SCENA PIĄTA

Do jadalnego pokoju wchodzi BOROWSKI i WANDA.

BOROWSKI

A nie mówiłem ci, że tak będzie. Sam przeczuwałem dawno, że się na tym skończy. Ta uroczystość pełnolecia zostanie odłożona ad calendas graecas17. Wchodzą do salonu. Wielkie pytanie, czy jutro wszystkie formalności sądowe się załatwią.

Widzi nagle na werandzie PRZYJACIELA, który się rozgląda po parku. Oboje stają chwilę przerażeni i wchodzą trwożnie na werandę.

BOROWSKI

Przepraszam bardzo, ale kogo mam honor powitać w domu pani Okońskiej?

PRZYJACIEL

kłania się bardzo grzecznie

Nie przyjechałem do pani Okońskiej, tylko do domu mego przyjaciela Konrada Okońskiego.

BOROWSKI

Toś pan bardzo dowcipnie powiedział, ale może by pan na to zechciał zważać, że syn i matka pozostają w takim stosunku, iż dom syna jest równocześnie domem matki.

PRZYJACIEL

Nie chciałem być wcale dowcipnym. Przyjechałem, by odwiedzić mego przyjaciela Konrada wskutek usilnych jego zaproszeń... Konrad przeczuwał, że będę mu potrzebny, a ponieważ Konrada kocham, więc przy pierwszej lepszej sposobności zebrałem moje manatki i przyjechałem.

WANDA

bardzo wystraszona

Konrad lada chwila nadejdzie, ale tymczasem niech się pan rozgości w naszym domu, jak we własnym. A otóż właśnie nadchodzi.

Chwila milczenia, podczas której wchodzi na werandę Konrad i Hanka.