XLIV. Pieśń czterdziesta czwarta

Argument

Rugierowi swą siostrę Rynald obiecuje,

Potem do Marsyliej z niem się wyprawuje.

Astolf z dymem Bizertę posławszy w obłoki

I hojne afryckiej krwie wylawszy potoki,

Jedzie z niemi do Karła; ten za dzielne cnoty

Dał na ich skronie wieniec tryumfalny złoty.

Rugier zabić Leona bieży rozgniewany,

Któremu ślubił córkę Amon zawołany.

Allegorye

W tej czterdziestej czwartej pieśni snadno uważysz, jako w sercach, szczerą miłością zapalonych, wiele ostatnia robi desperacya; Rugier przykładem, który wielką w zamysłach swoich przez spólną z Leonem miłość widząc przeszkodę, jedzie go odważony zabić. Leon, iż nieporównane męstwo upodobawszy sobie Rugierowe, lubo to hojne w wojskach jego krwie uczynił rozlanie, zakochał się w niem niewymownie. Tak cnota, która w animuszach prawdziwie szlacheckich mieszkać zwykła, i w nieprzyjaciołach naszych podobać się musi.

1. Skład pierwszy

Częściej w biednych chałupkach i w domach ubogich,

W utrapieniach żałosnych i przygodach srogich

Wiążą się szczere piersi przyjaźnią prawdziwą,

Niż w zamkach wielkich miedzy zazdrością złośliwą,

Gdzie pełno figlów, obłud, łakomstwa, chytrości,

Gdzie zgasły piękne cnoty, wierne życzliwości,

Kędy, jeślić kto serce chce otwierać swoje,

Nie wierz: zawsze zdrad pełne wyniosłe pokoje.

2

Stąd ono jest, iż miedzy królami umowy

Spólne często śmierć, często swar rodzą gotowy.

Bo jako wiele razy książęta panowie

W poprzysiężonem spólnie nie stanęli słowie!

Aza raz monarchowie ligi czynią swoje

Dziś, a jutro nieszczęsne toczą z sobą boje?

Czemuż myśl chytra z twarzą piękną się nie zgadza,

A mowę, wrzkomo szczerą, serce sztuczne zdradza?

3

Tacy, iż się w serdecznej mało co kochają

Przyjaźni, nie dziw: skarby barziej poważają

I lub o wielkich sprawach sekretne ich mowy,

Lub przy trunku weselnem zagrzewają głowy,

Po staremu jakiejsi714 pełni nieufności,

Język miód leje, wewnątrz niemasz uprzejmości.

Szczęśliwe niższe duchy, co serce jednakie

Mogą mieć bez przysady na szczęście wszelakie.

4

Świeży przykład: w ubogiej chałupce mąż boży

Mocniej, niż najduższemi715 miłością powrozy

Piersi tych pokrępował, którzy w pańskiem dworze

Schowani, trudno mieli kochać się w pokorze.

Co więtsza, do skonania trwali ostatniego

W tem węźle, którem twardo ściśnieni od niego,

I serca ich, skoro jad przykry wyrzuciły

Złej zazdrości, niż łabęć, bielsze wewnątrz były.

5

Szczerze się obłapiają, szczerze się kochają

W swoich przyjaźniach wszyscy, bo prawdziwe mają.

Pochlebstwo z farbowaną twarzą ustępuje,

Zmyślonego nic niemasz, wstyd prawdy pilnuje.

Niewinnością się szczycą, przeszłe odpuszczają

Winy i w niepamięci gniewy umarzają,

Tak, jakoby pod jedną wątrobą leżeli,

Albo jednego ojca, jednę matkę mieli.

6

Ale nad inszych wszystkich pan z Alby szanuje

Rugiera, chęć oświadcza, ludzkość pokazuje;

Wiedział o jego męstwie, świadom beł dzielności,

Doznał w ścisłych z niem szrankach serca i śmiałości.

Potem po spólnej zgodzie, gdy jem do rozmowy

Spólnej przyszło, piersi ich ogień ujął nowy;

Lecz nade wszystko stąd mu jest obowiązany,

Iż znak przyjaźni jego wziął niespodziewany

7

W ten czas, gdy Ryciardyna wybawił młodego,

Co skrępowany czekał ognia gwałtownego,

Iż z najpiękniejszą dziewką króla z Hiszpaniej

Lubej zażywał kilka dni ceremoniej;

Znowu, kiedy książęcia Bowa dwu serdecznych

Odbił synów z okrutnych ręku niebezpiecznych,

Których Sarracenowie złemu Maganzowi

Za drogie poprzedali złoto, Bertolowi.

8

Stąd snadno się domyśla, iż mu winien siła,

I słusznie w jego sercu pamięć odnowiła

Dziś znak przeszłych miłości; znowu go całuje,

Narzeka na niedbalstwa swoje, utyskuje,

Bo dawno za te dziwnie wielkie uczynności

Mógł on też swoje jemu oświadczyć miłości.

Zaczem, aby odpuścił, prosi, obiecuje

Zdrowiem słuszną nagrodę, które mu daruje

9

Tem ochotniej, im z więtszą patrzy dziś radością,

Iż nowej wiary nową zapalił miłością

Serce ku prawdziwemu Bogu. To gdy święty

Słyszy starzec, weselem słodkiem jest ujęty

I mówi, przystąpiwszy: »Rynaldzie kochany,

»Twoja chęć niechaj, proszę, nie bierze odmiany.

»Wiedz, że jest niedaremna ta spólna ochota:

»Złączy ją pokrewności węzłem wielka cnota,

10

»Aby z zacnego obu domów pokolenia

»Jedna krew zawołana, jednego plemienia

»Wyszła na świat i dzieły tak go wspaniałemi

»Ozdobiła, jak Febus zwykł koły złotemi.

»Nie baśni to, wiedz pewnie: Bóg, co prorockiemi

»Duchy władnie, to mi dał wiedzieć przed inszemi.

»Pójdą jeden po drugiem, sławni u narodów,

»A który świata koniec, ten jest waszych rodów«.

11

Potem dalej nabożny starzec postępuje,

Tysiąc pociech z złączenia tego obiecuje.

Zaczem tak Alby pana poruszył dobrego,

Iż Rugiera obiera wnet za pokrewnego,

Siostrę mu obiecawszy. Chwali Orland śmiały

Tę sprawę, cieszy się z niej Oliwier wspaniały.

