XXXVIII. Pieśń trzydziesta ósma

Argument

Jedzie Rugier do Arie, Marfiza do Karła,

Krztu pragnie, w naszej wierze chcąc, aby umarła.

Astolf raj opuściwszy, przybył w ziemskie strony

I wraca Synapowi wzrok przedtem stracony;

Potem z swem wojskiem w państwo króla afryckiego

Wpada nagle i żyzny kraj pustoszy jego.

Karzeł z Afrem pozwala, aby się dwaj bili

Rycerze i burdom kres krwawem uczynili.

Allegorye

W tej trzydziestej ósmej pieśni przez Astolfa, który cudownie skały przemieniał w konie, poznasz snadno, jako rzeczy niemasz tak niepodobnej, którejby ten, kto miłosierdziu ufa boskiemu, snadno otrzymać nie mógł. Przez radę Agramantowę, która się w Marsylem i Sobrynie doskonalsza najduje, uważyć możesz, jako szkodliwa rzecz jest na perswazye spuszczać się cudze, zwłaszcza gdy różne w różnych głowach rozpierają się dowody.

1. Skład pierwszy

Nasławniejsza biała płci przez swe dzielne sprawy,

Co rymom dajesz mojem wzrok i słuch łaskawy,

Wiem ja, iż odjazd nagły Rugiera zacnego

Gwałtem cię do mniemania wzbudza opacznego,

Rodząc frasunek w sercach, jaki smutna miała

Bradamanta, kiedy go na drodze żegnała;

Bo któżby nie rozumiał, że jego wnętrzności

Kłamliwy palił ogień nieszczerych miłości?

2

Gdyby insza przyczyna nad wolą kochanej

Wypędziła go dziewki smętnej, upłakanej,

Lub to skarbów tak wiele, któremi samemu

Zrównaćby mógł Krezowi z Krasem398 bogatemu,

Ja sam trzymałbym, że mu serca nie zraniła

Miłość, choć w same piersi swą strzałą trafiła;

Bo jej rozkoszy słodkie z lubemi żartami

Przewyszszają nadroższe kruszce z klejnotami.

3

Ale iż uczciwemu kwoli swemu drogę

Przed się wziął, snadno, snadno wymówić go mogę;

I jeszcze to powiadam, iż stąd osobliwej

Godzien chwały i sławy, w przyszłe wieki żywej;

A gdyby najkochańsza tego mu broniła

Bradamanta, słusznieby taki głos399 puściła

O sobie, że rozsądku lub to jest miałkiego,

Lub serdecznie Rugiera nie miłuje swego.

4

Bo jeśli przyjaciela przyjaciel prawdziwy

Ma tak szanować, jako swój żywot właściwy,

Cóż rozumiecie o tych, co szczerej miłości

Nierozerwanem związkiem spięci od młodości?

Nad rozkosz, której jedno udziela drugiemu,

Powinni pierwsze miejsce dawać uczciwemu

Tem ochotniej, im pewniej wiedzą, iż przechodzi

Sława żywot, co się tak z wielką pracą rodzi.

5

Słusznie tedy do króla jedzie Rugier swego,

Aby nie mazał w żadnej sprawie uczciwego.

Bo odjazdu namniejszej nie mając przyczyny,

Trudnoby uść miał płochej porywczości winy.

Więc jeśli Almont ojca jego zamordował,

Nie jeno się kilkakroć Agramant sprawował400,

Lecz łaski pańskiej kładł nań różne często znakiv

Życząc, aby dostatek z sławą miał wszelaki.

6

Słusznie i Bradamanta na to przypadała,

Choć obraz jego wdzięcznej twarzy w sercu miała.

Słusznie prośbą, słusznie go łzami nie wstrzymywa,

Któremi bielsze nad śnieg jagody umywa;

Wie najwdzięczniejsza dziewka, iż jej to nagrodzi,

W krótkiem przybywszy czasie, choć teraz odchodzi,

A gdyby na uczciwem wziąć miał zmazę jaką,

Nie nagrodziłoby lat sto z liczbą dwojaką.

7

Przyjechawszy do Arie, gdzie Agramant swego

Ludu ostatki zbierał z pogromu pierwszego,

Myśli różne nadzieją ustawiczną wspiera,

A od świeżych zaledwie tęsknic nie umiera.

Bradamanta zaś serce Marfizie kochanej

Wylawszy, do obozu z nią za zorze ranej

Przybyła, kędy Karzeł wszystkiemi siłami

Spustoszenia Francyej mścił się nad Maurami.

8

Co żywo się raduje, drogę jej przebiega,

Winszowania różnego huk, głos się rozlega;

Ten wita, ów pochwala przyjemnemi słowy,

Ona każdemu schyla najwspanialszej głowy.

Sam Rynald przeciwko niej z stanowiska swego

Bieży, mając Ryciarda z sobą rodzonego;

Mile ją obłapiwszy, wesoło przymują,

W twarzy ochotnej szczerą miłość ukazują.

9

A skoro po obozie ta wieść się rozeszła,

Że Marfiza w namioty z nią pospołu weszła,

Marfiza, co od granic Kataju żyznego

Po same oceanu brzegi niezmiernego

Niewymówionemi się dziełami wsławiła,

Najmniejsza dusza z kotar401 swoich wychodziła;

Pragną ją widzieć wszyscy, ten tego popycha,

Ledwie już w najgęściejszej ciżbie drugi dycha.

10

Dla witania zaś kiedy do Karła przybyła,

Pisze Turpin, iż nizki pokłon uczyniła,

Na kolana upadszy: dla cnót, dostojności

Sam Karzeł godny się jej zdał tej uczciwości.

