SCENA 10

ANIOŁOWIE SNU JAKÓBOWEGO

1. Witaj promieniu życia.

2. Żegnaj mi słońce dnia.

1. Zawitaj jutrznio, zorzo.

2. Zanika krasa twa.

3. Promieniu żywy wschodzisz.

4. Zamierasz świetny dniu.

3. Po świateł morzu brodzisz.

4. Głowę kładziesz na pniu.

Skazańcze, śmierć cię goni.

3. Ku życiu wnijdź nowemu.

Tysiąc cię potęg broni.

5. Przed tobą sława, mienie,

przed tobą żywot boży.

6. Za tobą pokolenie

zamarłych, klątwę trwoży.

5. Przed tobą złości, żądze;

nasycisz twoje usta.

6. Za tobą zawarto wrzeciądze

i noc przed tobą pusta.

5. Łask źródło dla cię spłynie;

ty łaską żyjesz chwili.

6. Szczęście twe mrze w godzinie.

Proch są ci, co wierzyli.

5. Co zechcesz, zyskasz prośbą

i wnijdziesz w chwałę siły.

6. Zagrodzęć Raju groźbą,

by węże cię strwożyły.

7. Przemożesz siły wrogie,

ramieniem męża złamiesz.

8. Twe władze za ubogie;

potęgę twoją skłamiesz.

7. Gdy k’tobie twarzy schylę,

niebo ukażę z proga.

8. Pod stopy rzucę dyle,

goździem zakrwawi noga;

byś znał, że idąc w trudzie,

nie sięgniesz drogi szczytu.

7. Uczynięć pierwszym w ludzie;

dam poznać sytość bytu.

2. Szczodrą Twą łaską Panie

przywrócisz mnie do łona

i dasz Twe królowanie,

gdy ciało w trwodze skona.

1. A gdy już mnie wyżeniesz

ze szczytów Twego domu,

choć pozwól kęs mi przysiąść

u bram Twych, tu u złomu.

4. Gdy zechcesz, wszystko może

żywototwórcza władza.

Porzucam nędzy łoże,

gdy moc mię Twa odradza.

3. Gdy moc mię Twoja strąca,

za przeznaczeniem muszę,

w przepaść dusza idąca

Ulituj mojej dusze.

6. Tak nowe co dnia budzisz.

5. Tak co dnia męką trudzisz.

6. Tak z nocy Twe wywodzisz.

5. Tak szczęściem zwodnem łudzisz.

8. Tak czynisz mnie potęgą,

którym był marnym pyłem.

7. Tak wijesz żywot wstęgą,

żem pył, gdy siłą byłem;

na nicość obrócony,

ku szczytom gdy dążyłem.

8. Świetność mi wracasz znowu,

na Twe zwołujesz trony,

bym z Tobą w królowaniu

zapomniał, co przebyłem.

I znów świątyni wrota zwarte

na żelaznych wrzeciądzów zapory.

Jakób powstał i oczy otwarte

dłońmi przetarł i podniósł się skory

i dzban, gdzie oliwy zawarte,

ujął w dłonie, napełnił zeń czarę.

Na wezgłowie wylał na ofiarę,

na ów kamień, gdzie czas prześnił spory,

owo miejsce Bethel, gdzie miał leże.

A już przyszli ku miejscu pasterze.

PASTERZE

się gromadzą

wsparli głowy na kijach, wyczekujący

JAKÓB

Owóż co pod kamieniem tym wielkim?

PASTERZE

Źródło czyste.

JAKÓB

Bracia, a skąd-eście?

PASTERZE

Z Haran.

JAKÓB

Znacieli Labana, syna Nachorowego?

PASTERZE

Znamy.

JAKÓB

Zdrówli?

PASTERZE

Zdrów. A oto Rachel, córka jego, idzie ze stadem swojem.

JAKÓB

Jeszcze nie czas gnać stada do owczarniej; napójcie pierwej owce a tak je zasię na paszą żeńcie.

PASTERZE

Nie możemy, aż się wszystkie stada zgromadzą. I odwalimy kamień z wierzchu studnie, abyśmy napoili stada.

RACHEL

wchodzi

JAKÓB

odwala kamień

ukazuje się źródło czyste

RACHEL

się płoni

JAKÓB

całuje ją