»Przypadnie — mówią — na to sam Amon, a jego

»Chęci z Karłem Francya pomoże do tego«.

12

Tak w ten czas nic nie wątpiąc, wszyscy rozumieli,

Bo iż Amon obiecał córkę, nie wiedzieli,

Z pozwoleniem cesarskiem Konstantynowemu716

Synowi, co panował światu wschodowemu.

Leon własne imię miał; kształtny, urodziwy,

Przymioty go pięknemi los z nieba życzliwy

Obdarzył. Ten o męstwie dziewczem mając wieści,

Rozpalił się miłością na pierwsze powieści,

13

Nie znając jej, jak żywo; tylko to wadziło

Iż Amon kończyć nie chciał, pókiby nie było

Rynalda, z którem o tej sprawie chciał koniecznie

Mówić, bo go nad inszych miłował serdecznie.

Zaczem taką odpowiedź zaraz dał posłowi,

Że swemu zwierzywszy się tylko Rynaldowi,

Do skutku przyprowadzi rzecz zaczętą snadnie,

Nie wątpiąc, na tak miłą sprawę iż przypadnie.

14

Rynald zaś, od swojego ojca oddalony,

Nie wiedział, aby stwierdził Karzeł prośby ony.

Tak z Orlandem zniózszy się, oraz i z inszemi,

Którzy u stołu jedli wtenczas obiad z niemi,

W małżeństwo Bradamantę piękną obiecuje

Rugierowi, co go już uprzejmie miłuje.

Bo i pustelnik tuszył, iż nie będzie temu

Wyrokowi śmiał przeczyć Amon przedwiecznemu.

15

To zamknąwszy, cały dzień aż do nocy blizkiej

Zażywali uciesznych rozmów w celi nizkiej,

Jakoby żadnej drogi przed sobą nie mieli,

Choć wiatr pogodny, cichy, dzień jasny widzieli.

Nakoniec ich szyprowie, co czasu żałują,

Aby go nie tracili, kilkakroć wskazują.

Ci żądaniu ich zaraz dosyć uczynili,

Staruszka pożegnawszy, z skały pośpieszyli.

16

Któremu za wzięty krzest najbarziej dziękuje

Dobry Rugier i wdzięczność wszelką obiecuje,

Prosząc, aby co jeno jeszcze może wiedzieć

Trudnego w wierze, chciał mu na prędce powiedzieć.

Tem czasem najmężniejszy Orland szablę jego

I Hektorowę zbroję i konia dzielnego

Wraca mu z tej, którą już zawarł z niem, miłości

Dla cnoty, męstwa, wiary, wrodzonej ludzkości.

17

Potem błogosławieństwo wziąwszy, w łódź wsiadają

I żagle rozpostarte Zefirom podają.

Ta leci, gdy jasne dni służą, rozpędzona,

Woda się wkoło pieni, wiosły poruszona,

I w marsylijskiem porcie za pięknej pogody

Stanowi się, przebywszy ciche morskie brody.

Niech tu będą i czasu niech czekają tego,

Aż przyprowadzę do nich Astolfa zacnego.

18

Ten, jak prędko usłyszał, iż Orland serdeczny

Pojedynek z królami wygrał niebezpieczny,

Tuszy, że trwóg nie będzie więcej żadnych miała

Francya od Afryki, której się znać dała.

Zaczem do swoich królestw pana nubijskiego

Odesłać chce ze wszystkiem oraz wojskiem jego

Tą drogą, jaką sam szedł, kiedy wyniesionej

Bizercie rogów przytrzeć chciał w krainie onej.

19

Armatę, co nią zwalczył na morzu pogany,

Skoro odesłał po zad Dudon zawołany,

Jak się prędko Maurowie717 ruszyli, cud nowy

Obrócił zaś pręciuchno w chróścik gałęziowy;

Znowu się wielkie, małe łodzie przemieniają

W rózgi pierwsze718 i wierzchem wód morskich pływają.

Te wiatr pod same bystry porwawszy obłoki,

Tak zgubił, iż ich żadne nie mogły dość wzroki.

20

Kto pieszo, kto na koniu z afrykańskich brzegów

Ku Nubiej odjeżdża, do pierwszych noclegów.

Grof Synapowi dzięki sam niewymówione

Czyni, ofiarując mu zdrowie odważone,

Że w osobie swej własnej z całą państwa swego

Potęgą w ten kąt przybeł na żądanie jego.

Potem w pęcherzu dziwnem daje mu zamkniony

Auster przykry, gniewliwy, okrutny, szalony.

21

Daje wiatr od południa, co z taką wściekłością

Wychodzi, że najsroższy wicher nawałnością

Nigdy barziej nie miece morską, kiedy wały

Raz piekła, drugi nieba dosięgać się zdały,

Bo tak suchemi władnie szaleniec piaskami,

Iż twarz słońca zasłaniać zwykł jasną z gwiazdami,

Upomniawszy wprzód, aby gdy przyjdzie do swego

Państwa, wypuścił go zaś z woru skórzanego.

22

Skoro pod Atlantowy wierzch przyszli wysoki,

Pisze Turpin, iż konie ich bez wszelkiej zwłoki

Znowu postać twardych skał pierwszą719 wzięły na się,

A ci pieszo, jak przyszli, musieli iść zasię.

Ale już czas, aby grof nawiedził Francyą,

Opatrzywszy żywnością, ludźmi Barbaryą;

To jak prędko uczynił, hipogryfa swego

Osiodłał i we mgnieniu oka wsiadł na niego.

23

Leci do Sardyniej w niedościgłem biegu,

Potem na krzywem stanął pod Korsyką brzegu.

Stamtąd nad samem morzem rozciągnione skrzydła

Trzymając, w lewą rękę kieruje wędzidła

I do Prowincyej się bogatej udaje,

Afrykańskie za morzem precz opuszcza kraje.

Tam, dawną rajskich dziwów pamięcią ujęty,

To czyni z hipogryfem, co Jan kazał święty.

24

Kazał ewangielista, Jan błogosławiony,

Aby skoro przyjedzie w te zamorskie strony,

Siodła nań więcej nie kładł, nie bódł ostrogami,

Nie krępował dzikiego pysku munsztukami,

Lecz mu raczej wolność dał; bo też i róg jego

Już beł w pierwszem niebie dźwięk stracił głosu swego

I nie jeno ochrypiał, ale — jakie dziwy! —

Zgubił cale w królestwie luny grzmot straszliwy.