Bo jako na okrągły świat się urodziła,

Tak schylonej pokory nigdy nie czyniła

I sarraceńskiem królom i tem, co panują

W chrześcijaństwie, a wszytkich możnością celują402.

11

Wyszedszy z swych namiotów, chęć jej ukazuje

Cesarz wzajem i obok siedzieć rozkazuje

Wyszszej królów i książąt, co mu hołdowali,

A dla niego w tej wojnie krew swą rozlewali.

Potem ustąpić zaraz pospólstwu kazano,

Przedniejsze urzędniki ledwie zostawiono.

Biorą swe miejsca, pełni wesołej ochoty;

Gmin podły dla przestrzeństwa wyszedł za namioty.

12

Marfiza wesoły wzrok w twarzy utopiła

Cesarskiej i tak usty słodkiemi mówiła:

»O, jeden między królmi godny naleziony,

»Którego dźwięk głośnych spraw niezastanowiony

»Od tyrreńskiej odnogi u Scyty białego

»Nie został, ale przeszedł Murzyna brudnego,

»Twego krzyża się wszystek świat nie darmo lęka,

»Bo sprawiedliwem sądem zwycięstwo cię czeka.

13

»Ta sława z ostatecznych kątów świata tego

»Przygnała mię, o królu, do ciebie samego,

»Niemniej i zazdrość, jeśli przyznam prawdę tobie,

»Bom w głowie fantazyą tę uprzędła sobie:

»W okrutnem przelewaniu krwie bić się z twojemi,

»Chcąc, aby przedniejszy pan miedzy europskiemi

»Różnej nie szczepił wiary; alić patrz odmiany:

»Dziś dla ciebie do boku mam miecz przypasany.

14

»Bo kiedym ci najbarziej i twem szkodzić chciała,

»Żem córką Rugier ową, trefniem403 usłyszała,

»Którego bezecny brat zabił w niewinności,

»Gdy matka napełnione mną miała wnętrzności,

»Matka trzykroć nieszczęsna, na morze wypchniona,

»Gdzie z wylaniem hojnych łez jam jest urodzona.

»Chował mię czarnoksiężnik siedm lat przy krynicy,

»Temu zaś arabscy mię wzięli rozbójnicy

15

»I w Persyej królowi przedali jednemu.

»Lecz ja musiałam głowę, jako swowolnemu,

»Uciąć, bo skaźcą404 być chciał niewinnej czystości;

»Potem i naród405 jego w podziemne nizkości

»Posławszy, samam wielkie królestwo rządziła,

»A tak fortuna cnocie mej życzliwa była,

»Iż w osimnastem lecie wieku panieńskiego

»Sześć królestw przyłączyłam do państwa mojego.

16

»Sławy potem zazdroszcząc, jakom powiedziała,

»Tobie, tum się umyślnie w te kraje udała,

»Abym wyniosłość wielkich dzieł i męstwa twego

»Zniżywszy, popsowała do szczętu samego.

»Lubo to były dobre lubo złe zamysły,

»Ty sam sądź, jeśli z brzegów przystojności wyszły.

»Ato memu opadły skrzydła już gniewowi:

»Dość, żem tak wielkiemu krwią blizka jest królowi.

17

»A jako ociec mój beł sługą krewnem tobie,

»Toż, o królu, obiecuj i po córce sobie.

»Tych zazdrości, tych jadów nieuhamowanych,

»Chciwości do lania krwie niewypowiedzianych,

»Krwie, mówię, chrześcijańskiej zapominam, ale

»Na Agramanta wszystko zachowam to wcale

»I na jego potomki, stryje, bracią, sługi:

»Śmierć ojcowska z myśli mi nie zejdzie czas długi«.

18

Dalej mówi, iż pragnie prędko krztu świętego,

Po którem Agramanta zabiwszy hardego,

Do swoich państw wrócić się chce znowu wschodowych,

Aby poddane wiary i obrzędów nowych

Nauczywszy, królestwo szerokie okrzciła,

A stamtąd świeże wojsko zaś wyprowadziła

Na tych, którzy Makona406 z Trywigantem407 chwalą,

Jeśli meczetów brzydkich zaraz nie obalą.

19

Cesarz, co beł wymowny nie mniej, jak waleczny,

Chwali początki pierwsze i zamysł serdeczny;

Ojca jej przypomina sprawy znakomite

I wszystkiego domostwa408, które on wyryte

Na swem sercu teraz ma i dotąd mieć będzie,

Póki ostatniem dusze ciało tchem nie zbędzie.

Nakoniec przysięgłemi tak zamyka słowy,

Iż ją za własną córkę przyjąć jest gotowy,

20

I powstawszy, znowu ją obłapia, całuje;

Lud wszystek uprzejmie się weseli, raduje,

Ci zwłaszcza, co z Mongrany409 są i z Jasnej Góry410,

Ledwie z ochoty wielkiej nie wyskoczą z skóry.

Jaką jej Rynald czyni uczciwość wspaniały,

I twarz i oczy same snadno wyświadczały,

Tem ochotniej, im częściej jej śmiałość cudowną

Niedawno pod Albraką widywał budowną411.

21

Długobym musiał pisać, jak jej Gwidon duży412

Rękę całuje mężną, z wielką chęcią służy.

Akwilant z Sansonetem, Gryfon urodziwy

Pomnią ją w mieście, dekret gdzie mężczyzn straszliwy

Zabijał, pomni Ryciard, Wiwian w tej stronie,

Kiedy przeciw Maganzom była ku obronie,

Stryjecznego odbiwszy brata Bertolowi,

Który zapłacił go beł drogo Hiszpanowi.

