SCENA SZÓSTA
KONRAD
prawie przestraszony
Jezus! Maria! Skądżeś się tu wziął?
PRZYJACIEL
Czułem, że ci będę potrzebny.
BOROWSKI
No, zostawmy przyjaciół sam na sam. Wesoło. Młodzi ludzie, koledzy mają sobie zawsze coś do powiedzenia i to takie coś prawie cynicznie, czego nasze stare uszy słyszeć nie powinny.
HANKA
która dotychczas śledziła przebieg rozmowy
To i ja może pójdę.
BOROWSKI
Przecież wyraźnie powiedziałem, że dwóch przyjaciół, którzy się dawno już nie widzieli, trzeba pozostawić sam na sam.
HANKA
wychodzi cicho do drugiego pokoju
WANDA
W każdym razie wolno zaprosić pana na śniadanie w domu mojego syna.
PRZYJACIEL
W domu pani syna? Tak.
BOROWSKI
ironicznie
A więc teraz trzeba kochanych przyjaciół pozostawić na poufnych zwierzeniach po tak długim niewidzeniu.
Wanda i Borowski wychodzą.