Szmugiel
Jak się odbywał zorganizowany szmugiel, który dostarczał żywności gettu, dawał pracę przemytnikom, często pozbawiając ich przy tym życia? Naturalnie, szmugiel podawany przez gmach sądu, przenoszenie pod sukienką, czy szmugiel przez murki za pośrednictwem małych dzieci, to wszystko nie było zorganizowanym masowym szmuglem i nie mogłoby pokryć nawet jednej setnej zapotrzebowania. Do tego trzeba było tak zorganizować handel, aby getto mogło swoje produkty wysyłać i otrzymywać za to żywność.
Przede wszystkim „wacha”7. Na „wasze” u każdej z bram getta stało kilku Niemców i milicjantów żydowskich, którzy zmieniali się co kilka godzin. Przemytnicy umawiali się, że o takiej a takiej godzinie ma przejechać wóz z aryjskiej strony. Przekupieniem „wachy” zajmowali się tak zwani „grajkowie” — nieliczni milicjanci-specjaliści, którzy podchodzili do „wachy” i przeprowadzali dyplomatyczne rozmowy, wskutek których Niemcy zamykali na kilka minut oczy, a wóz wjeżdżał do getta. Po chwili pusta maszyna wyjeżdżała, a milicja i Niemcy dzielili się łapówką. Nazywało się to: „Szafa gra”.
Nie było to takie proste, gdyż czasem Niemcy nie chcieli się zgodzić, czasem żądali tak wielkich pieniędzy, że towar nie był tyle wart. Często maszyna spóźniała się i „obrobieni” Niemcy odchodzili z „wachy”. Nie, nie było to łatwe i nie było bezpieczne. Czy nie zdarzało się, że żołnierz godził się, aby za chwilę, kiedy maszyna wjeżdżała do getta, strzelać do szofera, przemytników i milicjantów?
Ach, jaki straszny był dzień, kiedy rozstrzelano 100 milicjantów za szmugiel!
A na drugi dzień druga setka obrabiała „wachę” i znów „Szafa grała”...
Drugi zorganizowany szmugiel szedł przez domy przejściowe i murki, gdzie co dzień prawie wynoszono trupy zastrzelonych przemytników.
Ulica Koźla, mała, cicha, graniczna uliczka, stare domy, nic podejrzanego na pozór. Tymczasem na dany znak zwyczajne rynny kierują się sprytnie poza mur i leje się przez nie mleko, leci kasza, mąka i cukier. Stop. Ktoś idzie! Rynny momentalnie cofają się, zamierają niewinnie, nieruchomieją. Jesteśmy zwykłymi rynnami!
A tu znowu za dotknięciem guzika mur rozstępuje się i przepuszcza krowę. Tutaj odbywa się największy handel mięsem. Wszystko jest ruchome, okna podnoszą się i opadają, murki znikają, dachy otwierają się jak pokrycie pudełka. Cud! Tak, zdejmcie, ludzie, czapki przed tym cudem, cudem pomysłowości, pracy i odwagi Koźlej ulicy, która setki razy broczyła krwią. Gdyby pochować tych wszystkich, którzy na niej zginęli przy szmuglu, nie byłoby chyba miejsca na groby. Na Koźlej, na Białej, na Siennej powinny stanąć pomniki z napisami; „Wszystkim cichym, a nieustraszonym, bezimiennym bohaterom przemytu — chwała”.
Nie będzie pomnika, nikt go nie postawi. Wiem, są większe bohaterstwa i ważniejsze sprawy... Ale mimo to, cześć Wam!