XXXVII. Pieśń trzydziesta siódma

Argument

Smutny głos ciężkich żalów z narzekaniem biednem

Kompania serdeczna w rowie słyszy jednem.

Skoczą i swe prostują konie wyćwiczone

W padoły, gdzie trzy dziewki najdą obelżone

Od Marganora zdrajcę; ten z oberznionemi

Szatami, w poły nagie, porzuca w swej ziemi.

Mszczą się krzywdy widomej; Marfiza stanowi

Nowe prawo, druga śmierć daje Marganowi.

Allegorye

W tej trzydziestej siódmej pieśni znaczny jest przykład statecznej miłości, wiary, męstwa, rozumu, którego czasem natura dla jakiejsi uciechy swojej wspanialszem udziela białym głowom; w Marganorze zaś źwierciadło osobliwej pomsty, iż Bóg sprawiedliwy albo rzadko albo nigdy bez karania nie puszcza tych, którzy lub słowy wszetecznemi lub uczynkami niepobożnemi poszpeceni, poprawy przyszłej żadnej nie dają nadzieje.

Skład pierwszy

Gdyby, jak obracają swój rozum wspaniały,

Aby od przyrodzenia dar wymyślny miały,

Pracując we dnie, w nocy z wielką cierpliwością,

I o to z ostatnią się biedziły pilnością

Zacniejsze białe głowy, żeby pamięć jego

Nie zaginęła, póki świata zstanie tego,

Do tych nauk się udawszy, co śmiertelne cnoty

Nieśmiertelnemi czynią przez piękne roboty:

2

Same bez chyby, same mogłyby dać wieczną

Swem dzielnościom dojrzałość i sławę bezpieczną,

Nie żebrząc od pisarzów ratunku żadnego,

Których serce zazdrość zrze i pochlebstwa złego

Brzydkie kłamstwo zaślepia; zaczem dobre sprawy

W milczeniu topią, a złe są pism ich zabawy.

I rosłoby mem zdaniem imię ich tak wielkie,

Żeby zaćmiły mężczyzn wnet odwagi wszelkie.

3

Nie dosyć było komu pracą zmysłu swego

Oddać wiecznej pamięci męża serdecznego,

Ale jeszcze postępki, co skryte być miały

Białej płci, z ich zelżeniem przezeń światło brały,

A to dla tego, żeby nie były tak snadno

Chwalone, raczej poszły z zapomnieniem na dno.

Inaczej sprawy wielkie, dowcip ich wysoki

Kryłby mężczyńskie313 dzieła, jak słońce obłoki.

4

Ale tak wielkiej wagi i język łagodny

I pióro nie może mieć i rozum swobodny,

Choćby się najwścieklejszem jadem złość pukała,

Choćby najbarziej cnocie zazdrość ujmowała,

Aby ich najawniejsze chcąc zatłumić chwały,

Jakiejkolwiek zostawić części nie musiały,

Części, lub to niespełna, która jem należy,

A trwać będzie, póki dzień wciąż za dniem pobieży.

5

Nie pierwsza Harpalice314 i Tomirys315 była,

Co wójsk nieprzyjacielskich kilka poraziła;

Wiele przed Orytyą316, przed Kamillą317 żyło

Panien, którem garło dać za ojczyznę miło.

Kto mądry nie pochwali sydońskiej Dydony318,

Iż traci dla czystości żywot ulubiony.

Kto się nie podziwuje wielkiej Zenobiej319,

Kto Semiramidzie, zwyciężcy320 w Syryej?

6

To te przez szablę sławne; a drugich czy mało

Oko śmiertelne w Rzymie, w Grecyej widziało,

U Indów i tam, kędy Febus złote włosy

Topi, noc z czarnych mroków miecąc na niebiosy,

Co czystością; naukami, wiarą tak świeciły,

Iż najsławniejszych mężów w zad precz zostawiły?

A wżdy z tysiąca jedna ledwo się mianuje:

Kłamstwo złych historyków wszystko jem ujmuje.

7

Nic to, o zacny staniej przecię ty swojemu

Czyń dosyć zamysłowi, nie ustępuj złemu.

Rób dobrze, niech cię bojaźń namniej nie hamuje,

Że wielka cnota wielkiej płacej nie zyskuje.

Przydzie ten czas, uwierz mi, przydą takie wieki,

Iż godność pyszną głowę musi wznieść przez dzięki321,

A jeśli pióro przedtem nie służyło tobie,

Teraz musi: twa dobroć zwycięży go sobie.

8

Ato już masz Pontana322 i Marulla323 swego:

Oni pismem do wieku dadzą cię późnego,

Dwaj Strozzów324, ociec z synem, Bembus325, Kapel326 z niemi,

Co wydał z obyczajmi dworzanina swemi327,

Więc Ludwik z Alamanem328, Marsowi podobni329,

Do szable i do pióra nad podziw sposobni,

Ze krwie tej, która rządzi ziemię, co ją wspiera

Menzo330, a jezior kilka głębokich zawiera331.

9

Z tych jeden czci twoję płeć z natchnienia własnego

I godną być powieda nieba wysokiego:

Już Parnas brzmi, już w Cyncie332 sława się rozlega

Twojej wiary i samych obłoków dosięga!

Miłość serdeczna, umysł stały, niewzruszony,

Co żadnemi groźbami nie beł zniewolony,

Wspaniałej Izabelle333 dodaje mu chęci,

Aby cię prędko z głuchej wyrwał niepamięci.

10

A tak mu lube te są codzienne roboty,

Iż ze wszystkiej czyni to bez trudu ochoty.

Próżno twych nieprzyjaciół pióro zazdrościwe

Lży cię: przytępi je wnet pismo jego mściwe.

Nie ma świat bohatyra, coby zdrowia swego

Mniej ważył na obronę cnót i uczciwego;

Sam sobie materyą jest, a piękna praca

W zysk wieczny i jemu się i drugiem obracaj

11

I zaprawdę słuszna rzecz, aby tak serdeczna

Biała głowa w przyjaźni była swej stateczna

Przeciwko niemu dotąd, póki w zimnem grobie

Nie odpoczynie próżne ducha ciało sobie,

Dotrzymawając szczerze wiary niewzruszonej

I chęci, węzłem słodkich miłości ściśnionej.

Godzien on jej, godna go bez chyby i ona:

O, jak szczęśliwem losem ta para złączona!

12

Nowy tryumf na brzegu Ogliej334 stawiajcie,

Którem niezapomnioną ludzkość wystawiajcie

Zacnego stadła; ognie, żelaza i wody.

Niech mu nie szkodzą, wiecznej niech dozna pogody!

Podle tego Bentywol335, Herkules nazwany,

Chwali twe cnoty, nigdy nie upracowany;

Po niem Renat336 z Trywulcem337, Gwido338 Molza stary339,

Co od Feba, iż pisał o tobie, wziął dary.

13

Nuż i książę z Karnutu340, syn pana mojego,

Skrzydła na kształt łabęcia rozciąga białego,

Aby słodkiem śpiewaniem imię wielkie twoje

Uczynił, zabawiając nad niem głosy swoje,

I wznosi je pod niebo. Nie dosyć mu na tem,

Że pisał o Atenach i Rzymie bogatem:

Uczciwszą pracą mniema, gdy rymy swojemi

Wieczną uczyni sławę białej płci na ziemi.