25

Do Marsyliej Astolf gdy przybył szczęśliwy,

Wita Orlanda, z którem Oliwier szedziwy

I pan z Montalby siedział, z boku zaś prawego

Wita Sobryna, wita Rugiera dobrego.

Tem świeże wspominanie Brandmartowej śmierci

Świeżą żałością smutne serce bodzie, wierci;

Nie mogą być minuty godziny weseli,

Choć przyczynę wesela słuszną z zwycięstw mieli.

26

Już też miał z Sycyliej i Karzeł nowiny,

Iż dwom ucięto królom szyje z ich przyczyny,

Trzeci dyszał w więzieniu, Brandymart zabity,

Rugier się okrzcił, cnotą, męstwem znakomity.

Rad dziwnie, sercem objąć nie może nadzieje,

Nowa wieść nową wdzięczność przez piersi mu leje;

Widzi, że już ramiona są wolniejsze jego

Od ciężaru, co ledwie nie przygniótł samego.

27

Zaczem, aby nagrodę słuszną nagotował

Tem, których serdecznością państw wątłych ratował,

Co wyborniejszej zaraz szlachcie rozkazuje

Zajechać jem, gdzie Sonna wiry swe prostuje.

Sam za murem z książęty, z królmi przedniejszemi,

Z cesarzową i z syny czekał dorosłemi;

Nadobniusieńkich dziewek kompania była

Tak wdzięczna, iż świat na kształt słońca weseliła.

28

Wprzód Karzeł dziękuje jem, gdy się przybliżyli,

Potem drudzy powinni ścisło obłapili;

Szlachta najmężniejszego grabię wysławiają

I wdzięczności rozmajtej jawny znak działają.

Krzyk pieśni o Mongranie720 i o Górze jasnej721

Powtarza lud, co w kupie obok idzie ciasnej.

Przez Orlanda, Rynalda i przez Oliwiera

Poznawa wielki Karzeł dobrego Rugiera.

29

Ci mu wiadomość dali, iż syn jest onego

Rugiera z Rysy, sobie co nie miał równego;

Jeżeli go on wydał, jeśli się wyrodził,

Nasze pułki rozsądzą, we krwi których brodził.

Tem czasem nierozdzielnej kompaniej sobie

Pomagają wspaniałe bojowniczki obie;

Marfiza brata ściska, obłapia, całuje,

Bradamanta chęć wzrokiem lubem ukazuje.

30

Kazał znowu wsieść na koń cesarz Rugierowi,

Bo beł wyskoczył przeciw z siodła cesarzowi,

I chce, aby ten obok jechał z niem koniecznie,

Którego wielce waży, miłuje serdecznie.

Wiedział już, iż krzest przyjął i w Trójcy jednego

Wyznawa z niemi wespół Boga prawdziwego;

O tem i inszych sprawach zaraz powiedzieli

Trzech bohatyrów, skoro cesarza ujźrzeli.

31

Z wielką pompą na zad się do miasta wracają,

Różne tryumfy czyniąc, z różnych sztuk strzelają.

Ulice suknem cienkiem wszystkie położono,

Wszystkie pałace drogiem obiciem upstrzono.

Deszcz wieńców wonnych z góry na zwycięzcę spada,

Nowy akademia wesoła rym składa;

Panny z ganków i z okien, kosztownie przybrane,

Ciskały pełną ręką kwiecia farbowane.

32

We wszystkich kątach nowe arki722 poczyniono;

Tu zdobyczy pogańskie droższe zawieszono,

Tam ogień, co Bizertę psował, malowany,

Owdzie szturmy i w mieście lud pomordowany.

Na teatrach fochy723 są dziwne, niezliczone,

Gdzie błaznowie swe figle robią ucieszone.

Po kamieniach i w każdem wyryto kościele:

»Taką cesarstwa mają cześć wybawiciele«.

33

Przy dźwięku krzykliwych trąb i różnej muzyki

Więźniów smutnych z podbitej wiedziono Afryki;

Pospólstwo proste między wyniosłemi śmiechy

Ledwo zwyczajne w piersiach może mieć oddechy.

Potem do pałaców zsiadł cesarz wynieślejszych

I wziął książąt z rycerstwa swego wyborniejszych,

Gdzie dni kilka wszystka z niem kompania była,

Gonitwami, tańcami, winem się cieszyła.

34

Tem czasem kiedy Amon siedział z przyjacioły

U cesarza pod onę dobrą myśl, wesoły,

Rynald przystąpiwszy się, cicho rzekł do niego,

Iż przy bytności grabie i markieza swego

Bradamantę obiecał z chęcią Rugierowi,

Co było i samemu miło Orlandowi;

Bo na krew zacną patrząc, męstwo, ludzkość, siły,

Słusznie się jego zdania z niem na to zgodziły.

35

Obruszył się wnet Amon, że bez wolej jego

Śmiał siostrę swą wydawać za nieznajomego,

Gdyż on już postanowił i w głowie uradził,

Aby w cesarskiem krześle prędko ją posadził,

Za Konstantynowego wydawszy ją syna.

Rugier bez państw szerokich gołota, chudzina,

Namniej mu się podobać nie może, bo cnota

Z szlachectwem mało waży, kiedy niemasz złota.

36

Potem skoro i matka te wieści przejęła,

Uszczypliwemi słowy syna łając, klęła;

Jawnie przeciwko temu jest, przeszkadza, broni,

Płacze, z gniewu pierś bije, wrzeszcząc, łamie dłoni

I wszystkiemi się na to usadza siłami

Do Leona724 ją z jego wyprawić posłami.

Uparł się dobry Rynald w przeciwnem sposobie,

Nie chce z płochych słów puścić niesławy po sobie.

37

Beatryce725 serdecznej dziewki zawołała,

Tusząc, iż na jej wolą przypaść będzie chciała.

Radzi, aby śmierć raczej nagłą ulubiła,

A ubogiego żoną rycerza nie była.

Bo jeśli słuchać będzie Rynaldowej rady,

Przed wszystkiemi jej zaraz zaprze się sąsiady;

Gdyż snadno przyłożywszy śmiałości i chcenia,

Ujdzie tego swej głupiej braciej niewolenia.

