I zbliżają się pod okopy grodu.
Zaszli im drogę ciekawi mieszkance;
Ci, bodąc konie przez tłumy narodu,
W milczeniu śpieszą na zamkowe szańce,
A skoro wpadli, uchylono zwodu190.
Rycerz strażnikom przykazuje srogo,
Ni tam, ni za się nie puszczać nikogo.
Wnet z resztą hufów ciągną bojownicy.
A choć wygrali tak przeważne pole191,
Mała stąd radość była po stolicy;