SCENA 3

PRIAMUS

Synu, radośną ci nowinę powiem,

że Achilles nie walczy.

HEKTOR

Czemu?

PRIAMUS

Ciesz się więc, bo nic złego

nie może stać się tobie.

Żyć będziesz.

HEKTOR

Nie chcę tego.

PRIAMUS

O ty jedyna moja chlubo,

o ty jedyna obrono,

rozstać chciałbyś się z żoną

kochającą i odbiec dziatek

i nas u kresu latek

ostawić samych? — Zgubo!

Iljonu zguba twoja myśl!

HEKTOR

Moja wola!

Walczyć!

PRIAMUS

Za nas? Za miasto?

HEKTOR

A czemże wy jesteście?

Ten podły gach z niewiastą,

co się stroi w robrony

fircynela, — wam miły; —

to ja mam moje siły

dla was ważyć?

PRIAMUS

Masz żonę.

HEKTOR

I ostawiam wam syna.

Pójdę, gdzie mnie godzina

zawezwie.

PRIAMUS

Co cię zmusza?

Jaka to myśl przeklęta?

HEKTOR

Dusza!

PRIAMUS

Na ojca się porywa

i chce zatrwożyć we mnie

starca. — O synu, synu.

Sam już ostanę ze starością.

Ciebie sława i wielkość uwodzi.

HEKTOR

Sława mnie rodzi.

Tu stoję jej na straży.

Wyście ojciec, — poważam, —

nie bierzcie mi to źle, — że się odważam

rzec, co moim jest bólem.

PRIAMUS

Chciałem, byś ty był królem.

HEKTOR

Chcę, byście wy ostali.

PRIAMUS

Mówisz nam, żeśmy mali;

za mali, by sięgnąć ku tobie.

Duch cię niesie.

HEKTOR

Ojcze, — to, co ja robię

czynię dla się i przez się.

Jestem na to postawion

walką, ustawną walką

we świętości obronie.

Wytrwam i będę zbawion.

PRIAMUS

Cóż jest ta świętość?

HEKTOR

Oto tem, co w mem łonie

na samo wspomnienie

żywiej porywa krew i sumienie

ostawia wiecznie czyste:

Ojczyzna, — Ilijon —

żywe i wiekuiste.

PRIAMUS

Matka przysnęła.

HEKTOR

Senne powietrze mgliste

uśpiło —

PRIAMUS

Spiło starą.

HEKTOR

Zejdę chwilę ku żonie.

Bywajcie.

PRIAMUS

Idź ku dziecku.

Gdzie Parys?

HEKTOR

Aleksander?

Ze swoją przeszli pono

tędy i tamtą stroną

wrócą. — Żegnajcie.

poszedł ku pałacowi