38

Słucha wspaniała dziewka i na słowa ony

Nie śmie matce namniejszej, biedna, dać obrony;

Ma ją w takiej powadze, w takiej uczciwości,

Iż przykrej woli zażyć, milcząc, cierpliwości.

Raz jej bojaźń i blady strach mowę hamuje,

Raz rumiany wstyd piękne jagody farbuje.

Co czynić w ścisłem razie, nie wie, utrapiona:

Miłość serce przenika sroga, niezmyślona.

39

»I przyznać i zaprzeć się — o, jako rzecz sroga!«

Tak, nic nie mówiąc, wzdycha nędznica uboga.

Ale skoro odeszła, w płaczu hojnem tonie,

Twarz tłucze, z włosów złotych swe odziera skronie.

Rada, iż nikt nie widzi, dziewka, upłakana

Teskni, trętwieje, stęka, smutna, skłopotana.

Potem na żałośliwe głosy rozwięzuje

Język i na nieszczęście swoje tak styskuje:

40

»Niestetyż, mamże ja chcieć, czego zakazuje

»Z ojcem matka, która mię nad zdrowie miłuje?

»Takli to w lekkiej, nędzna, będę miała cenie

»Najkochańszych rodziców i wolą i chcenie?

»Któryż grzech cięższy może być i cięższa wina,

»Jako, gdy tych nie słucha mdła, licha dziewczyna,

»Co ją w swej władzej mają? Aza to być może,

»Abym drogiej czystości oszukała stróże,

41

»Męża sobie obrawszy sama? Więc czy będzie

»Tej wagi zaś pobożność, iż mię w kres przywiedzie

»Srogiej śmierci, jeśli cię, Rugierze kochany,

»Opuszczę, coś mi w piersiach pierwsze zadał rany?

»Takli dla macierzyńskiej winnej uczciwości

»Oddam się, niefortunna, niewdzięcznej miłości?

»Czy tą wzgardziwszy, ciebie będę po staremu

»Miłować i kochana, dam się kochanemu?

42

»Wiem ci ja, co mam czynić, jakiej powinności

»Przeciwko rodzicielskiej zażywać miłości;

»Ale cóż potem: rzecz jest niepodobna, aby

»Mocną miłość zwyciężyć miał mój rozum słaby;

»Ta niem władnie, niestetyż, ta niem rozkazuje,

»Ta wnętrzem rozpalonem, jako chce, kieruje.

»Nie wiem sama o sobie, wszystkie me nadzieje

»W Rugierze, po niem serce teskni, wzdycha, mdleje.

43

»Choć córka Beatryki jestem i Amona,

»A przecię od miłości jestem zwyciężona,

»Którą jeślibym grzechem jawnem obraziła

»I gwałt jej najwdzięczniejszem prawom uczyniła,

»Kto mię z ręku wybawi swą przyczyną mściwych,

»Kto w karaniach ratuje srogich, zapalczywych?

»Bo czyjeż, gdy się gniewa, wymówki przymuje?

»Co żywo winy u niej garłem okupuje.

44

»O, jakom z dawnych czasów o to się starała,

»Abym chrześcijaninem Rugiera widziała!

»Nakoniec dokazawszy z kłopotem wszystkiego,

»Niestetyż, cóż mam dzisia za pożytek z tego?

»Tak słodkie plastry pszczoła robiąc pracowita,

»Głodem schnie w swych bogactwach, łacna i niesyta.

»Próżno, jeśli już męża wziąć inszego muszę,

»Wyleję raczej biedną przez srogą śmierć duszę.

45

»Wyleję, lecz któż będzie karać mię chciał, srogi,

»I rzecze, iż uchybiam przystojności drogi,

»Matki swej nie słuchając, kiedy słucham brata,

»Któremu późne nazbyt nie ujęły lata

»Z rozsądkiem roztropności, rozumu bystrego?

»Nadto też wolą widzę i Orlanda mego.

»Kto nie wie, iż tych obu barziej świat szanuje,

»Niż inszą krew, co w mojem domu się najduje?

46

»Jeśli ci są przedniejszy i na wszystkie kraje

»Słusznie wieść nieśmiertelna dzieła ich podaje,

»Jeśli ich ludzkość, męstwo, serce znamienite

»Zwycięża złej zazdrości strzały jadowite,

»Czemuż ich słuchać nie mam — wszak są bracia moi —

»Zwłaszcza gdy w ojcu miłość ojcowska się dwoi?

»Będę słuchać: Rynald mię szczerze Rugierowi

»Dał, wątpliwie obiecał ociec Greczynowi«.

47

Tak najpiękniejsza dziewka troską się dręczyła

I z obudwu obfite łzy źrzenic toczyła.

Ale i Rugier niemniej wzdycha, lamentuje,

Skoro w mieście przykrych się nowin dowiaduje;

Fortunę klnie przeciwną, co małżonkę jego

Wydziera i skarbu go zbawia jedynego.

»Jeśliś — mówi — z bogactwy królestw mi nie dała,

»Niesłusznie najwdzięczniejszą dziewkę będziesz brała!

48

»Niesłusznie, o przeklęta, bo zaż moje cnoty,

»Które dała natura z wrodzonej ochoty,

»Zaż prace ustawiczne, serce niestrwożone,

»Umysł wspaniały, męstwo, królom poświęcone,

»Nie godne lepszej dobrze od ciebie nagrody

»Za trudy, koszty, rany i podjęte szkody?

»Godne, po trzykroć godne; lecz ja nie dbam o to,

»Jeno mi dziewki nie bierz kochańszej nad złoto!

49

»Niech mię głupie pospólstwo sądzi, żem ubogi,

»Trzykroć głupie pospólstwo, co jeno skarb drogi

»Waży wielce i kruszcom świetnem się dziwuje,

»Na nie we dnie i w nocy zarabia, pracuje,

»Cnotę ganiąc, na którą często potwarz kładzie

»Język brzydki, w piekielnem omoczywszy jadzie.

»Nic to: u mnie ta będzie po staremu w cenie,

»Choć ty odymiesz gwałtem swój dar, dobre mienie«.