14

Prócz tych i inszych wiele, co przez nauki swoje

Wywyszszają ozdoby ustawicznie twoje,

Sambyś, o zacny stanie, sambyś zdołał temu,

Nie ustępując czerstwem dowcipem żadnemu;

Chciej tylko igły na czas zapomnieć z kądzielą,

A w źródle Aganippy341 kochać się z niewielą,

Z niewielą wielkich ludzi: o, jak w skok dziwnemi

Pismy zetrzeć się będziesz mógł z najuczeńszemi!

15

Były pierwszego wieku mądre białe głowy,

Na których rozum komuż stałoby wymowy?

I niebo pierwej ponno z prędkiemi obroty

Wsteczby poszło, niż wszystkich zliczyćbym mógł cnoty.

Kilka zaś pochwalę-li: wnet na się zazdrości

Wzruszę drugich z gniewami oprócz wątpliwości.

Cóż wżdy mam czynić? Milczeć o każdej, czy sobie

Wziąć jednę, abym godność jej chwalił w tej dobie?

16

Próżno: obierę jednę, a obierę taką,

Co swem rozumem bystrość zaćmiła wszelaką

Krętnych łbów; ani drugie będą za złe miały,

Choć ją wspomnię, bo jej to zawsze przyznawały.

Ta nie jeno już, już się sama uczyniła

Nieśmiertelną swem pismem, co je w świat puściła,

Lecz i teraz sprawi to, o kiem mówić będzie,

Iż go, wyjąwszy z grobu, w żywych stawi rzędzie.

17

Jako na piękną siostrę Latoides342 śmiały

Milej patrzy, gdy w morskie ma zapadać wały,

I promieńmi zdobi ją w ten czas jaśniejszemi,

Niż Wenerę lub Maję343, co się błyszczą z niemi:

Tak wymowa wszystkie swe natchnęła wdzięczności

W język tej, którą waszej podam wiadomości,

Taką pozwoliwszy moc słowu najsłodszemu,

Iż subtelnością w mowie równa Merkuremu.

18

Wiktorya344 jej imię, a słusznie, bo tego

Czasu urodziła się, kiedy wesołego

Zwycięstwa wielkich wiele tryumfów stawiano

I za jej zdrowie bitwy przykre wygrawano;

Druga Artemizya, co dziwną swojemu

Mauzolowi oddała miłość kochanemu,

Tem więtszą, im słodsze są nad cukier jej słowa,

Któremi pogrzebionych ożywiać gotowa.

19

Jeśli Laodamia345 i Brutowa żona346

Na miecz z kochanem mężem była odważona,

Jeśli Arrya347 jeśli Argia348 z Ewadną349

Dla spólnej wiary śmiercią zginęły szkaradną,

Jak wielką, Wiktorya, zjednałaś ty sobie

Sławę, co nie jeno ledz chcesz z małżonkiem w grobie,

Ale rymy go bierzesz w jednej roku ćwierci

Na złość upartem Parkom jadowitej śmierci.

20

Jeśli Meońska księga350 zazdrość poruszyła

W Macedonie351, iż dzieła przeważne chwaliła

Achillesa dużego, o jak Frańciszkowe

Bodłyby go, gdyby żył teraz, męstwa nowel

Tem barziej, im subtelniej pismy najmędrszemi

Żona jego z laty je złączyła wiecznemi;

Zaczem tak głośne już jest imię jego wszędzie,

Iż potrzebować trąby on inszej nie będzie.

21

Ale gdybym, jak trzeba, godne białe głowy

Tu w tej księdze chciał zamknąć choć krótkiemi słowy,

Pełne wielkich byłyby imion moje karty,

A zamysł skutku przecię nie wziąłby uparty.

Więc i Marfiza głucho musiałaby zostać

Bo oraz dwiema wielkiem trudno rzeczom sprostać,

Marfiza, której dzieła, u świata wsławione,

Do przyszłego nie będą wieku zapomnione.

22

Wracam się tedy do niej według obietnice,

Abym wam, co słuchacie, ulżyć mógł tęsknicę,

O męstwie powiadając serdecznem, którego

Ucześniczką jest córa Amona wielkiego.

To wszystko, o zacna płci, chcę dla ciebie czynić,

Aza352 przyczyn nie najdziesz łajać mię i winić;

Odkryję nieba godne obu dziewek sprawy,

Którem Bellona siostrą, bratem zaś Mars krwawy.

23

Już Rugier, jakom przedtem pisał, na rączego

Wsiadał konia, chcąc jeszcze zraz nawiedzić swego

Agramanta, i siostrę z Bradamantą wdzięczną

Żegnał, miłość jej szczerze poprzysiągszy wieczną,

Kiedy płacz żałośliwy z lamenty przykremi

Odezwał się padoły miedzy co bliższemi.

Zastanowi się zaraz i dwiem pannom radzi,

Aby szły na ratunek tam, gdzie głos prowadzi.

24

Porwą się, a im bliżej w one przyjeżdżają

Doliny, tem rzetelniej krzyk zrozumiewają.

Przypadszy, wnet trzy nagie zoczą białe głowy,

Co tam najsmutniejszemi wrzask wznawiają słowy;

Tem pod same piersi ktoś zły, nieludzki, srogi,

Urżnął szaty i nago opodal u drogi

Zostawił; ony biedne na ziemi siedziały,

A siebie, jakokolwiek mogąc, zakrywały.

25

Jako kiedyś Wulkanów syn353, z prochu samego

Urodzony, nogi miał smoka najbrzydszego,

Które bezpieczna chciwie Aglauros354 ujrzała,

Choć jej Pallas patrzyć nań srodze zakazała,

A on krzywe pazury i stopy plugawe.

Udami jak najmocniej, co były białawe,

Przyciskał: tak trzy panny swe dziewcze skrytości

Zasłaniały, od wielkiej w pół żywe żałości.

26

Sprośne widziadło, wszelkiej próżne uczciwości,

Obiedwie bohatyrki do słusznej litości

Przywiódszy, gniew w nich budzi, twarz pała wstydami;

Tak w pesteńskich ogrodach355 róże z fiołkami

Czerwienieją, tak Febus dzień światłem pleciony

Rumieni, na wschodowe gdy wóz pędzi strony.

Poznawa Bradamanta postać Ulaniej356,

Co obrana do Karła posłem z Islandyej.

27

Poznawa i dwie panny, które przy niej były,

Gdy w zamku Trystanowem pospołu patrzyły

Na obrazy Francuzów bitnych i żałuje,

Że ją w takiem nieszczęściu widzi i najduje.

»Kto — mówi — o kochana dziewko, tak złośliwy,

»Kto tak ludzkości próżen i nielitościwy,

»W kiem jad, wkiem zapalczywość, prze Bóg, tak straszliwa,

»Iż śmiał odkryć, co sama sromota zakrywa?«

28

Bradamancie się swojej gdy przypatrowała

Ulania, płaczem wzrok hojnem zalewała;

Widzi, że ta jest własna, co trzech królów srodze

Drzewem z koni zrzuciwszy, odbiegła na drodze.

Powieda jej, iż w zamku, co wierzch widać jego,

Najwścieklejszy lud mieszka serca niedźwiedzego357;

Ten z szat ją zdarł, despekty nakarmił różnemi,

Nakoniec tarcz złotą wziął z klejnoty inszemi.

29

Ale najmniejszej sprawy dać nie umie o tem,

Gdzie ją podzieli i co zstało się z nią potem;

Ani o trzech rycerzach, którzy w kompaniej

Umyślnie przez wiele ziem biegli do Francyej,

Nie wie, jeśli zabici, czy siedzą w więzieniu.