22

Na jutrzejszy dzień tedy sam cesarz gotować

Miejsce kazał, gdzie się krztu miały odprawować

Święte ceremonie, z królestwa całego

Przywoławszy biskupów do aktu wielkiego

I najuczeńszych w wierze doktorów z księdzami,

Co celują413 bystremi inszych rozumami

Aby dobrej Marfizie, skoro ją okrzcili,

Tajemnice w zakonie skryte wynurzyli.

23

Przyszedł poważny Turpin w biskupiem ubierze

I najpierwsze początki robi w świętej wierze.

Karzeł z pompą, z wielkiemi ceremoniami

Podnosi od zbawiennej wody, a prośbami

Boga błaga rzewnemi — ale o tem skrócę,

A do zmysłu się znowu grabinego wrócę,

Z którem zstępował Astolf z nieba wysokiego

Na wozie, Heliasza co porwał wielkiego.

24

Już zjeżdżał z jasnej sfery z naczyniem szczęśliwem

Grof na ziemię pospołu z prorokiem prawdziwem,

Aby rozum mistrzowi wojn414 krwawych wielkiemu

Wrócił, co głupstwem czyni strach światu wszystkiemu,

Gdy mu ziółko ukazał mocy doświadczonej

Apostoł na dolinie przykro pochylonej

I kazał, aby oczu tknął niem Synapowi,

Bo tak ku pierwszemu go przywróci wzrokowi.

25

A on tak za tę, jako za pierwsze posługi,

Których mu czas zapomnieć i wiek nie da długi,

Ma przebranego ludu pozwolić tak wiele,

Z którem Bizertę mocną zdoła obledz śmiele;

Z temi zaś jako miejsca puste z Murzynami415

Przejdzie, aby zasuty nie zginął piaskami,

Jako mu prędkich wichrów wściekłość nie dokuczy,

Najświętobliwszy starzec powieda i uczy.

26

A potem go do konia prowadzi rączego,

Co Rugierów beł przedtem i wieszczka starego.

Żegna grof święte kraje, odpuszczenia prosi

I na swem hipogryfie wzgórę się podnosi.

Bok o bok z Nilem bieży416 i swą tam prostuje

Bestyą, gdzie obłoki niższe upatruje;

A poznawszy Nubią, powolnemi loty

Spuszczał się prosto w pałac do Synapa złoty.

27

O, jako z niewymowną chęcią go przymuje,

O, jak ochoty dziwne w twarzy ukazuje!

Dobroczynności mu tkwią w sercu znamienite,

Pomni, iż z państwa wygnał ptastwo jadowite;

Ale skoro grof dobry moc ziela drogiego

Powiedział i przycisnął na źrzenice jego,

Dopiero się król wielki, przejrzawszy, raduje,

Dopiero go, jak Boga, czci, chwali, szanuje!

28

I nie jeno tak wiele dał wojska swojego,

Co Bizertę wywróci z gruntu ostatniego,

Lecz sto tysięcy nadto wybrać rozkazuje,

Z któremi sam bez zwłoki jechać obiecuje.

Ledwie lud wszystek stanął w polu zgromadzony,

Zaraz szerokie łąki, pola okrył ony.

Prawda, iż pieszo byli, bo w tamecznej stronie

Wielbłądy tylko same rodzą się i słonie.

29

Tej nocy, co z Nubiej wyjazd poprzedzała,

Taka grofowi rada najlepsza się zdała,

Aby na hipogryfie góry południowe

Oglądał, gdzie są lochy głębokie Austrowe417,

Z których z najprzykrszem szumem swe wydyma gniewy,

Skały, drzewa porywa, jako letsze plewy.

Uczynił tak, jaskinią nalazł, miejsce potem,

Skąd na morza wściekłość śle z żeglarskiem kłopotem.

30

A iż w pamięci Jana najświętszego chował

Nauki, pęcherz z niemałej skóry nagotował;

I kiedy srogi Notus418 spał po prącej w dziurze,

On na cienkiem, nachytrszy419, zawiesił go sznurze

Na kształt sidła jakiego tuż przy samem wietrze,

Aby, skoro się porwie rano trząść powietrze,

Wpadł w miech niespodziewanie i tam zawiązany

Z hańbą szaleniec wielką dyszał, poimany.

31

Sprawił to; potem z łupu już uweselony,

Przybieżał do Nubiej w etyopskie strony

I tegoż dnia puścił się w drogę z wojski swemi,

Żywności z potrzebami wziąwszy wojennemi.

Idzie obok Atlanta najwynieślejszego,

Który Maurytanią od słońca przykrego

Zasłania, środkiem piasków, co już żadnej szkody

Nie czynią, gdy Austrowe milczą niepogody.

32

I wszedszy na część góry, oczyma bystremi

Upatruje z wodami równinę morskiemi.

Potem mężniejszych z ludu obiera swojego,

Którzy są sposobniejszy do Marsa krwawego,

I z niemi idzie w górę barziej wywyszszoną,

Co się w końcu z doliną dzieli rozciągnioną;

W tem miejscu, iż szerokie, wszystkich zostawuje,

A sam na trochę wyszszy pagórek wstępuje.

33

Tam upadł na kolana swe, zachwyconemu

Podobny, i modlił się mistrzowi świętemu;

A tusząc, iż przyjęte będą prośby jego,

Ciskał na dół moc wielką kamienia twardego.

Ojak, kto ma nadzieję w Bogu, zyskał siła!

O, jak szczęśliwy, wiara kogo uzbroiła!

Z skał wywalonych mocą, konie w mgnieniu oka

Zstały się, które i sam grof widzi z wysoka,

34

Gdy z wesołemi krzyki po pagórkach onych

I po polach, w szerokiem placu rozwiedzionych,

Zawód wielki biegały, ten szpakowatemu

Podobny, ten cisawy, ten jasno-siwemu.