50

Tak rzekł Rugier strapiony; potem żalów skraca,

Do Amona, jakby z niem beł, mowę obraca:

»Jeśliś tak postanowił, jeśliś tak uradził,

»Abyś swą Leonowi córkę zaprowadził,

»Rok mi wolny daj, proszę, a ja obiecuję,

»Iż i syna z cesarstwa i ojca wyzuję;

»Potem, kiedy obudwom wezmę ich korony,

»Przyzwól, abym córki twej mąż beł ulubiony«.

51

Tu przestał dobry Rugier i zaś się frasuje,

Bo stąd ostatnią zgubę swoję upatruje.

Myśli: »Co będę czynił, jeśli Rynaldowa

»Chybi mię obietnica albo Orlandowa,

»Którą przy świątobliwem starcu uczynili,

»Przy markiezu, Sobrynie, gdyśmy wespół byli?

»Cóż uczynię? Ścierpieć mam despekt nieprzełkniony,

»Czy poniosę na pomstę żywot odważony?

52

»Niestetyż, co uczynię? Jaż niespodziewanej

»Mam krzywdy mścić726, dobywszy szable niebłaganej727?

»Czyli lekką uwagę niedbalstwem pokryję,

»A w kącie kędy siedząc, twarz łzami umyję?

»Bo choćbym zdrowia zbawił starca upornego,

»Choćbym do szczętu wszystek dom wyniszczył jego,

»Tem słabo nasycą się moje rozgniewania,

»Raczej do ostatniego przypędzą skonania.

53

»Ta chęć zawsze, to było uprzejme staranie,

»Abym u pięknej dziewki miłość i kochanie

»Zyskał, ale nie gniewy; lecz jeśli takiego

»Co zrobię lub to ojcu lubo braciej złego,

»Azażby tu niesłuszną okazyą miała,

»Aby mię nienawiściom i gniewom w moc dała?

»Cóż mam czynić, dla Boga: cierpieć czy żywota

»Dla najnieszczęśliwszego pozbędę kłopota?

54

»Pozbędę, ale pierwej szyję Leonowi

»Utnę, co przyczynę dał mojemu żalowi,

»Odmieniwszy w serdeczną boleść me pociechy

»Swemi nad wszelką moję nadzieję pośpiechy.

»Nu728, nic to: nigdy więcej krwie nie rozlewali

»Grekowie, gdy dziesięć lat Trojej dobywali,

»Nie dał śmierci Pirtous729 Centaurom tak wiele,

»Jako ich siła z synem ojcu mój gniew ściele!

55

»Prawdaż to, najwdzięczniejsza Bradamanto moja,

»Iż mi rozkoszy bierzesz i zajrzysz pokoja?

»Prawdaż to, iż Rugiera już opuszczasz swego

»Dla Greczyna — wszyscy są takowi — chytrego?

»Niech tak będzie, zgadzaj się z ojcem, z matką twoją,

»Co mi cię, złota duszo, biorą złością swoją;

»Niech ci się tak zda, lepiej iż za cesarskiego

»Iść syna, niż być żoną rycerza dzielnego.

56

»Ale podobnaż to rzecz, aby twoje cnoty,

»Męstwo, dzielność królewski zwalczyć miał sceptr złoty?

»Podobnaż rzecz, aby twój umysł wyniesiony

»Cesarskie zwyciężyły tytuły, korony,

»Tak, iż dla nich przysięgi wyszpocisz730 na nice,

»Wiarę złamiesz, w pośmiech dasz klątwy, obietnice

»I nie zostaniesz raczej ojcu upornemu

»Uporną, Rugierowi oddawszy się twemu?«

57

Te słowa mówiąc Rugier nieszczęsny sam w sobie,

W niebie łzami zalane trzymał oczy obie;

A gdy je zaś powtarzał głosem, a swojego

Świadków wzywał skał niemych żalu nieznośnego,

Trafunkiem usłyszał ktoś i smutne nowiny

Do smutniejszej, zmarszczywszy czoło, niósł dziewczyny,

Którą nie tak bolały własne utrapienia,

Jak jego żal, skoro jej przyszedł do wiedzenia.

58

Lecz ze wszystkich skarg, które od posła słyszała,

Ta jej piersi nabarziej biedne przerażała,

Iż niepotrzebnie Rugier rozumiał i sądził,

Aby Leon jej sercem barziej, niż on, rządził.

Tak z głowy chorej próżne chcąc wybić mniemania,

Uśmierzyć żal, umorzyć przykre narzekania,

Jednę do niego z swoich posyła kochanych,

Co mu tajemnic powie rzecz niezrozumianych.

59

Takie było poselstwo: »Rugierze serdeczny,

»Skoro szczerych zapałów węzeł z tobą wieczny

»Ścisnął mię, w tem bez odmian, ufaj mojej cnocie,

»Pragnęłam na inszy świat iść po tem żywocie,

»Lubo miłość łaskawa lub będzie gniewliwa,

»Lub fortuna pochlebi lub mi, zapalczywa,

»Pogrozi, chcąc być skałą, której nie poruszą

»Srogie wały z wichrami, choć się o nię kuszą.

60

»Cale całem ja serce w moc twoję oddała,

»Szczerze, wątpienia nie miej, tobie przysięgała,

»Nie Grecyej książęciu, któremu, iż wiary

»Nie dotrzymam, niech ociec nie ma za złe stary.

»Któż taki, coby wolną myśl i chęci moje

»Zniewoliwszy, podbić chciał w posłuszeństwo swoje?

»Tobie, drogi Rugierze, żadnych nie potrzeba

»Czynić szturmów: Bóg ci je, sam Bóg podał z nieba!

61

»Do nieprzebitych murów nie puszczaj piechoty:

»Z dobrowolnej ja chcę być żoną twą ochoty.

»Niemasz bogactw na świecie takich i godności,

»Któreby wydrzeć śmiały mnie twoje miłości.

»Fraszka sceptr, fraszka drogie cesarskie korony:

»Ja z tobą prowadzić chcę żywot zjednoczony.

»Te rzeczy choć pospólstwo waży, lecz ty w takie

»Nie wdawaj mię mniemania, proszę, ladajakie.

62

»Nie da tam nowej twarzy serce ryć nikomu,

»Gdzie chce, abyś sam mieszkał, jak w swem własnem domu,

»A gdzie w pośrzodku samem jesteś wykowany

»Tak znacznie, iż cię żadne nie zetrą odmiany,

»Tem pewniej, im twardsze są i nie z wosku moje

»Piersi; wie Miłość: strzały złamała w nich swoje.