Ona szukać ratunku chce w swem obelżeniu

U Karła, nic nie wątpiąc, iż powaga jego

Zgani dzikie postępki ludu tyrańskiego.

30

Najserdeczniejsze dziewki, których pobożnością

Piersi zawsze pałały, niemniej jak dzielnością,

Gryzą się, widząc srogą rzecz i niesłychaną;

Twarzy nadobne farbą spłoniały rumianą,

Serce ich nie może się zmieścić samo w sobie,

Skacze. Zaraz chcą pomstę czynić w onej dobie

I nie czekając prośby panny utrapionej,

Biorą drogę, kwapiąc się, ku fortecy onej.

31

Lecz wprzód zelżonem gościom, których żałowały,

Zdjąwszy zwierzchnie odzienie z siebie, darowały,

Żalem ujęte, słuszną wzbudzone ludzkością,

Nie chcąc, aby błyskały więcej swą nagością.

Bradamanta, postrzegszy barzo zmordowaną

Ulanią, łaskę jej czyni niezrównaną:

Na konia za się bierze; Marfiza zaś drugą,

Trzeciej Rugier takowąż wygadza posługą.

32

Jadą śpieszno, gościniec przednia ukazuje

Do zamku, a gdzie bliżej, tam konia kieruje.

Kompanią Marfiza cieszy nieszczęśliwą,

Upewniając, iż pomstą swe oczy straszliwą

W okamgnieniu napasie, a co w koniu siły

Lecą; przecię już krzywy wąwóz opuściły.

Więc choć słońce w ocean swe promienie skryło,

Te swą drogę konają, pracować jem miło.

33

Aż pobliżu358 wioseczkę małą obaczyły,

Na górze, z której skały ostre wychodziły.

Tam mrokiem przymuszone, na noc się udają

I z wieczerzą gospódkę nienagorszą mają.

Dziw jednak wszystko troje wielki opanował,

Gdy w różne strony wzrok swój każdy z nich prostował,

Iż mężczyzny w tem domu nie widzą żadnego,

Niewiasty same panem i dozorcą jego.

34

Nie beł zdumiały barziej Jazon doświadczony,

Kiedy z Argonautami w cudze jadąc strony,

W Lemnie359 ujrzał białą płeć waleczną przed laty,

Która pobiwszy męże, syny, ojce, braty,

Łukiem i szablą groźna, wyspie panowała,

A mężczyzny360 namniejszej z sobą mieć nie chciała,

Jako Rugier na ten czas i dwie dziewki one,

Wspaniałem na swych twarzach gniewem zasępióne.

35

Wprzód po tych białych głowach, co wespół mieszkały,

Mieć chcą, aby trzech sukien dla nagich dostały,

Choćby podłe i nie tak wyśmienite były,

Jakich jem trzeba właśnie i one życzyły.

A Rugier zaś najstarszej zawoławszy sobie,

»Niech to — mówi — nie wzrusza żadnych gniewów w tobie,

»Iż śmiem pytać, czemu tu rycerza żadnego

»Niemasz«. Ta odpowiada wnet na słowa jego:

36

»Dziw, widzę, w tobie jakiś, o gościu, się rodzi,

»Że żaden po tem domu mężczyzna nie chodzi.

»Co mniemasz, jeśli nam serc ból wskróś nie przejmuje,

»Gdy wspomniem, jak tu dawno każda pokutuje

»Bez kochanych przyjaciół, wygnanka uboga,

»Skoro ją potępiła zapalczywość sroga

»Nieludzkiego tyrana, co męże i syny

»Wydziera biednem żonom prócz najmniejszej winy.

37

»Z naszej ziemie, która stąd leży o dwie mili,

»Gdzie i my i powinni naszy się rodzili,

»Wypędził nas okrutnik w puste pogranice361

»Dla przykrych żalów, cięższej nad żale tęsknice,

»Zagroziwszy pod śmiercią najstraszliwszą srogo,

»Abyśmy w ten dom z mężczyzn nie brały nikogo.

»Nie mniemaj, by to plotki: wściekłe jego jady

»Mizerne przelanej krwie dały nam przykłady.

38

»Wszystkich niefortun życzy naszemu stanowi362,

»Nie stawia się tak srogo nieprzyjacielowi.

»Strzeż Boże, abyśmy co gadać z swemi miały,

»Chociaby ich w te kąty nasze łzy przygnały.

»Patrz, gościu: już dwie lecie drzewa okazałe

»W pięknych sadach wydały owoce dojrzałe

»Odtąd, jako przykry pan swoje sierdzistości363

»Rozciąga nad ubogiem ludem różnych włości,

39

»A jeszcze się nikt nie mści, podomno dla tego,

»Iż w okolicy nadeń niemasz mocniejszego.

»Więc niewymowną weń złość przyrodzenie wlało

»I z olbrzymami ciało duże364 porównało:

»Fraszka sto teraźniejszych ludzi przeciw niemu.

»Wzrok ciska ognie, równy w piekle djabelskiemu,

»Co cięższa, nie jeno swem krzywdy działa takie,

»Lecz rożnem lży sposobem i goście wszelakie.

40

»Jeśli swój żywot, jeśli sławę tych miłujesz,

»Które w swej kompaniej mając, tak szanujesz,

»Nie jedź, prze Bóg cię proszę, nie jedź do krwawego

»Zamku, trzymaj się, radzę, gościńca inszego.

»Z więtszą i to ochroną zdrowia twego będzie,

»Gdy i stąd precz pobieżysz, póki nie przybędzie

»Szpieg jaki, co wydaje cicho biednych gości,

»Aby zwykłej nad niemi pan zażywał złości.

41

»Marganorem365 go zową; o, jak tyran srogi!

»Wszystkich nabawia sąsiad niewymownej trwogi.

»Nigdy Nero, lub jeśli kto sroższy beł jeszcze,

»Co go pióro dawniejszych wieków tknęło wieszcze,

»Nie beł tak jadowity, nieuhamowany

»Na krew ludzką, na srogie i śmiertelne rany.

»Lecz barziej białogłowskiej pragnie; tak wilk głodny

»Stado pode mgłę dusi mdłe w dzień niepogodny«.

42

Czemuby okrucieństwa zażywał takiego,

Rugier i kompania wiedzieć pragnie jego;

Proszą swej gospodyniej, aby powiedała

Sarnę rzecz, jako w sobie z początku się miała.

»Był pan tych wszystkich — ona wnet zaczyna — włości

»Zawsze nieokrócony, hardy, bez ludzkości;

»Jeno tak chytrze umiał gniew z jadem pokrywać,

»Iż się zdał, jakby przez gwałt wielki, nań zdobywać.

43

»Bo póki z niem pospołu dwaj synowie byli,

»Którzy się od postępków dzikich wyrodzili,

»Mądrzy, wspaniali, dobrzy, rozkoszni, serdeczni,

»Gościom wolny beł przejazd, bywali bezpieczni.

»Kwitnęły obyczaje, ludzkość zostawała

»W powadze, szczodrobliwość swój owoc dawała;

»A ociec, choć beł skąpy, przecież rad wygadzał

»Dobrem synom i wolej słusznej nie przeszkadzał.

44

»Jeśli się trafił kiedy gość, co jechał tędy,

»Lub umyślnie lub jakie zaniosły go błędy366,

»Tak wdzięcznie beł przyjęty, tak uszanowany,

»Iż chęć obu rodzonych w sercu jego rany

»Pamiętnej wnet musiała uczynić miłości,

»Tem barziej, im wspominał częściej ich ludzkości.

