali probować w oczach ludzkich cnoty

Niepodejrzanej nigdy, jako ją wziął, żony;

Uważa co za żal stąd, żal niewymówiony

Snadno wyniknąć może. — Lecz odpoczyniemy

Wprzód trochę, potem słuchać Rynalda będziemy.

Koniec pieśni czterdziestej wtórej.