»Zaczem już się też kusić podomno nie będzie!

»Śmierć mię stawiać w obłudnem lekkich dziewek rzędzie.

63

»Wiesz, iż dyament z stalą drugich nie przymuje

»Herbów, skoro pierwsze wziął i wyrżnione czuje,

»I raczej się rozpada, a nigdy inszego

»Rzezania nie pozwala tam, gdzie znak pierwszego.

»Nie jest od tych me serce różniejsze w stałości:

»Jednej przyjaźni pragnie, jednej chce miłości;

»Rychlej na sztuki miłość pokruszy go drobne,

»Niż uczyni na nowe zapały sposobne«.

64

Tak niefortunna dziewka do niego wskazała,

Aby w nieszczęsnem sercu żale hamowała,

I nie bez skutku, bo moc miały taką słowa,

Iż otrzeźwiała nieco skłopotana głowa.

Skąd kiedy beł weselszy wieczora onego,

Znowu zażywa smutku tęgiego, przykrego,

Bo te, co już w porcie być nadzieje się zdały,

Wichry zaś na głębokie morze wnet porwały

65

Tem sposobem, iż dziewka biedna się starała

Rozmajcie, jakby przy swych zamysłach została,

Nakoniec zwykłą śmiałość wziąwszy, bez wszelkiego

Względu do Karła zaraz z gniewem szła wielkiego

I mówi: »Jeślim z całą powolnością swoją

»Pragnęła zawsze służyć tobie z bracią moją,

»Jeślim uprzejmie o to zawsze się starała,

»Abym twoję królewską łaskę pozyskała,

66

»Chciej, królu i panie mój, dzisia prośbę moję

»Przyjąć jednę i zwykłą oświadcz łaskę twoję.

»Słuszna jest, jeno ty wprzód, nim wyrzekę słowo,

»Ślubuj, iż wszystko mam mieć od ciebie gotowo«.

»Cnoty twoje, serdeczna dziewko, i dzielności

»Dawno moje ujęły serce i wnętrzności —

»Mówi Karzeł — żądania weźmiesz skutek swego,

»Chociabyś której chciała części państwa mego«.

67

»Mam to już — rzekła — z pańskiej twej szczodrobliwości.

»Tego pragnę, aby ten, co węzłem miłości

»Małżeńskiej ośmieli się ze mną być ściśniony,

»Do pojedynku na plac wychodził przestrony

»I ukazał lub szablą lub grotem stalonem,

»Że mię męstwem, wygrali, kupił doświadczonem.

»Jeśli też moją bronią będzie uśmierzony,

»Niech sobie w inszych krajach słabszej szuka żony«.

68

»Godne sił twoich — rzekł zaś Karzeł — to żądanie,

»O najwspanialsza dziewko; przypadam ja na nie.

»Bądź dobrej myśli, bo twe chęci się zgadzają

Z mojem chceniem i dziwnie mi się podobają«.

Ta ich rozmowa spólna nie w pokoju była,

Zaczem uszy zarazem wielu napełniła;

Nakoniec sam ją Amon słyszy dnia onego,

Gryzie się, żalu żenie udziela przykrego.

69

Oboje równem gniewem haniebnie pałają,

Oboje na swą córkę zębami ściskają,

Widząc dobrze, iż te jej prośby i żądania

Te na srogą kopią groźne wyzywania

Dają znać, że nie myśli syna cesarskiego

Mężem mieć, ale raczej Rugiera swojego.

Więc żeby zamysłowi temu przeszkodzili,

Gwałtem ją do fortece jednej wprowadzili.

70

Tę niedawno darował Karzeł Amonowi,

Przyległą od Karkason731 Perpinianowi732;

Nad samem brzegiem morskiem wyniesiona stała,

Mocna i niedobyta wszystkiem się być zdała.

Tam ją chował w uczciwem więzieniu, niebogę,

Myśląc, dzień upatrzywszy, odesłać ją w drogę

Na wschód słońca, aby tak z chęci lub z niechęci

Wziąwszy Leona, Rugier wypadł jej z pamięci.

71

Najutrapieńsza dziewka, jako się stawiła

Zawsze mężną w potrzebach, tak tu skromną była;

Słucha wolej rodziców, na zamku zostaje,

Rozkazaniu wygadza, w moc się jem podaje.

Jednak tysiąc więzienia, tysiąc śmierci woli

Podjąć, niż Leonowi być kiedy po woli.

Miłe jej dla Rugiera męki, katowania,

Byle do ostatniego z niem była skonania.

72

A serdeczny zaś Rynald, skoro postrzegł tego,

Iż Amon ukradkiem skrył kędyś siostrę jego,

Wstydzi się, nie śmie patrzyć w oczy Rugierowi,

Wolne wodze733 przykremu wypuszcza żalowi,

Gada, łaje, na ojca swego utyskuje,

Ani się w powinności swej synowskiej czuje;

Cóż potem: ociec mało dba na słowa ony,

Sam swą córką rządzić chce, do Greka skłoniony.

73

Niemniej Rugier blednieje, boi się chudzina,

Aby go nie minęła kochana dziewczyna;

Widzi, iż na swych żądzach nigdy nie utyje,

Póki Leon na świecie jest i póki żyje.

Tak milczkiem postanowia, w sercu nieszczęśliwy,

Aby w niem prędko pomsty miecz utopił chciwy

I wydarł, jeśli szczęście pomoże dzielności,

Uciąwszy łby obiema, królewskie ich włości.

74

Zbroję, która niekiedyś była Hektorowa,

A tych późniejszych czasów zaś Mandrykardowa,

Wdział i osiodłał zaraz Frontyna dobrego.

Znak tylko herbu mieni: w pół puklerza swego

Nie chce orła mieć w polu jasnem, lazurowem,

Aby go nie wydał gdzie w zamyśle surowem;

Jednorożca734 w szarłatnej barwie na tarcz kładzie

Białego, chcąc w najgęstszej znacznem być gromadzie.

75

Wnet zaś sługę obiera z swych najwierniejszego,

Rozkazawszy mu taić zamysłu skrytego,

I aby nie powiadał przed człowiekiem żywem,

Że z Rysy jest potomkiem Rugiera prawdziwem.