Murzynowie, co niżej w równinie czekali,

Skoro dzielne bez prącej konie połapali,

Najrętszy dziwnie prędko strzemion dopadają,

Koła jak najcieśniejsze dla próby działają.

35

Sto ośmdziesiąt tysięcy grof wojska pieszego

Wsadził we dwie godzinie na konia rączego

I obegnał afrycki lądem kraj wokoło,

Wyborniejszych na samo postawiwszy czoło.

Pali żołnierz, plundruje, uwodzi korzyści,

Choć powierzonych fezki król pilnuje włości

I Branzard420 z poruczenia Agramanta swego;

Cóż potem: nie mogą znieść sił wojska wielkiego.

36

W łodzi lekkiej, którą nieść zwykł żagiel przez wały

Tak żartko, iż nie jest ptak lotów prędszych śmiały,

Posłali, oznajmując swojemu królowi,

Że nie jeno wytrzymać polem Murzynowi

Nie mogą, ale odbiedz muszą i Afryki:

Tak jem potężne wojska coraz mylą szyki.

Poseł przybiegszy, króla w pół obleżonego

Zastał w Arii; sam Karzeł z wojskiem szedł do niego.

37

Dopiero na nowinę taką zadumiały,

Gryzie się, żyły z strachu i z gniewu skakały;

Widzi, iż nabywając królestwa cudzego,

Bez mała nie utraci w kilku dniach własnego.

Królów, książąt pogańskich zwołać rozkazuje;

Czoło marszczy, brwi krzywi, smutną ukazuje

Postać, na Marsylego z Sobrynem pogląda,

Których rady w najgorszych raziech zawsze żąda.

38

Potem rzekł: »Wiem ja dobrze, iż boskie wyroki

»Miecą czasem strzały swe bez żadnej odwłoki,

»Skąd jeśli szkoda jaka przydzie człowiekowi,

»Mniej winien ani się to ma nierozumowi

»Słusznie przyczytać jego; lecz kto wiedząc, błądzi,

»Sam sobie przyczyną jest, sam się niechaj sądzi.

»Zgrzeszyłbym, zostawiwszy Afrów bez obrony,

»Gdybym się beł spodziewał wójsk z nubijskiej strony.

39

»Ale któż jest tak mądry prócz Boga samego,

»Coby wiedział pewny czas nieszczęścia przyszłego?

»Kto to kiedy rozumiał, aby lud daleki

»Chciwej używać myślił na me państwo ręki?

»Lud, co go nieprzejrzane piaski dzielą z nami,

»Grób i śmierć najpewniejsza, gdy igra z wiatrami,

»Ato obiegł Bizertę, wszerz, wzdłuż ziemię psuje,

»Pustoszy, w mieście, w polu leje krew, morduje«.

40

»Na tak pochyłe rzeczy ratunku zdrowego

»Proszę: mamli stąd jechać, zamysłu chciwego

»Nie natkawszy, czy czekać, ażby w łykach moich

»Beł Karzeł, a z koroną postradał państw swoich,

»Albo jakobym wraz mógł i swą wyswobodzić

»Stolicę i królestwu tutecznemu szkodzić?

»Kto co wie, niechaj mówi: na moje sumnienie

»Usłucham, bo nas, widzę, gubi to milczenie«.

41

Tak rzekł król; a gdy żaden nic nie odpowiedział,

Pojrzał na Marsylego, który bliżej siedział,

Dając znać, iż to właśnie należało jemu,

Zaczem dosyć ma czynić powołaniu swemu.

A ten też zaraz powstał, kolana i głowę

Wprzód skłoniwszy, szanując króla, potem mowę

Zaczął, gdy znowu na swem siadł królewskiem tronie,

A najbielsze koroną złotą okrył skronie:

42

Lubo dobre przynosi lub złe sława wieści,

»Zwyczaj ma, królu, swoich przyczyniać powieści;

»Diategom ja beł zawsze serca jednakiego,

»Choć żal dręczył, choć rozkosz lała z brzegu swego,

»W tej wadze mając strachy, w której i nadzieje,

»Bo dziś przeciwna smęci, a jutro się śmieje,

»Wesoła; lecz gdy samej prawdy dojedziemy,

»Iż język siła przydał, snadno się dowiemy.

43

»Słusznie mu mniej potrzeba wierzyć w każdej rzeczy,

»Zasadziwszy zmysł, rozum przeciwko człowieczy.

»Bo co za podobieństwo i teraz, słyszemy,

»Aby z ludimi Afrykę tak niezliczonemi

»Jeden król miał najechać hardzie, srogo, śmiele

»Przez piasek niebezpieczny, przez królestw tak wiele,

»Przez piasek, który wojska wielkie Kambyzowi

»Pożarł, gdy głupi wierzył głupszemu wieszczkowi?

44

»Podobna to, iż zbójcy wpadli Arabowie,

»Gór mieszkańcy, co swoje łupem tuczą zdrowie;

»Podobna, iż cokolwiek spalili, plon wzięli,

»Jeśli przeciwko sobie nikogo nie mieli.

»Zaczem Branzard, na miejscu coś go swem zostawił,

»Umyślnie z tem poselstwem do ciebie wyprawił,

»Strach czyniąc, aby snadniej wymówione było

»Niedbalstwo, przez które się w Afryce zgrzeszyło.

45

»Jeszcze pozwalam, że są Nubowie, i tego:

»Niech to z deszczem cudownie z nieba wysokiego

»Pospadali, niech przyszli, zakryci obłokiem,

»Bo ich nikt, gdy w drodze szli, swem nie postrzegł okiem.

