SCENA PIĄTA
BOROWSKI chwilę sam na scenie, patrzy ponuro na park, jakby czegoś ostatecznego stamtąd wyczekiwał. Powoli zbliża się z parku PRZYJACIEL i wchodzi na werandę.
BOROWSKI
szyderczo
No, cóż pan tak stroni od towarzystwa; przecież to uroczystość, na którą pan umyślnie aż z Brukseli zjechałeś.
PRZYJACIEL
kręcąc papierosa
Ja nie zjeżdżałem na żadne uroczystości. Jam się tylko mocno przywiązał do mojego przyjaciela Konrada, a ponieważ on jest sam, samiuteńki, a ja znając rozmaite tajemnice jego domu... hm... hm...
BOROWSKI
Jakie tajemnice? Czyś pan oszalał? Co za tajemnice?
PRZYJACIEL
No, to nie są właściwie tajemnice, dla pana np., dla matki Konrada, to tajemnicą nie jest. Patrzy bystro, zimno na Borowskiego. O, jakeś pan nagle zbladł. No i co, panie? Będziemy się dalej bawić w ślepą babkę, podoba się panu ta gra?
Patrzy z zimnym szyderstwem na Borowskiego.
BOROWSKI
Owszem, nawet bardzo. Od pierwszej chwili, gdym pana zobaczył, zrozumiałem, że mam z dowcipnym człowiekiem do czynienia.
PRZYJACIEL
Ech panie, co tam długo gadać. Panu, jako ojcu, musi zależeć na szczęściu dziecka, a ja mówię bez ogródek, przyjechałem jako przyjaciel Konrada i to proszę pana no, jakby to powiedzieć... rozmyślnie przeciąga. Otóż, kochany panie, wszak ani pan, ani ja nie chcemy rzeczy w bawełnę owijać. Przyjechałem po prostu Konradowi powiedzieć, że właściwie pan jest przyczyną tej niby tajemniczej śmierci jego ojca.
BOROWSKI
zrywa się przerażony
Co? Coś pan powiedział?
PRZYJACIEL
zapalając papierosa, który mu ustawicznie gaśnie
Chyba dosyć wyraźnie powiedziałem to, co miałem do powiedzenia.
BOROWSKI
z przestrachem
Skąd pan to wiesz?
PRZYJACIEL
Ja o tym już dawno wiedziałem. Pan Schimer pokazał mi listy swego najbliższego przyjaciela a ojca Konrada. Przyjechałem tutaj, bo Konrad ustawicznie majaczył o córce pańskiej, przekonałem się, że Konrad rzeczywiście ją kocha, no i nie bierz mi pan za złe, że nie pragnąłem, by Konrad połączył się z córką tego, który ojca jego w grób wtrącił.
BOROWSKI
patrzy długą chwilę na przyjaciela, nagle
Pan tego Konradowi nie powiesz?!
PRZYJACIEL
Owszem, dziś jeszcze powiem.
BOROWSKI
Czyś pan oszalał? Przecież to zniszczy nas wszystkich.
PRZYJACIEL
Zniszczy... co to znaczy zniszczy?
BOROWSKI
No wiem, wiem, że panu nic na nas nie zależy. Ale Konrad, cóż Konrad, którego pan jesteś przyjacielem, którego, jak mówisz, tak kochasz?
PRZYJACIEL
Ależ ja przecież po to przyjechałem, aby Konrada wyzwolić z tego marnego życia, żeby go uwolnić od tej męki, by się miał połączyć z córką zbrodniarza.
BOROWSKI
zrywa się przerażony
Co? Zbrodniarza? Jak śmiesz pan to mówić? Jakim prawem mogłeś pan to powiedzieć?
PRZYJACIEL
spokojnie
Prawem tego, co wiem, a o czym się jeszcze zdołałem naocznie przekonać.
BOROWSKI
drży i blednie
PRZYJACIEL
z jeszcze zimniejszym spokojem
Tylko się pan nie wzruszaj zbytecznie. Pan, jako mężczyzna, musi być na tyle odważnym, by ponosić konsekwencje tego, co popełnił.
BOROWSKI
złamany milczy
PRZYJACIEL
Pan przyzna, żeś pan popełnił wprost łotrostwo. Rozumiem, żeś pan jej i swoje wyrzuty sumienia zagłuszyć chciał. Ale nie było obrzucać błotem swej ofiary. Nie było jej mówić, że mąż jej odebrał sobie życie wskutek malwersacji pieniężnych, albo choroby nieuleczalnej. Wstaje groźny. Prawda, czy nie?
BOROWSKI
zupełnie złamany
Prawda.
PRZYJACIEL
Teraz pan rozumie, dlaczego ja Konradowi całą tajemnicę wyjaśnić muszę i nie pozwolę, aby Konrad wziął Hankę za żonę. Czyż pan nie rozumie tej potworności, gdyby córka Pańska została żoną Konrada, którego ojca pan — pan w śmierć wepchnął.