»Cylander beł nazwany jeden, a drugiego

»Mianowano Tanakrem u chrztu zwyczajnego.

45

»Oba kawalerowie kształtni, gładcy, śmiali,

»Czci wiecznej godni, gdyby uwieść się nie dali

»Tem błazeństwom, które my miłością zowiemy

»I z dobrej drogi dla nich często zstępujemy

»W labirynty tak sztuczne, w ścieszki tak wątpliwe,

»Że nas wyrwać stworzenie nie wydoła żywe.

»Tak się jem zstało właśnie, tem kształtem swe cnoty

»Zmazali: męstwo, dzielność, domowe ochoty.

46

»Przyjechał do kasztelu367 ich czasu jednego

»Bohatyr ode dworu cesarza greckiego

»Z nadobną dziwnie żoną, rozkosznej gładkości.

»W tej Cylander swe zaraz utopił miłości,

»Pała srogiem płomieniem i jeśli ratunku

»Nie weźmie, przydzie mu dać garło w tem frasunku;

»Bo gdy swój odjazd przed niem kiedy wspominała,

»Serce mu z nędznych piersi gwałtem wydzierała.

47

»A widząc, iż nie mają miejsca prośby jego,

»Desperacko sposobu kusi ostatniego:

»Mocą dostać jej myśli, wdziewa twardą zbroję,

»Rozsyła w różne drogi kompanią swoję.

»Sam na pewnej pilnuje; ogień, co go grzeje

»Wewnątrz, wątpliwe w sercu mdłem wskrzesza nadzieje.

»Czeka, zakryty w lasku, potem nań wypada,

»Postrzegszy, gdy już jechał, i swe drzewo składa.

48

»Za pierwszem starciem iż go rozciągnie na ziemi,

»Tak tuszy i tak hardy jest z siłami swemi;

»Lecz rycerz, co mu wojny nie nowina były,

»Przepędził grotem przedni blach z najtęższej siły,

»Tarcz wprzód, jak śkło, skruszywszy; temu z wielkiej rany

»Krew pryska, już nią wszystek mizernie spluskany.

»Niosą ojcu z lamenty trupa żałosnemi,

»Który go pogrzebł, rzewno płacząc, z dziady swemi.

49

»Lecz tem przypadkiem dawnej ochoty, ludzkości

»Nie ubyło młodszemu; z takąż chęcią gości

»Przymował, jaką starszy za żywota swego

»Oświadczał, gdy się trafił kto w kasztelik368 jego.

»Aż znowu tegoż roku z dalekiej krainy

»Z żoną przyjechał tu grof niespodzianie iny.

»Sam grzeczny, mądry, siły do Marsa sposobnej;

»Sama nad podziw twarzy wdzięcznej i nadobnej.

50

»Każdy rozumiał, iż ich umyślnie złączyło

»Przyrodzenie: tak równe jedno z drugiem było;

»Sercem, urodą, dworstwem, rozumem, ludzkością

»Ten kwitnął, ta zaś cnotą, wiarą i miłością.

»Oboje godne siebie, obiema panował

»Równy płomień i skutki równe w nich sprawował.

»Olindrem bohatyra zwano z Longawille,

»A ona imię na krzcie odniosła Druzylle369.

51

»Skoro jej dojźrzał Tanakr, skoczywszy, przywita

»I zaraz ogniem spłonął; tak więc rączo chwyta

»Płomień nasuszszą słomę, gdy kto pieca blizko

»Kładzie ją, aby z perzyn uczynił igrzysko.

»Zapomniał przygód bratnich, ledwie myśli o tem,

»Iż z miłości przypłacił zdrowiem, krwią, żywotem;

»Wzdycha, twarz swoję w sercu jego wykowała

»Piękna gościa, nowy żal, nowy ból zadała.

52

»Ostrożniejszem jednak być chce, bo strach ma oczy,

»I w głowie swej uknował zastąpić mu w nocy

»Z taką kupą żołnierzy swych, żeby z to siły370

»Olinder mścić się nie miał, gdy go będą biły

»Bronie wszystkich: tak lekko gaśnie ludzkość ona

»Wrodzona dla miłości, co w niem tkwi wpojona.

»Poczyna tonąć w brzydkich występkach i swego

»Powoli naśladuje ojca okrutnego.

53

»Milczkiem wyjeżdża z zamku, a z sobą prowadzi

»Pod trzydzieści371 we zbrojach najtwardszych czeladzi

»I blizko od gościńca w jaskinią ich kryje;

»Sam, miłością zraniony, ledwie tchnie i żyje.

»Tem czasem Olindr jedzie i widzi, że drogi

»Z ścieszkami opanował nieprzyjaciel srogi;

»Dobywa rączo szable, ale oskoczony

»Od wielu, ze krwią leje żywot ulubiony.

54

»Zabit Orlinder; żonę najpiękniejszą jego

»Bierze zdrajca do zamku poniewoli swego.

»Ta drapie niebieską twarz, tłucze piersi białe,

»Źrzenice zatopiła w płaczu okazałe;

»Żyć nie chce, spuszcza na dół pochyloną głowę,

»Mdleje nieszczęsna wdowa i zamyka mowę.

»Potem z mostu do rzeki wysoko skoczyła

»I srodze o róg skały ciemię uderzyła.

55

»Nie mogła zaraz umrzeć; tak na poły żywą

»Niesiono, ale skargą przykrą, żałośliwą

»Najtwardszy krzemień, lwicę najsroźszą wzruszała

»I w samej śmierci rozkosz z pociechami miała.

»Próżno, bo smutny Tanakr sam chorej pilnuje,

»Nie śpi, lekarzów prosi, siła obiecuje.

»Za żonę ją już mieć chce, widząc cnotę taką,

»I poprzysięga wiarę, uczciwość wszelaką.

56

»Tego pragnie, tego chce Tanakr bólem zjęty,

»Aby prędko swój skutek odniósł zamysł wszczęty;

»Jako może, błaga ją, na się zwala winę,

»Miłością się wymawia, co dała przyczynę.

»Darmo, bo im ją barziej, nieszczęsny, miłuje,

»Im rychlej wkraść się w łaskę gwałtem usiłuje,

»Tem cięższe w utrapionem sercu bole wzrusza,

»A jakby na śmierć swoję jątrzy i przymusza.

57

»Lecz to sztucznie chce czynić mądra biała głowa,

»Stokroć umrzeć dla swego Olindra gotowa:

»Weselszy wzrok prostuje na Tanakra, słowy

»Łagodnemi uśmierza żal jego surowy.

»Leczyć ranę lekarzom różnem z chęcią daje,

»Na wszystkiem, co oni chcą i każą, przestaje;

»Przysięga, iż już starej miłości skutecznie

»Zapomniała, a z nowej cieszyć się chce wiecznie.

58

»Pokój zmyśla po wierzchu, ale pomstę knuje

»W sercu i wszystką siłą do niej się gotuje.

»Różne rzeczy rozbiera w myślach rozdwojonych,

»W powiekach nie postoi sen, łzami zemdlonych;

»Na ostatek dać garło sama umyśliła,

»Byle wprzód przed swą śmiercią Tanakra zabiła.

»Umrzeć chce, rozumiejąc zginienie szczęśliwe,

»Jeśli pomstą nasyci oko żałośliwe.