»Cóż, tuszysz tak, aby lud, kradziestwu oddany,

»Sprawił co, gdy nie będzie prędko ratowany?

»O, jak będą obrony twe za fraszkę stały,

»Gdy się mdłych, nagich, marnych, brzydkich Maurów bały!

46

»Pośli, usłuchaj rady, kilka statków wodnych

»Z równem ludzi swych pocztem, do potrzeby zgodnych..

»Ledwie chorągwie, ledwie znaki ujrzą twoje,

»Nogom poruczą prędkiem zaraz zdrowia swoje

»Ci, lub to są od granic dalekich, Nubowie,

»Lub rozbójnicy z bliższych lasów, Arabowie,

»Którzy wiedząc, żeś odszedł za morze z wojskami,

»Przerywają wspaniałe zamysły z pracami.

47

»Masz teraz czas, gdy wnuka Karzeł nie ma swego,

»Wnuka, co murem wojska słusznie jest wszystkiego,

»Snadno twych pomścisz się krzywd: któż rycerstwu twemu.

»Wydoła w ustawicznych bitwach zaprawnemu?

»Na pilności należy: tej przyłóż, a potem

»Ujrzysz, iż cię zwycięstwo wieńcem uczci złotem.

»Inaczej goły z hańbą tył łapać będziemy

»Po czasie, gdy za włosy szczęście brać nie chcemy«.

48

Tak rzekł Hiszpan i słowy znacznemi przywodził

Króla, aby z Francyej żyznej nie wychodził,

Z królestwy, na wygnanie posławszy samego.

Póki Karłowi sceptru nie wydrze złotego

Lecz w mądrości i w radzie Sobryn doświadczony

Postrzegł, że chciwością jest Marsyl uwiedziony;

Widzi, do czego zmierza, własny go przejmuje

Pożytek, mniej o spólny trwa, złe rady knuje.

49

Wstawszy, mówi: »Przed czwartem lubo trzeciem rokiem

»Obym, królu, fałszywem beł raczej prorokiem,

»Albo, jeśli me słowa prawdę powiedały,

»Czemuż wiary dotychczas odnieść nie zdołały?

»Ufałeś, odpuść, proszę, Martanozynowi,

»Ufałeś z Marbolustem i Rodomontowi;

»Na tych dziś — prawe szczęście gdyby zdarzyć chciało —

»Moje oko radoby przy tobie patrzało.

50

»Wymówiłbym, a zwłaszcza z Algieru królowi,

»Co Francyą równą być mówił kryształowi

»I stłuc ją, jako śkło, miał, dlaczego nie wzięły

»Skutku słowa pierzchliwe, lecz wiatrem puknęły.

»Chciał przedtem na dno skoczyć piekła głębokiego,

»Gdybyś kazał, chciał nieba dobywać samego:

»Teraz gdzieś próżnowaniem brzuch tuczy, a owi,

»Coć się tchórzami zdali, dziś umrzeć gotowi.

51

»Z temi ja wiary tobie z mojej powinności

»Dotrzymam, chociam się to skrzywił od starości,

»Poświęcęć zdrowie moje, staruszek zgrzybiały.

»By też olbrzyma wojska Karłowe wysłały

»Przeciwko mnie, mam jeszcze siłę, ręce obie,

»Jeszcze i czerstwość, żywe serce czuję w sobie.

»Nie zgani, da Bóg, spraw mych ten, co chlubą robi,

»Prawda, męstwo, cnota mię u świata ozdobi.

52

»Nie rozumiej, aby ta śmiała moja mowa

»Hardość, butę i próżne miała tylko słowa;

»Nie z płochego, uwierz mi, serca to pochodzi,

»Ale co miłość szczerą, co życzliwość rodzi.

»Ja radzę co najprędzej, abyś do swojego

»Biegł królestwa i wygnał Nubów z granic jego:

»Głupi, co państwa chcąc brać cudze przez swe męstwo,

»Traci tem czasem z hańbą ojczyste królestwo.

53

»Trzydzieści dwaj nas królów w swej własnej osobie

»Od portu na tę wojnę pchnęło się przy tobie;

»Teraz, każeszli znowu po głowie rachować,

»Trzej zaledwie tu w Arii mogą się znajdować.

»Bóg niech strzeże ostatka, ale się ja boję,

»Bo będzieszli upartość zwykłą trzymał twoję,

»Pomrą i ci bez chyby, a potem surowy

»Miecz ostatkom biednego gminu zdejmie głowy.

54

»A iż Orlanda niemasz, nie to już wygrana:

»I nasz obóz i nasza strona odbieżana,

»Odbieżana od wielu; tem nie umniejszemy

»Niebezpieczeństw, nad głową które już widziemy.

»Bo Rynald serdeczny jest, Rynald, co siłami

»Dał próbę, iż się potkać może z olbrzymami,

»I ukazał, że nie jest podlejszy od swego

»Orlanda z naszą szkodą, brata stryjecznego.

55

»Nuż inszych grofów aza mało we Francyej,

»Co z namężniejszych poszli rycerzów liniej?

»Mają — odpuść mi, królu, iż to szczerze, co wiem,

»Chwaląc nieprzyjacioły, dzisia tobie powiem —

»Brandymarta w obozach swoich najśmielszego,

»I ten w oczach wójsk naszych sprzątnął niejednego;

»Nakoniec, choć Orlanda dawno swego zbyli,

»Przecię niezapomniane żale porobili.