Tak jedzie, Mossę i Ren minął precz głęboki,

Austryą, z której w kraj wpadł węgierski szeroki,

Potem opodal Istru735 prawem jedzie brzegiem,

Aż u Białgrodu736 stanął, spracowany biegiem,

76

Gdzie Sawa w Dunaj wpada; ten z nią zjednoczony

Hardszem nurtem zalewa brzeg nad morzem słony.

Widzi wojska cesarskie wielkie pod znakami,

Widzi pstremi okryte pola namiotami.

Sam tam leżał Konstantyn i miasta mocnego

Dobywał, przez Bulgary niedawno wziętego;

Najwyborniejszej młodzi greckiej kwiat miał z sobą,

Z niemi Leon, cesarski syn, swoją osobą.

77

I z Białogrodu i z gór, co są za murami,

Które rzeka bystremi umywa nurtami,

Bulgarowie do Sawy gwałtem wypadali,

Aby z końmi dobytek mdlejszy napawali.

Nie dopuszczał i prześcia Grek bronił serdecznie,

Chcąc most co prędzej długi rozrzucić koniecznie.

Oto gdy się wręcz siekli, srogie czyniąc rany,

Nad spodziewanie Rugier przypadł zagniewany.

78

Na Bulgara, tak Greków siła jest, jednego

Czterech z wojska rachować może737 cesarskiego.

Most na powiętszych łodziach mają przyprawiony,

Na którem lewej dopaść usiłują strony.

Tem czasem chytrą sztuką Leon się ukrada

Od swych i w drugiem miejscu most na dole składa,

Przechodzi, jako piorun, w najbystrzejszym skoku

I pod Białogrodem się widzieć daje z boku

79

Z wielką kupą wybornej jazdy i piechoty,

Których świadom dzielności, odwag, męstwa, cnoty.

Pod dwadzieścia tysięcy było w szyku onem,

Do szturmów po drabinach na mury puszczonem.

Cesarz, skoro Leona obaczył swojego

Po drugiej stronie rzeki, u brzegu lewego,

Most z mostem i łódź z łodzią łączy bez przeszkody,

Potem z wojskiem przebywa swem głębokie brody.

80

Watran738, król Bulgaryej, roztropny, serdeczny,

Wypadł z swemi, odbija raz zły, niebezpieczny

I gdzie jest nieprzyjaciel gęsty, gdzie szturmuje,

Sam się uwija, siecze, rannych posiłkuje.

W tem razie otoczył go Leon z przedniejszemi.

Konia skłół i gwałtem paść przymusił na ziemi;

Ale gdy żadną miarą imać się nie daje,

Stem szabel trup na placu przebity zostaje.

81

Bulgarowie pozbywszy hetmana swojego,

Zwątpili o wygranej, nie mogą przykrego

Znieść zapędu w tak gęstej ludzi nawałności,

Uciekają, a nowe strach czyni trudności.

Rugier, co miedzy greckiem wojskiem beł wmieszany,

Wielką w Bulgarach szkodę, srogie widząc rany,

Mało myśli, pomoc dać biednem usiłuje,

Gniewu przeciwko ojcu z synem nie hamuje.

82

Zwarł podobnego wiatrom Frontyna w żartkości,

Mija wszystkich, jako błysk, gdy wypadł z ciemności,

Miedzy lud wpada, co krwią pola napojone

Opuszczał i strachy z głów wybija jem płone.

Sam okrutną kopią złożywszy, prostuje,

Gdzie greckie więtszem gwałtem wojsko następuje,

I tak, surowej grozy pełen, serce swoje

Na krew ostrzy, najsroższe iż mu fraszka boje.

83

Ujźrzał na samem czele wojska przebranego

Rycerza, jako mu się zdał, doświadczonego;

Nasuwień739 miał szarłatny, wkoło haftowany,

A zasiadacz740 okrywał nogi, złotem tkany.

Konstantynów siestrzeniec beł to ulubiony;

Tego naprzód uderzył drzewem, rozpędzony:

Puścił przedni i zadni blach, tarcz się rozpadła,

Kopia na piądź tyłem przez piersi wypadła.

84

To sprawiwszy, szable swej straszliwej dobywa

I w co najbliższej kupie Greków się okrywa.

Lecą jedna po drugiej głowy, z karków zdjęte,

Ręce, nogi w krwi własnej topią się odcięte;

Temu czoło rozczepił, a ten w pół przebity,

Ślizkiemi świeci brzydko przez ranę jelity.

Krew po piaskach pełnemi ciecze strumieniami,

Pola się okrywają szerokie trupami.

85

Nigdyście tak szkaradnych razów nie widali,

Nigdyście o straszliwszych ranach nie słychali,

Jakowe srogi Rugier, Rugier niebłagany741

Zadawał: ucieka lud niezahamowany,

Twarz jem blednie, strach wznosi najeżone włosy,

Wrzask, krzyk, huk, płacz, stękanie leci pod niebiosy.

W mgnieniu oka pułki się wszystkie pomieszały

I bez wstydu pierzchliwy tył pokazowały.

86

Z wyniosłego pagórka Leon utroskany

Widząc nieuleczone swych żołnierzów rany,

Wzdycha, bojaźń niem trzęsie, ale myśli swoje

Topi w Rugierze, przykre co świeżo wszczął boje

I sam z przedniejszych mężów wojsko zniósł skupione,

Namioty powywracał, hojną krwią zbroczone,

Ani się może wstrzymać, nieporównanego

Aby nie miał sam w sobie męstwa chwalić jego.

87

Zna po herbie, po szacie drogo haftowanej,

Po najświetniejszej zbroi, jasno hecowanej742,

Że nie jest Bulgarczykiem, choć Bulgarom daje

Dziwną pomoc, w opiekę swą wziąwszy ich kraje.

Mniema, iż anioł z nieba bez chyby zesłany,

Aby greckich złości grzech przezeń beł skarany,

Nieludzką widząc jego moc, nieludzkie siły,

Co w mgnieniu oka ziemię krwią, mózgiem skropiły.

88

I jako młodzian grzeczny, serca wyniosłego,

Kochać się w niem poczyna z tych dzielności iego;

Już nie życzy, aby nań czyja broń spaść miała

I obrazić w urodzie kształtnej choć kęs ciała.

Raczej swych na to miejsce kilku stracić woli:

Tak go krzywda w nieznanem bohatyrze boli,

Krzywda, jak własna swoja; nie dziw: cnota budzi

Miłość gorącą prędko w sercach wielkich ludzi.