59

»Tak gniew morzy, wesołą wnet twarz ukazuje,

»Wstawa rączo z pościeli, zdrowszą się być czuje;

»Na Tanakrowę wolą przypada i ono

»Wesele, prosi, aby co rychlej kończono,

»Ubiera się nad zwyczaj piękniej, głowę stroi.

»Tanakr trosk zapomina rad, już się nie boi;

»Jeno chce mieć Druzylla, aby ślub dawano

»Tem sposobem, jaki w jej ojczyźnie chowano.

60

»Lub to była prawdziwa rzecz, lubo nie była —

»Bo i ja mniemam, iż ten figiel wymyśliła

»Najutrapieńsza wdowa, aby swych żałości

»Pożądaną nagrodę wzięła bez trudności —

»Atoli to natenczas mieć chce i tak tuszy,

»Że Olindra swojego najkochańszej duszy

»Wdzięczną pośle ofiarę, zabiwszy srogiego

»Młodziana, co mu wydarł żywot z żoną jego.

61

»»Wdowa — mówi — co bierze małżonka nowego,

»» Po winna wprzód, nim wnidzie do łożnice jego,

»»Błagać cień pierwszych mężów, których obraziła

»»Tem samem, iż za mąż iść znowu pozwoliła,

»»W kościele, kędy głuche ich schowano kości;

»»A to snać ma jem pomódz do wyścia z ciemności,

»»Jeśliby w jakiej byli na czas zatrzymani

»»Od Boga za występek i grzech swój skarani.

62

»»A przy ślubie zaś z drugiem kapłan wyniesione

»»Wino ma święcić, mówiąc modły zwyczajone,

»»Potem, kiedy przemieni wieńce na ich głowy,

»»Pierścienie złote odda, wnet kubek gotowy

»»Poda do rąk małżonki naprzód, aby piła

»»Jednę część, a mężowi drugą zostawiła.

»»Taką powinność, takie prawo ustawili

»»Przodkowie naszych krajów, kiedy je rządzili«.

63

»Tanakr, co mniej trwa372 o to, choć według nowego

»Zwyczaju odprawi się ślub w kościele jego,

»Byle mu się czas krócił, byle nie trudniono

»Chciwych zamysłów, kazał, żeby gotowiono373

»Wszystko co prędzej; nie wie nędznik oszukany,

»Że na jawną śmierć tem jest przemysłem wydany.

»Bo tak bodzie serce żal w troskliwej sierocie,

»Iż chce najprędzej czynić skutek w złej robocie.

64

»Miała z sobą Druzylla białą głowę starą,

»Co z dziecinnych lat szczerość przysięgła jej z wiarą;

»Tej zawoławszy, sobie szepty najciszszemi

»Rozkazuje napełnić jady śmiertelnemi

»Kubek z winem i schować do czasu pewnego,

»Ufając, że sekretu nie wyda wielkiego.

»Bo tem sposobem żywot chce odjąć srogiemu

»Mężobójcy, synowi Marganorowemu.

65

»Bieży baba z najwiętszą, jak może, ochotą

»A maże nieszczęśliwą swe palce robotą;

»Przyprawia wnet truciznę, wina kandyjskiego374

»Przymieszawszy do soku najjadowitszego.

»Potem się do pokoju bez odwłoki wraca,

»Daje paniej; ta patrzy i w rękach obraca

»Przyczynę śmierci przyszłej, a zlawszy twarz łzami

»I napiękniejsze piersi, miesza żal z gniewami.

66

»Przyszedł dzień i godzina, ślubowi oddana,

»Alić w kosztownych szatach Druzylla ubrana

»Idzie w kościół; muzyka przed nią wdzięczna brzmiała

»I dźwiękiem słodkiem smutek zewsząd wygnać chciała.

»Juź nabożeństwo zwykłem trybem poczynają

»Wszyscy po wschodach, gankach, oknach jię wieszają.

»Weselszy, niż kiedy, beł sam Marganor stary,

»Bogate ciska z synem na ołtarz ofiary.

67

»Jak prędko nabożeństwo odprawili swoje

»Księża, stanęło obok ludzi pięknych dwoje.

»W złotem naczyniu kapłan wino poświęcone

»Przyniósł; to do pięknych ust Druzylla przytknione

»Pije śmiało tak wiele, jako rozumiała

»Po truciinie, iż skutek swój w niej sprawić miała.

»Potem młodemu panu najweselsza daje;

»Ten z taką chęcią wypił, iż nic nie zostaje.

68

»A oddawszy precz kubek, ręce ściągnął obie,

»W najściślejszem aby ją obłapił sposobie.

»Lecz ta prędko w straszną się postać odmieniła,

»Wściekłość miasto dobroci z gniewem nastąpiła:

»Trąci go, twarz jej gore, w źrzeńcach375 strach surowy

»Gniazdo usłał, nakoniec tej zażywa mowy:

»»Odstęp, o odstęp, zdrajco przemierzły, odemnie:

»»Nieprzyjaciela odtąd głównego masz ze mnie.

69

»»Cóż, słodkich pociech szukasz — jakie głupstwa twoje! —

»»U tego, któremuś wziął radość i pokoje?

»»Takżeś prędko zapomniał, żem ja z tej złej ręki

»»Nieszczęśliwy początek wzięła mojej męki!

»»Atoć płacę: bierzesz śmierć, ale mię to boli,

»»Iż bez morderstwa będziesz umierał powoli.

»»Bo choćby się tyraństwa wszystkie zgromadziły

»»Na cię, jeszcze twej złości równeby nie były!

70

»»Żałuję, żem obietnic inszych nie spełniła,

»»Póki się dusza z ciałem tem nie rozdzieliła.

»»Nic to: była chęć, była wola dostateczna,

»»Przyjmie ją, nie wątpię ja, przyjmie Myśl przedwieczna.

»»Niedostatek wymawia zawsze ubogiego:

»»Z jakiem sercem dał, z takiem brać trzeba od niego.

»»Dość na tem, żem ci zdrowie dziś własne odjęła,

»»Jakom chciała, myśliła i zawsze pragnęła.

71

»»A choć według występków nie bierzesz karania

»»Tu na świecie za twego i mego mieszkania,

»»Ufam, iż duch pocierpią w piekielnej ciemności,

»»Ja na to patrzyć będę z jasnych wysokości«.

»To rzekszy, wzniosła wzgórę żałośliwe oczy

»I płaczem najhojniejszem twarz nadobną moczy,

»»Przymi — wołając — proszę, Olindrze kochany,

»»Dar, od najnieszczęśliwszej żony zgotowany«.

72

»»Przymi, a uproś zaraz zbawiciela swego,

»»Abym z tobą dziś mogła być w królestwie jego.

»»Jeślić rzecze, iż dusze, co zasług nie mają,

»»Próżno się do niebieskich gmachów napierają,

»»Powiedz, iż znamienite mam korzyści z sobą,

»»Z któremi przed najświętszą stanąć chcę osobą:

»»Bo zaż więtsza może być przysługa na ziemi,

»»Jako gubić bezbożnych z grzechami brzydkiemi?«

73

»Ledwie tych słów ostatnich z płaczem domówiła,

»Ducha z najkształtniejszego ciała wypuściła,

»Nie utraciwszy pierwszej bynajmniej gładkości,

»Wesoła, iż się znacznie zemściła srogości

»Tanakrowej, bo umrzeć on musiał tem pręcej,

»Iż z ochoty nieborak trucizny pił więcej.