56

»Nam wypadł z wielką szkodą Mandrykard serdeczny,

»Gradas ponno, aby beł w królestwie bezpieczny,

»Ujechał: sprzykrzył mu się niewczas; więc i ona

»Opuściła nas męstwem Marfiza wsławiona,

»Nad którą bohatyrki ja oczyma memi

»Nie widziałem wspanialszej miedzy wojski temi,

»Król z Algieru do tego, co okrom zazdrości,

»By beł wiary dotrzymał, przeszedł nas w dzielności.

57

»Prócz tych, jeno się pilno sam chciej dowiadować,

»Jako wiele tysięcy daliśmy pochować

»Podlejszych dusz, co byli u nas zaniedbani;

»Patrzyłeś sam, gdy nędzni i odżałowani

»Hurmem we krwi tonęli swej: ato późniejsze

»Posiłki były twoje w czasy teraźniejsze.

»U nich co dzień przybywa z różnych stron pomocy,

»Twoje jakoś szwankują i słabieją mocy.

58

»Wiesz ponno, jakiej Gryfon i Gwido jest siły,

»Bo to ich szable w ludzie twojem oświadczyły,

»Sansonet z Akwilantem, co sobie równego

»Nie mają prócz z Rynaldem Orlanda samego.

»Tych ja boję się barzo, ci swe ostre bronie

»Napoją we krwi naszej i podbrodzą konie.

»Bodajem sny powiedał, bodaj słowa moje

»Na nich jad swój wylały, nie na wojska twoje!

59

»Ileś razy wychodził do potrzeby w pole —

»Niech cię, proszę, nie gniewa, niech w oczy nie kole

»Prawda szczera — lubo tył zawsześ musiał dawać,

»Lub zwyciężony z wielką sromotą zostawać.

»Jeżeli plac tak często Afryka traciła,

»Kiedy szesnastu na ośm z rycerzów puściła,

»Co rzeczesz, wielki królu, słysząc, iż na twoje

»Nieszczęście narody się już sprzysięgły troje,

60

»Włoch, Niemiec z Angielczykiem? Wątpić nie potrzeba,

»Iż zwycięstwo z samego popłynie jem nieba.

»Tak wojska tu, w ojczyźnie królestwo utracisz,

»Jeśli się z tem, co szkód tych przyczyną jest, zbracisz

»I jeśli przy Marsylem z uporu zwykłego

»Zostawszy, bronić państwa nie pobieżysz swego.

»Tu masz jedno lekarstwo: z Karłem pokój sobie

»Uczyń; uczyni go on i pozwoli tobie.

61

»Zdalić się też, iżby to z twą nieuczciwością

»Było przymierza prosić z jakąś lękliwością

»U Karła, od którego jesteś ukrzywdzony,

»A Mars ci opanował serce zajątrzony

»I barziej wojnę lubisz: słuchajże wżdy mojej

»Porady, którąć podam z powinności dwojej:

»Spuść na rycerza krzywdy i żale jednego;

»Nie bój się: masz Rugiera na to sposobnego.

62

»Ja wiem i ty wiesz dobrze, iż jest Rugierowe

»Nie mniejsze u nas męstwo, jako Orlandowe

»U chrześcijan; bezpiecznie podufaj jednemu

»Sławej swej, wysławszy go przeciw najduższemu421

»Z bohatyrów. Jeśli też nie ruszy to ciebie

»I w walnej jeszcze szczęścia chcesz kusić potrzebie,

»Zgubiłeś go, wiedz pewnie, choć masz wielkie siły:

»Lwa czasem kły kondysów wielu udawiły.

63

»Wypraw, jeślić się to zda, dziś posła swojego

»Do cesarza, wszak w mili jest, chrześcijańskiego

»Z tem, iż nie życzysz, aby więcej się lać miała

»Krew z obu stron z ludzkiego hojną rzeką ciała;

»Słusznie tedy spuścić ma spórkę422 na jednego,

»Wszak w wojsku swojem snadno najdzie tak dzielnego,

»I dwa dokończą wojny i sprawią pokoje

»Przez najstraszliwsze w krwawem pojedynku boje,

64

»Z tem dokładem: który z nich na placu zostanie,

»Tego król ma doroczne na czas zsyłać danie

»Zwyciężcy. Zaczem tuszę, że i Karzeł na ty

»Przypadnie kondycye, nie bojąc się straty.

»Ale i my nadzieję mieć w naszem możemy,

»Przy wygranej, wiedz królu, da Bóg, zostaniemy;

»I słusznie, bo jest taka dzielność Rugierowa,

»Iż bez chyby zgasłaby przy niej Gradywowa«.

65

Sobryn tak poważnemi sprawił, co chciał, słowy:

Już Agramant do Karła wyprawić gotowy;

Obrano zaraz posłów, którem polecają

Wszystkę uważnie sprawę, jako mówić mają.

Słysząc Karzeł, nie przeczy, ufa serdecznemu,

Którego sił próbował, rycerstwu swojemu.

Włożono na Rynalda wojn423 brzemię uczciwe;

Temu skacze z radości serce, sławy chciwe.

66

Wojska obiedwie w wielkiej cieszą się radości:

Pozbawiono ich bólu i strasznej trudności;

Wszystkich prace i wszystkich wszystkie mordowania,

Które z potem i ze krwią lali do skonania,

Dwaj na się tylko wzięli, a oni już będą

Odpoczywać i w lubem pokoju usiędą.

Bo jem tak w wściekłych bitwach rany się znać dały

Po ten czas, iż ledwie mdłe w nich dusze zostały.

67

Rynald, znając tak wielką łaskę pana swego,

Przez którą wybawienie cesarstwa całego

W moc mu dał, najweselszy, z chęcią się gotuje,

Zdrowia dla pospolitych potrzeb nie żałuje.