89

Tak utrapione dziecko, które z pieszczonego

Łona gwałtem wypchniono dla płaczu częstego,

Nie skarży się przed bracią starszą i siostrami,

Matkę raczej biednemi ściska ręczynami;

Ta zasię cichem tkniona w pół serca wzdychaniem,

Do piersi go przyciska z lubem całowaniem,

Gniew uśmierza i pierwszej nie chce pomnieć winy

Najsmutniejszej, co za grzech żałuje, dzieciny.

90

Lecz jeśli z dusze Leon Rugiera miłuje,

Jeśli moc jego chwali, siłom się dziwuje,

Przeciwnem on sposobem pragnie śmierci jego,

Pragnie nasycić głody serca zajadłego.

Biega tam, sam, a w ręku kręci miecz gotowy,

Którem go własnej myśli wnet pozbawić głowy.

Pyta u wszystkich, gdzie jest, gdzie się skrył, gdzie swoje

Lub namioty wojenne lubo ma pokoje.

91

Ten zaś, aby lud jego w szcząt nie beł zrażony,

Na odwrót trąbić każe, strachem nakarmiony,

I do cesarza posłów prędko wyprawuje,

Przez których o most wolny prosi i wskazuje

Dla prędszej niedobitków strwożonych przeprawy,

Którem Mars żywot jeszcze zostawił łaskawy.

Sam uchodzi ku rzece głębokiej przez pole,

A konia w oba boki ostrogami kole.

92

Siła ich poimano u mostu samego,

Siła ich powpadało do wiru wściekłego;

Topią się niebożęta na wielkiej głębinie,

Z tysiąca ledwie jeden do brzegu wypłynie.

Idą na dno, tych rzeka pożera straszliwa,

Tych szabla Rugierowa ścina zapalczywa.

Wloką więźniów do zamku gwałt białogrodzkiego

Bulgarowie, weseli z zwycięstwa nowego.

93

Skończyłaby się była bitwa dnia onego,

Bo Bulgarowie króla straciwszy własnego,

Słabszy się już być zdali, lecz mąż doświadczony,

Co swój miał jednorożcem743 puklerz naznaczony,

Fortunę jem pojednał przeciwną i swojem

Męstwem sprawił, iż będą siedzieć za pokojem.

Z wygranej nad mniemanie co żywo się cieszy

I do Rugiera, chcąc go poznać, swój krok śpieszy.

94

Ten mu się nizko kłania, ten słowy dziękuje,

Ten rękę, a ten nogę schylony całuje.

Każdy się rozumie być za najszczęśliwszego,

Kto bliższy jest, kto może dotknąć szaty jego.

Nie człowieka być sądzą, widząc niezrównaną

Odwagę, dzielność, serce, moc niewytrzymaną.

Proszą, wołają wszyscy, życzą tego sobie,

Aby złotą koroną skronie okrył obie

95

I na miejscu Watrana królem beł zmarłego,

Wziąwszy w swą opiekę kraj państwa bulgarskiego.

Ten się wymawia, małej dotąd życząc zwłoki,

Póki z tę stronę744 trzyma Greków nurt głęboki,

Póki nie wpadną za most w równiny przestrone,

Do ucieczki bezpiecznej barziej sposobione;

Bo odpoczynku nie chce swemu dać koniowi

Aż szyję, jak umyślił, utnie Leonowi.

96

Tysiąc mil dla tej samej ujechał przyczyny,

Ta jedna chęć gnała go tu, nie zamysł iny.

To rzekszy, odbiega ich i konia prostuje

Na ślad, gdzie pierzchliwy tył Leon ukazuje,

I leci, co ma siły, często bojcem swego

Zwiera, choć dziwnie żartki, Frontyna dzielnego.

Daleko już, daleko po zad zostawuje

Giermka, a przecię o to nic się nie frasuje.

97

Lecz nieleniwszy Leon śpieszy ku domowi,

Ani zmordowanemu folguje koniowi.

Przebiegszy most, który mu wolną drogę daje,

Zrzuca go, a w ojczyste sam uchodzi kraje.

Już też promienie zniżał Apollo wysokie,

Chcąc je w Oceanowe łono skryć głębokie,

Mrok padł; Rugier nie widzi domu w żadnej stronie,

Gdzieby stał, choć rozświecał miesiąc pełny błonie.

98

A iż miejsca nieświadom, umyślił noc całą

Jeździć lub wielką drogą lubo ścieszką małą.

Potem, kiedy już słońce wschodziło do góry,

W prawej ręce opodal białe postrzegł mury

Miasteczka pomniejszego i tam myśli swemu

Frontynowi kęs wytchnąć upracowanemu,

Na którem tak wiele mil ubiegł w przykre znoje,

Odprawiwszy surowe po południu boje.

99

Undziard od Konstantyna trzymał je bogaty,

Dojrzałem już obciążon i wiekiem i laty,

Z dusze go, Leon, z dusze sam cesarz miłował;

Mocniejszych zamków w swojem dozorze pilnował.

Więc i na przeszłą wojnę ludzi dał niemało

Z ochotą tak, jako się panu jego zdało.

Wjechał Rugier do miasta, dziwnie spracowany,

I chce czekać, ażby świt wszedł nazajutrz rany.

100

Chce czekać, lecz jak jego nieszczęście mieć chciało,

Z Romaniej745 żołnierza w tenże dom przygnało,

Który zaledwie z krwawej bitwy uszedł żywy,

Gdy Bulgarom pomagał Rugier zapalczywy;

Jeszcze drży, jeszcze włosy na łbie ma zjeżone,

Jeszcze serce w niem skacze, strachem nakarmione.

Zda mu się, iż za sobą widzi serdecznego

Męża, co w tarczy źwierza miał jednorogiego746.

101

Pojźrzy z boku na puklerz biało malowany

I poznawa wnet, że to rycerz niebłagany747,

Rycerz, co greckich ludzi wojska zbił zebrane,

Wpadszy, gniewliwy, pędem na niespodziewane.

I zaraz do pałacu biegł Undziardowego,

Prosząc o wolny przystęp, do pana samego;

Któremu co powiedział, w drugiej mieć będziecie

Pieśni, jeśli nie teskniąc, słuchać mię zechcecie.

Koniec pieśni czterdziestej czwartej.