»Biało, jako lilia najpiękniejsza, bladła

»I niedaleko trupa zdrajce swego padła.

74

»O, jak żalem nieznośnem został przerażony

»Marganor, sprawy widząc z nagła dziwne ony!

»Z niewymówionej nędznik umrzeć chce żałości,

»Co mu niespodziewanie przeraża wnętrzności.

»Dopiero dziatki widział, a teraz czas mały,

»Jako mizerny ociec jest osierociały.

»Więc przyczyny żałosnych śmierci go przejmują:

»Dwie białe głowy dwuch mu synów odejmują.

75

»Razem go zdrada gryzie, miłość, żal, sromota,

»Gniew wściekły i białej płci najchytrszej376 niecnota;

»Burzy się na kształt morza, kiedy go ruszyły

»Wiatry, co je w dzień chmurny grady pobudziły.

»Pomsty chce, lecz w tej mierze próżna jest otucha:

»Sam widzi Druzylline ciało, próżne ducha.

»Nic to przecię: on jadem surowem ruszony,

»Kole bezduszne piersi przez obiedwie strony.

76

»Tak pełna trucizn żmija żądło pomsty chciwe

»Topi w kiju, którem ją chłopczysko gniewliwe

»Przyciska; tak pies wściekły sierć na grzbiecie jeży,

»Gdy za ciśnionem na się kamieniem w skok bieży,

»Aby go kąsał darmo kłem nielutościwem,

»Jakoby on beł winien, jakoby beł żywem,

»Ani może uśmierzyć swych jadów i złości,

»Aż go ktokolwiek sprzątnie z nieznajomych gości.

77

»Ale gdy się nie mogły napaść jego oczy

»Tą pomstą, jak szalony, w pośrzodek nas skoczy;

»Żadnego nie ma względu na stan, na włos siwy,

»Wiele zabił białych głów różnych, zapalczywy;

»Nie inaczej chłop kładzie kosą wyostrzoną

»Na ziemię trawę z kwieciem barwistem zieloną.

»My, nędzne, nie broniem się; mniej, niż w pół godziny,

»Ze sto ranił, z pięćdziesiąt zabił bez przyczyny.

78

»Ludzie bojaźń objęła, włosy z strachu wstały,

»Jedni wrzeszczą, a drugich słowa odbieżały;

»Ucieka z podłem gminem i stan wynieślejszy,

»Nakoniec z rady jego skoczyli przedniej szy

»I szaloną porywczość według sił hamują

»Prośbami, swą powagą, broń z ręku wymują.

»Tak zostawiwszy i płacz i krwie potok cały

»W kościele, wszedł do zamku na sam wierzch tej skały.

79

»Gniew jednak w niem nie umarł: dekret dał surowy,

»Aby z państwa wygnano wszytkie białe głowy,

»Bo kochańszy z przyjaciół ledwie uprosili,

»Iż ostatka żołnierze srodzy nie pobili.

»Zaczem wszystka płeć nasza, gdy beł nakłoniony

»Dzień do zmierzku377, uciekać musi w cudze strony

»Z tem zakazem, aby już, póki zstawa świata,

»Żadna nie oglądała męża, syna, brata.

80

»Tak od żon oderwano mężów ulubionych,

»Tak i od matek w naukach synów wyćwiczonych,

»A żaden z nich nawiedzieć nie śmie, gościu drogi,

»Tych progów: wielką bojaźń wlał w nich tyran srogi.

»I nie dziw: najsroższemi pokarał mękami

»Wielu, co malusieńki czas tu byli z nami.

»Więc i do kasztelu378 wniósł tak przykre zwyczaje,

»Iż gorszych nie słychały nigdy dzikie kraje.

81

»Biała głowa, co tędy umyślnie pojedzie,

»Lub trafunkiem przygnana, pokarmować379 będzie,

»Prawo tak chce, aby grzbiet, nędzna, nagi dała

»Pod miotły z orszakiem swem, będzieli go miała.

»Potem, kiedy ją wygnać z miasta będą chcieli,

»Trzeba, żeby jej szaty po piersi urżnęli:

»Niech u niej widzą wszyscy, co natura kryje;

»A żołnierstwo zaś mężczyzn, będąli, pobije.

82

»Bohatyrów jeśli też trafi się tu który,

»Sam go poimać każe, zaraz zbiegszy z góry,

»I jak ofiarę jaką na cmyntarze one

»Prowadzi, gdzie są ciała synów pogrzebione.

»Zdziera zbroję swą ręką, zsiadać każe z koni,

»Odpasuje od boku doświadczone broni;

»Potem w turmę straszliwą, pełną smrodów wpycha,

»Gdzie ostatniego ducha więtsza część wydycha.

83

»Nadto powiem ci jeszcze: jeśli który będzie

»Tak szczęśliwy, iż jego cnotą się uwiedzie,

»Wypuszcza go z tarasu380, lecz na święte księgi

»Ewangeliej musi te czynić przysięgi,

»Iż póki dusza w żywem będzie trwała ciele,

»W domu, w polu, na morzu, w lesie i w kościele

»Z najokrutniejszem gniewem wszystkie białe głowy

»Ma prześladować zawsze szablą, piórem, słowy«.

84

Tak mówiąc, bohatyrki śmiałe rozdrażniła

I wielkomyślne serca w gniewy zaprawiła.

Gryzą się, iż nierychło mija noc i łają,

Ledwie na sen powieki ciężkie pozwalają.

A gdy jutrzenka biała na wschód podawała

Rany świt i dać miejsce bratu Febejniała,

Porwawszy się, żelazne odzieżę wdziewały

I na konie ochoczo najrętsze wsiadały.

85

Ledwo ze wrót pomkną się trzy lub cztery kroki,

Ujrzą, ano z kurzawy gęstej dym wysoki

Z tyłu jem się ukazał, a tęten381 prędkiego

Poskoku jazdy sporej zagłuszał każdego.

Obrócą wzrok, gdzie prochy mgłę wzbudzają ony

Tak daleko, jak zasiądz może wyciśniony

Kamień, i wnet we zbrojach dwudziestu postrzegli,

Co na koniech w pochyły wąwóz pędem wbiegli.

86

W pośrzodku prowadzili wiekiem obciążoną,

Na szkąpsku białą głowę z twarzą pochyloną;

Tak zbrodnia382 do szubienic na katowskie męki

Najczujniejsza straż zwykła wlec z miasta przez dzięki383.

Tej gospodyni biedna gdy się przypatruje,

Zbladszy, jako trup, gościom zaraz ukazuje

I powieda, że »to jest Druzylle kochana

»Sekratarka, dziś na śmierć haniebną skazana.

87

»Sekretarka, co oraz poimana była

»Od Tanakra i której pani poruczyła

»Jad śmiertelny gotować; ta w kościół chudzina

»Wniść dla podejźrzanego strachała się wina.

»Potem gdy ją wieść przykra w pół serca trafiła,

»Iż desperacko pani zdrowie utraciła,

»Wypadła z miasta chyżo w minucie godziny,

»Chcąc opuścić przemierzłe złych ludzi krainy.

88

»Ale Marganor zdrajca wszędzie rzucił szpiegi

»Na ląd i tam, gdzie morza tłuką swoje brzegi,

»Różnych sposobów, różnej próbując chytrości,

»Jakoby jej dostać mógł i napaść srogości.

»Nakoniec czegóż brzydkie łakomstwo nie sprawi?