I już zwycięstwa pełen, nieomylnie wierzy,

Że bez wielkich trudności snadno je odzierży;

Lekce waży Rugiera, choć przeszłemi czasy

Przerwał Mandrykardowi, zabiwszy go, wczasy.

68

Z drugiej zaś strony Rugier, lub to upatruje

Nieśmiertelną stąd sławę, co go naśladuje424,

Lubo widzi w jakiem jest u swych rozumieniu,

Którzy najmężniejszemu rąk jego czynieniu

Wszystkę rzecz pouczyli, przecię mu jagody

Bledną, w oczach jawne znać żalów niepogody;

Nie z strachu, bo nie jeno Rynalda dużego425

Nie boi się, lecz przy niem Orlanda samego.

69

Ale widzi, zna dobrze, że jest bratem onej

Najserdeczniejszej dziewki jego ulubionej,

Która codziennem pismem wzrusza go i bodzie,

Aby z Rynaldem zawarł przyjaźń, mieszkał w zgodzie;

Teraz — jaki trafunek! — wadzić się z niem musi.

Spólna potrzeba, własne uczciwe go dusi

I jeśli szczęście zdarzy, że go zdrowia zbawi,

Gniew pozyszcze, straconej łaski nie naprawi.

70

Tak się milczkiem zrze, gryzie, drogi nie najduje

Wyniść z ciężkiego żalu, który go przejmuje.

Tem czasem Bradamanta, gdy się dowiedziała

O nieszczęśliwej zwadzie, co raz omdlewała;

Tłucze najbielsze piersi, złoty włos rwie gwałtem,

Drapie twarz, krwią farbuje szalonego kształtem,

Znowu w najżałośliwszej smutnych skarg ponowie426

Rugiera swego wiary chytrołamcą427 zowie.

71

Bo jakikolwiek weźmie koniec zapalczywa

Bitwa, onę zabija boleść przeraźliwa428:

Umrzeli Rugier, umrą wszystkie jej radości,

Sercu przydzie rozpaść się od wielkiej żałości,

A skargi zostawiwszy duch niewymówione,

W grób zimny ciało wpędzi smutne, utrapione;

Pożyjeli też Rugier Rynalda dobrego,

Taż szkoda, ten ból z zdrowia złupi ją własnego.

72

Nie mogłaby bez wielkiej swojej zelżywości

Korzystać już w niem samem i w jego miłości.

Coby rzekli powinni, co zacna rodzina?

Opacznych mów jawnaby urosła przyczyna.

Źle zewsząd, z bojaźni drży serce wylęknione,

Mars wątpliwy ją trwoży, oczy utopione

W gorzkiem płaczu pozwolić nie mogą na spanie,

Dzień i noc z głębokich śle wnętrzności wzdychanie.

73

Ale ta, co ją we złych zawsze wspomagała

Raziech, nagle się przed nią w wieczór ukazała,

Melissa, wiedma stara, i zemdloną swemi

Cieszy, boleść uśmierza słowy łagodnemi.

»Darmo — mówi — przyszłego boju niewytrwany

»Kole cię strach, najprzykrsze429 w sercu czyniąc rany.

»Przestań, kochana dziewko: moje to staranie,

»Bezpiecznie na mój rozum spuść się i na zdanie«.

74

Tem czasem Rugier mężny, Rynald doświadczony

Gotują się porządnie na bój odważony.

Jaką się bronią w bitwie tej rozpierać mieli,

Aby Rynald obierał, wszyscy po niem chcieli.

Ten, iż utracił konia trafunkiem dobrego,

Ślub uczynił do czasu nie wsieść na inszego

I piechotą się bić chce, w ręku niepożyty

Berdysz430, puinał mając, sam zbroją okryty.

75

Lubo to beł trafunek lub Malagizego

Sztuka, co rozumu beł nad inszych ostrszego431,

Ja nie wiem; on znał dobrze, jak dziwną moc miała

Balizarda, gdy gwałtem na zbroję spadała.

Zaczem, aby bez szabel krzywych się silili,

Duchem jakiemsi432 snadno wszyscy pozwolili.

Plac niedaleko miasta naznaczono mały,

Gdzie starej Arie mury zwątlone leżały.

76

Ledwie czujna jutrzenka w sam brzask od Tytona

Wyszła, siejąc lilie z różanego łona,

A na wschodzie uprzedzał Febusa świt rany,

Gdy w niezliczonej kupie nieuhamowany

Gmin bieżał, przedniejszy zaś z wojska obojego

Namioty rozbijali w pół placu onego;

Od których niedaleko ołtarz postawili

I do swych, to sprawiwszy, znowu się wrócili.

77

Potem po małej chwili pięknie zszykowane

Wojsko pogańskie wyszło, w łuki opasane;

W pojśrzodku się od złota świecił najstrojniej szy

Król, a koń go wyprawny433, gniady, najdzielniejszy

Niósł lekko, z czarną grzywą, z odmianą na czele,

Tak żartki, że i z wiatry biedz zawód mógł śmiele;

Obok Rugier, któremu Marsyli wspaniały

Służy chętnie, niosąc hełm za niem okazały.

78

Hełm, który on z przelaniem krwie swojej niemałem

Wygrał na Tatarzynie surowem, zuchwałem,

Hełm, co go namężniejszy Hektor wprzód probował,

Kiedy przed tysiącem lat z Grekami wojował.

Inszy książęta, inszy baronowie zasię

Insze posługi z chęcią wielką wzięli na się:

Ten nabijany puklerz złotem, ten ostrogi

Niesie, które ozdobił zewsząd kamień drogi.

79

Z obozów zaś wychodził Karzeł z drugiej strony,

A jako do potrzeby lud miał uzbrojony,

Porządkiem najpiękniej szem pułki za pułkami

Szły, a tarcze blask słały, bite promieniami.