»Grof jeden, u którego staruszka się bawi,

»Wydał ubezpieczoną pokojem za dary,

»Których dosyć Marganor obiecał mu stary.

89

»I pod samę Konstansę384, mocno przywiązaną

»Do konia, odprowadził, nagą, roztarchaną.

»O czem dowiedziawszy się nasz pan jadowity,

»W domek opodal drogi, od ludzi zakryty,

»Wsadzić kazał nieszczęsną, aby oczy jego

»Nie widziały przyczyny żalu najcięższego.

»Dziś zaś, jako ja tuszę, babę utrapioną

»Już chce zabić i śle z nią zgraję zajątrzoną.

90

Jako rzeka385, którą śle Wesulus386 wysoki,

Gdy się z nią Tyczyn387, Adda388, Lambr389 zejdzie głęboki,

W nieokróconem pędzie domy wywalone

Hardsza kruszy, most każdy rwą wiry szalone:

Tak Rugier, słysząc coraz więtsze okrutności

Marganarowe, serce zapala w śmiałości,

Tak bojowniczki obie goreją gniewami

I pomstę obiecują swemi wziąć szablami.

91

Nie mogą się wydziwić brzydkiem złościom jego,

Barziej, jako jem cierpiał Bóg do czasu tego.

Potem nadobne dziewki wespół uradziły,

Aby bez żadnej zwłoki zdrowia go zbawiły;

Jeno dać zwyczajną śmierć zda się jem nie grzeczy

Temu, co bestyalski żywot, nie człowieczy

Prowadzi: przez tysiąc mąk, tysiąc zelżywości

Przeklętą duszę posłać w nizkie chcą ciemności.

92

Ale niż jem to przydzie, co myślą, odprawić,

Najutrapieńszą babę wprzód skoczą wybawić.

Skoro broni dobyli ostrych w mgnieniu oka,

Zaraz z najstraszliwszych ran leje się posoka.

Przykrzejszego zapędu, jako rozum wzięli,

Marganorowi na się hultaje nie mieli;

Uciekając, ciskają puklerze, szyszaki,

A ci w tyły sromotne sieką nieboraki.

93

Tak wpada na zjadłych psów kieł nieuchroniony,

Kiedy się nabarziej zda być ubezpieczony,

Rozbójca wilk, z obłowem co śmiele kradzionem

Szedł do jamy dać pokarm szczennikom390 zmorzonem,

A widząc, iż o zdrowie idzie ulubione,

Puszcza zdobycz, sam w gaje uchodzi zgęścione

I niedościgłą stopę takiem pędem niesie,

Że go chciwość myśliwcza darmo szuka w lesie.

94

Potem nie tylko swych zbrój i baby ubogiej

Odbiegli, rozum z trwogi utraciwszy srogiej,

Lecz z własnych pozsiadali jak najprędzej koni,

Widząc, iż najuszony zwyciężca ich goni,

I w jaskinie co bliższe gwałtem się wcisnęli,

Które w chróstach najgęstszych przed sobą widzieli,

Zacna zaś kompania dziewki utroskane

Z chęcią wielką na konie wsadza odbieżane.

95

I w najbystrzejszem skoku bieżą ku srogiemu

Zamkowi prostszą drogą Marganorowemu.

Chcą z sobą wziąć staruszkę, lecz ta, strachem zjęta,

I pojrzeć w ten nie może kąt, gdzie złość przeklęta

Tyrańskich ludzi mieszka: krzyczy, płacze, prosi;

Ale ją Rugier dobry na konia podnosi

I za sobą bezpiecznie siedzieć rozkazuje,

Ażby pomstę ujźrzała, którą obiecuje.

96

Przypadli w mgnieniu oka na miejsce, z którego

Widzą kształt z wielu kamieńc391 rynku bogatego;

Nie miał przekopu, muru, nie strzegły go wały,

Wkoło tylko kamienie przykre opasały.

A w pojśrzodku stał pałac, pięknie wyniesiony,

Grzbiet na skale swej trzymał dużej umocniony.

Tam swe wodza392 kierują z wielkiem ukwapianiem,

Tusząc, Marganorowem iż on jest mieszkaniem.

97

Zaraz, jak wpadli w rynek, straż oczy straszliwe

Obraca i ręce nieść chce, na korzyść chciwe;

Pytają przyczyn weścia i co zaczby byli,

W który sposób w dziedzictwo pana ich przybyli.

Wtem sam Marganor wyszedł rączo z niektóremi

I słowy jem powiada zaraz gniewliwemi

Prawo złe swojej ziemie i ustanowiony

Zwyczaj na gościa, który trafi się w te strony.

98

Wnet Marfiza serdeczna konia ostrogami

Jako najmocniej zwarwszy, nie chce nowinami

Bawić tyrana złego, prędkiej pomsty chciwa,

I kopiej nie składa, szable nie dobywa,

Ale pięścią w wierzch hełmu z tej mocy i siły,

Które jej z przyrodzenia w ciało wlane były,

Tak okrutnie Margana zdrajcę uderzyła,

Iż na poły martwego w siedle zostawiła.

99

Za Marfizą nadobna żołnierka z Dordony

Bieży, a przy niej Rugier, gniewem zapalony,

I zaraz miedzy brzydką zgrają się zawiera,

Sześciu jednem kopiej złożeniem zabija:

Pierwszemu brzuch, a dwiema piersi srodze skrwawił,

Czwarty szyje, piąty łba trafunkiem nadstawił;

Szóstemu o tył duży drzewo się spadało,

Żeleśce sztych śrzodkiem zbrój krwawy ukazało.

100

Córka zaś Amonowa w kogo uzłocony

Grot wymierzy, ziemie się chwyta, obalony,

Równa piorunom, które strzela z pochmurnego

Obłoku błyskawicadnia niepogodnego,

A w co jeno zawadzi, kruszy, łamie, psuje,

Dęby ścina, krzemienie najtwardsze rysuje.

Ucieka, kędy może, żołnierz wylękniony,

Kto w kościele, kto w domu tai się, zamkniony.

101

Marfiza Marganowi ręce powiązała

Opak i Druzyllinej słudze w moc oddała.

Ta rada, niewymownie cieszy się, ślubuje,

Iż krzywdy paniej swojej znacznie powetuje.

Potem radę zarazem spólną uczynili,

Aby zamek tyrański do szczętu spalili,

Jeśli lud nie pozwoli na ich prawa nowe,

Które dać bojowniczki zaraz jem gotowe.

102

Lecz najmniejszej wola ich w tem nie ma trudności:

Wszyscy nad złoto droższej pragnęli wolności.

Nie trzeba miasta palić, mieszczan bić, bo oni

Dawno najostrszych393 dobyć myślili nań broni

I tak panu życzyli źle, jak prawom jego,

Jeno czasu musieli czekać sposobnego,

Posłuszeństwa oddając dotąd przymuszone,

Póki pomsty nie wezmą gniewy zajuszone.

103

Więc nieufność na wielkiej bywała przeszkodzie:

Niezgodni są, każdego podejrzenie bodzie.

Tem czasem wyzabijał jednych tyran srogi,

Drugich na wyspy posłał, za morskie odnogi,

Aż nakoniec, choć serce milczało strwożone,

Łzy nieba przeraziły, gwiazdami natknione,

Zwabiwszy na szeroki krąg ziemski gniew boży,

Który im jest późniejszy, tem surowszej grozy.

104

Bo za tą okazyą on lud utrapiony

Wylewa na Margana jad wewnątrz tajony:

Tłucze, bije, włosy rwie, lży słowy szpetnemi.

Pełni się to, co czasy rzeczono dawnemi,

Iż na pochyłe skaczą drzewo biedne kozy,

A na nieszczęśliwego co żywo się sroży.

Słusznie przykład królowie stąd wezmą, a swemu

Źle panować nie będą pospólstwu biednemu.

105

Ci zaś, którem przykry pan córki, siostry, żony

Pobił, widomy niosą gniew i odważony,

Zabić chcą okrutnika, cisną się z szablami;

Lecz bohatyrki obie skoczywszy, broniami

Okryły go, a z drugiej strony Rugier śmiały,

Nie chcąc, by lekko z świata tyran zszedł zuchwały;

Bo jeszcze zrazu spoinie tak postanowili,

Aby go tysiącem mąk różnych nakarmili.

106

Obnażonego tedy w pół wnet porywają

I słusznem zjętej gniewem znowu starce dają,

Wprzód krętemi związawszy dużo394 powrozami,

Iż najmniejszemi ruszyć nie zdołał członkami.

Tak sługa Druzyllina, zajątrzona srodze,

Wodzi skrępowanego po rynkowej drodze,

Wodzi, a bojcem, który z drzewa kończatego

Uczyniła, krwawi brzuch, piersi, boki jego.

107

Ulania też z swemi we spółek pannami

Miedzy ciskaniem błota, miedzy kamieniami

Bieży, ręce do góry wzniesione trzymając

I dotkliwemi z niego słowy przeszydzając.

»Gdzie teraz twoja srogość — woła — gdzie sierdzi te;

»Zamysły, gdzie panieńskiej krwie serce niesyte?«

Potem mu tłucze głowę, twarz kąsa zębami,

Drugie ostrem paznokciem drą, kolą szpilkami.

108

Jako ojczysty potok, co go uczyniły

Niezmiernem deszcze, lody, śniegi, gdy puściły,

Leci z najstraszliwszem z gór szumem, rwie kamienie,

Chałup, brogów, drzew wielką moc do morza żenie;

A kiedy zaś ustały głębokie powodzi,

Znowu malusieńki jest, nikomu nie szkodzi,

Pychy zapomniał pierwszej, wązkość brodów jego

Bez zapędów przeniesie krok chłopca małego:

109

Tak Marganor niedawno krajom okolicznem

Beł straszny swem tyraństwem srogiem, ustawicznem;

Teraz czas przyszedł, w który rogów mu utarto

I w garści mdłej białej płci moc dziką zawarto.

Biedne dziecka395 pastwią się, plugastwem ciskają,

Gęby krzywią, plują nań, w błota popychają.

Rugier zaś z kompanią porwawszy się swoją,

Do pałaców pobiegli, co na skale stoją.

110

Prócz wszelakiej trudności w zamek ich puszczono,

W którem skarbów, klejnotów siła naleziono;

Część biorą, część rozdają gościom ukrzywdzonem,

Więc i tarczą naleźli złotą w miejscu onem —

Rada jej Ulania — a potem szukają

Trzech królów; kłódki u turm wszystkich odbijają

I widzą, iż do kloców, blachą okowanych,

Przywiązani są mocno w sukniach oszarpanych

111

Bez szabel; bo jako są zrzuceni z swych koni

Od Bradamanty, nie mieć poprzysięgli broni,

Ażby znacznej niesławy, znacznej zelżywości

Zmazę plugawą znieśli i skutek dzielności

Szczęśliwszej kędykolwiek otrzymali, swemi

Zdarszy zbroje najtwardsze rękami dużemi396,

U rycerzów przedniejszych, których w onej stronie

Potkają i zwyciężą w Marsowej obronie.

112

Wyniść każą z więzienia wszystkiem trzem ciężkiego,

A same, nim odjadą do kraju inszego,

Obywatelom tamtem przysiądz rozkazują,

Aby, jeśli się w słusznej powinności czują,

Żony, mężom w swem mieście pobrane, oddali,

A z dalszych wzięte krajów bez zwłok odesłali;

Inaczej srogą pomstą grożą i karaniem,

Nie pójdąli za wolą tą i rozkazaniem.

113

Nadto jeszcze chcą, żeby i to obiecali,

Iż gdyby w te odległe kąty przyjechali,

Lubo rotmistrze sami lubo roty jakie,

Będą powinni przysiądz wprzód na punkta takie

Przez Boga i przez świętych, albo jeśli mają

Sroższe klątwy w tem mieście, co ich zażywają,

Że wielkiemi białej płci przyjaciółmi będą,

A ich nieprzyjaciołom na garle usiędą.

114

Więc i z przedniej szych domów wszyscy małżonkowie

Swych żon, gdy zwłaszcza która co do rzeczy powie,

Słuchać koniecznie będą, bo tak snadno rady

Białogłowskie wielkiemi wsławią się przykłady.

Ażeby to w swej klubie, co mówią, zostało,

Marfiza wrócić się chce, nim rok zbieży cało,

I jeśli zwyczaj nie ten, lecz zastanie iny,

Lud wyścina, a miasto obróci w perzyny.

115

To sprawiwszy, ukazać miejsce każą sobie,

Gdzie Druzylline ciało w sprosnem leży grobie.

To biorą, splugawione, z jej mężem pospołu

I do jednego kładą w jednej trunnie dołu

Z takiem dostatkiem, z taką pompą i żałością,

Jaka za małą czasu mogła być krótkością.

Tem czasem starka biedna Marganora swego

Trapi i dojmuje mu bojcem do żywego.

116

Potem wspaniałe dziewki przy jednem kościele

Słup widzą, co pismo niósł, wyryte na czele

Prawa, które sam tyran stanowił bezecny,

Gdy obchód Tanakrowi czynił ostateczny.

Na tem Marfiza dobra tarcz, hełm, zbroję jego

Zawiesiwszy, znak dała tryumfu wielkiego

I wydrożyć kazała z wierzchu literami

Żywot srogi, bezbożny z złemi postępkami.

117

A na drugiej zaś stronie swoje prawa nowe,

Przeciwne temu, co jest złe, dzikie, surowe

Z strony niewinnych dziewcząt, wyryć rozkazuje;

Pierwsze do szczętu niszczy, maże, skrobie, psuje.

Islandka zaś dla inszych szat się odłączyła,

Które jej wierna sługa swą ręką robiła;

Bo wstyd wielki rozumie, zelżywość niemałą

Przyść w Karłów dwór tak marną, tak nieokazałą.

118

Zostaje tedy w mieście z biednem Marganorem,

Który aby ludziom beł przykładem i wzorem

Karania za swe złości, nie mordując więcej

Białej płci, na wieżą go prowadzić co pręcej

I z najwyszszego ganku każe, aby skoczył.

Ten, ledwie spadł, haniebnie krwią swą ziemię zbroczył.

Ale już o niej dosyć; o tych, co się śpieszą

Do Arie, wiersze moje coś nowego wniesą.

119

Cały ten dzień i cztery godziny drugiego

Jechali do gościńca śpieszno dwoistego:

Jeden w obozy nasze drogę ukazował,

Drugi ścieszkę do morza ku Arii prostował.

Zsiadszy kochana para, gdy nie ma przekazy397,

Obłapia się, żegnając, do tysiąca razy.

Potem Rugier w swą drogę biegł; te się udały

W obóz — moje też wiersze wytchnąć będą chciały.

Koniec pieśni trzydziestej siódmej.