Przedniej szy go z rycerzów wkoło otoczyli

I jakoby jaką straż nieznacznie czynili;

Rynald z niem w całej zbroi, szyszak Ugierowi

Nieść kazano, który on wydarł Mambrynowi.

80

Jeden książę z Namu miał w ręku berdysz srogi,

Drugi, co u brytańskiej panuje odnogi,

Król Salomon piastował; potem swych kieruje

Karzeł ręką i w prawy bok iść rozkazuje.

Toż czyni król Agramant, zawraca wojsk roty

I za pierwsze kęs każe ustąpić namioty

Dla uwolnienia placu, jako chce surowy

Wyrok, bo ktoby tam wszedł, wnet pozbywał głowy.

81

Potem, gdy wszystkie rzeczy w swojej klubie były,

Jak się miedzy oboją stroną umówiły,

Wyszedł kapłan w ubierze poważnem, a księgi

Trzymał ewangeliej dla strasznej przysięgi.

Z namiotów też pogańskich posłano drugiego

Z alkoranem, do takich usług sposobnego;

Przy tem Agramant stanął, pełnić ślub gotowy,

Przy swem Karzeł, świętemi jego zmocnion słowy.

82

Stanąwszy u ołtarza, który księża jego

Postawili, wzniósł Karzeł do nieba jasnego

Dwa palca i rzekł głosem: »Boże miłosierny,

»Coś grzenadroższą lud twój krwią okupił wierny,

»I ty, naświętsza Matko, któraś taką miała

»Łaskę, iż Chrystus ciało wziął z twojego ciała,

»Chrystus, najdziwniejszy twych mieszkaniec wnętrzności

»Bez skazy po wszystek czas panieńskiej czystości,

83

»Bądźcie mi, proszę, bądźcie tu dzisia świadkami,

»Że ja chcę i przyrzekam z memi potomkami

»Królowi afryckiemu i kto w pierwszem rzędzie

»Po niem na jego państwo chwalebne usiędzie,

»Dać pewny trybut i dań od złota szczerego,

»Jeśli dziś jego rycerz pożyje mojego;

»Nad to wieczne przymierze chować mam i zgodę,

»Więźniom pogańskiem dawszy najsłodszą swobodę.

84

»A jeślibym nie strzymał tej spólnej umowy,

»Niechaj mię gniew z dziatkami zabije surowy,

»Gniew Stworzyciela mego, aby ludzie znali,

»Żem winien, że mię słusznie za mój grzech skarali«.

Tak pan najpobożniejszy rzekł, zapłakanemi

W niebo patrząc pogodne oczyma swojemi;

Na księgach trzymał pisma świętego swą rękę,

A kapłan Bogu winną głosem czytał dziękę.

85

Do ołtarza stamtąd się drugiego pomknęli,

Który Sarracenowie w swem namiecie mieli.

Tam król przysiągł, iż na zad do królestwa swego

Popłynie, jeśli Rugier przegra dnia onego,

I trybut da Karłowi, spólnie umówiony,

Nim się ruszy z wojskiem swem w afrykańskie strony,

Przymierze wieczne strzyma, przywróci wolności

Więźniom wszystkiem, co ich jest, zaraz bez trudności.

86

Potem słowy głośnemi do świadectwa tego

Mahometa Agramant król wzywał swojego.

Mufty434 alkoran trzymał w rękach wyniesionych

Przy ołtarzach, pogańską pompą ustrojonych.

To sprawiwszy, do wójsk swych sporem poszli krokiem,

Które po łąkach stały obozem szerokiem.

Zacna zaś bohatyrów para do przysięgi

Szli we zbrojach, a strach lud obejmował tęgi.

87

Pierwszy Rugier przed wszystkiem ludem obiecuje

I klątwami srogiemi klątwę zawięzuje,

Iż rycerzem nie będzie więcej swego króla,

Przeszkodzili mu bitwę i ześć każe z pola.

Po niem przysięgę Rynald zaraz czyni taką,

Że dali Karzeł z strony swej przyczynę jaką

Do rozerwania boju, póki końca swego

Nie weźmie, on do śmierci sługą nie jest jego.

88

Gdy tę ceremonią oba odprawili,

Do roboty wściekłego Marsa pokwapili435.

Trąba wojenna bitwy znak okropny dała,

A głos w przyległych górach Echo powtarzała.

Już się starli, już rękę, bystre oko, nogę

Jak najostrożniej niosą, coraz nową drogę

Do nowych ran najdując; z berdyszów straszliwych

Skry lecą, gniewy w piersiach serc sięgają żywych.

89

To ostrzem, to obuchem zmierzają do głowy

Z taką umiejętnością, aż berdysz surowy

Miga się tylko w rękach; raz w zad pomykają

Kroków, czasem ostrożnie sobie dowierzają.

Ma jednak na Rynalda wzgląd Rugier śmiałego,

Miłość i gniew serce mu bodą do żywego.

Najokrutniejszą bronią powoli obraca,

Gdzie haniebny raz mógł dać, ledwie kęs pomaca

90

I traci tem poniekąd dobre rozumienie.

Na tak nagłe zmartwieli wszyscy odmienienie;

On się rozdwoją w myślach: umrzeć od swej ręki

Nie życzy Rynaldowi, sam też chce przez dzięki436

Żyw zostać; tu zakład tkwi wielki w oczach jego,

Tu zapały serdeczne trapią nieszczęsnego —

Ostatek w drugiej pieśni, jeśli chcecie wiedzieć,

Odpoczynąwszy teraz, mam wolą powiedzieć.

Koniec pieśni trzydziestej ósmej.